Bar "X"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Złom-monter | Wojskowy

avatar


Liczba postów : 29
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Bar "X"   Wto Lip 25, 2017 9:28 pm


Słynący z dobrych drinków, w miarę przystępnej ceny zwykłych alkoholi oraz personelu zdolnego zachować dyskrecję w przypadku co bardziej podpitych klientów. Lokal składa się z dwóch poziomów. Na parterze bar z ladą ciągnącą się przez całą długość na przeciwko wejścia.
Uwijają się za nią najczęściej trzej barmani, a resztę przestrzeni zajmują stoliki dla gości. Piętro podzielone jest na znacznie bardziej prywatne - pomieszczenie podzielono na boksy zdolne pomieścić do kilku osób, pozwalając przy tym zachować ciszę i spokój od reszty biesiadników.
Wystrój "X" jest prosty, oparty na opływowych kształtach i czerni. Z głośników najczęściej sączy się delikatna muzyka stroniąca od gwałtownych przejść czy improwizacji. Oba piętra są słabo oświetlone, a do panującego wewnątrz półmroku przybysze z zewnątrz muszą się przez chwilę przyzwyczajać. Na wypadek gdyby któryś z klientów zaczął się za bardzo awanturować, każdy z obsługi może wezwać ochroniarzy, a jeśli oni nie wystarczą - poinformować najbliższy komisariat Służb Bezpieczeństwa.



Nie szata zdobi pancerza. Co innego dobry pancerz.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Bar "X"   Nie Paź 22, 2017 6:23 pm

Powoli zbliżał się czas umówionego spotkania. Katia zjawiła się przed budynkiem baru jakieś piętnaście minut wcześniej, a wszystko po to, by przygotować swoją zabawę. Na czym miała polegać? Sprawa była wyjątkowo prosta i jeden z elementów gry właśnie stał obok niej. Zwyczajny mężczyzna, którego imienia nawet nie znała, bo było jej zupełnie zbędne. Z pewnością należał do Proletariatu, a więc sama różnica pozycji była dla niego kusząca, by zgodzić się na pewną rozrywkę. Jakby tego było mało, to czarnowłosa należała do wielce przekonujących osób - potrafiła grać osobę, którą nie jest, kłamać jak z nut i skutecznie stosowała sztuczki perswazyjne. Dodatkowo miała najbardziej prymitywny trik, który postanowiła również wykorzystać - pieniądze. Sowita sumka była aż za dobrym argumentem dla biednego nieznajomego, który miał zostać wykorzystany. Jego zadanie było proste - napić się na koszt Katii, a gdy ta wstanie do łazienki, ruszyć za nią, by jeszcze w drzwiach zacząć ją obłapiać. Kontakt z elitą, pieniądze, alkohol za darmo i szansa dotyku ciała, które mogło rozpalać zmysły. Mężczyzna został uświadomiony, że jest to jedynie test ochrony lokalu i nic mu się nie stanie, a z pewnością nie zostaną wysunięte żadne konsekwencje prawne. Pierwsza część była kłamstwem, lecz druga prawdą. Mógł skończyć z obitą twarzą, jakimś złamaniem, ale nic mu nie groziło i miał szansę zarobić na swoim nie tak strasznym cierpieniu.
Katia przekroczyła próg baru, a za nią nieznajomy mężczyzna. Od razu poinformowała barmanów, że jej "towarzysz" piję na jej koszt. Mężczyzna widocznie zadowolony postanowił zabrać się do roboty i z miejsca zamówił sobie drink, którego nazwy nie mógł nawet wymówić poprawnie. Czarnowłosa jedynie uśmiechnęła się do niego pobłażliwie i zgrabnym, powolnym krokiem udała się w stronę ochroniarzy. Nie była to jej pierwsza wizyta w tym lokalu, więc doskonale każdy wiedział kim jest Katia. Jedynie wspomniała ochronie, że cała akcja z jej obłapianiem jest ustawiona i mają nie reagować, udawać że nie widzą całego zajścia, a najlepiej zniknąć gdzieś, gdy tylko ona wstanie do łazienki. Słowem klucz, na które powinni zareagować będzie "szkarłat", gdy usłyszą to hasło, to mają reagować normalnie. Prośba była nietypowa, więc ochroniarze spojrzeli się po sobie, jednak nie mogli odmówić Katii. Już nie tylko z powodu jej pozycji, ale także charyzmy. W razie czego gotowa była podarować im nieco pieniędzy za ich "przymknięcie oka", chociaż łapówki na szczeblach politycznych raczej nie były mile widziane.
Znów podeszła pod bar, lecz tym razem już nie do mężczyzny, a jedynie, aby poprosić o czerwone wino. Odebrała swoje zamówienie i podeszła do jednego ze stolików obok lady, gdzieś bliżej końca pierwszego piętra lokalu. Wygodnie usiadła tak, by plecami być odwróconą do drzwi. W ten sposób robiła delikatnego psikusa utrudniając rozpoznanie, chociaż nie wyglądała do końca jak zwyczajny mieszkaniec Rule. Powoli sączyła wino i zastanawiała się jak przebiegnie cała sytuacja, by umilić sobie czas oczekiwania. Lubiła punktualność, bo nienawidziła czekać z powodu nudy. To uczucie było najgorszą zmorą Katii, która uwielbiała rzeczy interesujące do granic możliwości. Jak długo przyjdzie jej czekać?



Oh, it's you.
Powrót do góry Go down

Złom-monter | Naukowiec

avatar


Liczba postów : 6
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Bar "X"   Nie Paź 22, 2017 9:24 pm

Tydzień temu, garnizon wojskowy

- Wzywał mnie pan, sir. - Feyran zasalutowała w drzwiach gabinetu swojego przełożonego, majora Havelocka.
- Tak podporuczniku, usiądź proszę. - Odpowiedział, nie odrywając wzroku od tableta na jego biurku. Dziewczyna siadła na krześle, dość zdezorientowana, zbita z tropu. Kiedy ją wzywano, zazwyczaj mówiono od razu, wprost, o co chodzi. Nieraz trzeba było w biurach dowódców coś załatać, podreperować. Niezliczone ilości razy naprawiała już elektronikę, instalacje elektryczne, między innymi w tym gabinecie. Tym razem nie powiedziano jej ani słowa i trzymano w niepewności, dopóki major nie kontynuował swojej myśli. - Dostaliśmy… bardzo nietypowe polecenie z góry.
- Sir, czy chodzi... o sprawy dyscyplinarne? - Spytała Jane, z lekką dozą strachu, przełykając przedtem ślinę.
- Nie podporuczniku, nie jest to sprawa dyscyplinarna. Powiem to prosto z mostu. Kazano nam wytypować przedstawiciela wojska, który będzie według odpowiednich kryteriów… ciekawy. Partia potrzebuje takiej osoby do konkretnej operacji. Sztab wytypował ciebie, jako niezwykle uzdolnionego inżyniera.
- Dowódco, co to za operacja? - Dziewczyna drążyła temat.
- Podporuczniku, to może być szok, zwłaszcza że robimy to w zasadzie z dnia na dzień... Ale dowództwo przenosi cię do służb specjalnych. Zostaniesz ochroniarzem Naczelnej Architekt.
- Że kogo? - Wypaliła Jane, zapominając na chwilę o wojskowej hierarchii i sposobie zachowania. Zabrzmiało to jak sen albo bardzo słaby żart. Ona, zwykły inżynier, miałaby ochraniać samego doradcę Wielkiego Brata? Przecież jest tylu innych żołnierzy, którzy nadawaliby się do tego dużo lepiej. Zwiadowcy, wojsko szturmowe… Ba, dowolny pająk zająłby się tym lepiej niż ona.
- Katii Vitsen, Naczelnego Architekta. Wiem, że to dla ciebie zaskoczenie Feyran. Dla mnie jest to tak samo zagadkowe. Ale rozkaz przyleciał bezpośrednio z góry, Architekt już dostała twoje akta. Wszystko postanowione.
Teraźniejszość

Minęło trochę czasu, od kiedy Feyran przechadzała się ostatnio po mieście jako cywil. Nie prosiła o przepustkę zbyt często, gdyż w zasadzie poza odwiedzeniem rodziny, może ewentualnych paru znajomych, co miałaby robić? A gdy już zdarzało jej się opuścić jednostkę, raczej trzymała się dzielnicy mieszkalnej i części politycznej centrum, omijając tą okolicę nastawioną na rozrywkę. W Barze "X" miała się pojawić pierwszy raz, co dokładało jej jeszcze stresu związanego z czymś, co można by nazwać "rozmową kwalifikacyjną". Sam fakt tego, że miała jej zostać przydzielona tak odpowiedzialna funkcja, sprawiał, że ostatnich kilka nocy ledwo spała, uzupełniając braki energii jeszcze większą ilością kawy niż zwykle. Dodatkowo coś jej w tym spotkaniu śmierdziało. Spotkanie z Naczelną Architekt w zwykłej miejskiej spelunie? Coś tu ewidentnie było nie tak. Albo była ona personą aż tak dziwaczną, albo doradczyni Wielkiego Brata chciałaby ją przetestować w warunkach bojowych. Biorąc pod uwagę, że przedkładała ona "ciekawość" kandydata ponad jego doświadczenie, przy szukaniu ochroniarzy, obie możliwości były równie prawdopodobne. Jednak, gdyby zdarzyło się jednak, że faktycznie będzie ją sprawdzać, przydałby się rozkład pomieszczeń w budynku, którego Feyran niestety nie znała.
Stała przed lokalem chwilę, aż w końcu, przełykając ślinę, przekroczyła próg, od razu zwracając na siebie uwagę. Niby była ubrana po cywilu, przypominało ono do złudzenia strój ochroniarski bądź paramilitarny. Nikt zazwyczaj się tak nie nosi, zwłaszcza do baru. Lecz pomimo dziwnego wyglądu, wystarczyła chwila by po bywalcach klubu spłynęło to wszystko jak po kaczce i gdy tylko zarejestrowali, że wszedł ktoś dziwnie ubrany, wrócili do swoich spraw. Feyran przysiadła przy barze i zamówiła sobie kawę, co też zwróciło na nią kilka podejrzliwych spojrzeń. Bo przecież co to za klubowicz, który nie pije alkoholu?
W międzyczasie zaczęła się rozglądać za Naczelną Architekt i mimo że tamta siedziała odwrócona plecami, nietrudno było ją zauważyć. Jej strój był równie wyróżniający się z tłumu, jak ubiór Jane. Wraz ze swoją szklanką kawy podeszła do stolika… i w zasadzie nie mając pojęcia, jak powinna się zachować w tej nietypowej sytuacji, po prostu siadła na przeciwko. Normalnie by zasalutowała, ale wyglądałaby wtedy jeszcze dziwniej, meldując się po wojskowemu na środku knajpy. Tym razem pozwoliła sobie na odwagę, która mogła okazać się jej błogosławieństwem bądź zgubą, zależnie jak zareaguje na to Katia.
- Jestem podporucznik inżynier Jane Feyran. To zaszczyt móc być oddelegowaną do tak odpowiedzialnego zadania. - Przedstawiła się swojej pracodawczyni zachowując chociaż krztę profesjonalizmu.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Bar "X"   Wto Paź 24, 2017 1:48 am

Każdy odgłos otwieranych drzwi, każdy stukot butów o posadzkę, każdy głos był badany przez Katię od samego początku. Nie chodziło o jakąś ostrożność czy cokolwiek w tym stylu. Panna Vitsin najzwyczajniej w świecie bawiła się w zgadywanie. Korzystała z najbardziej stereotypowego obrazu wojskowego, na jaki wpadła - moro bojówki, prawdopodobnie nieco za mała koszulka z krótkim rękawem, luźna kurtka i ciężkie obówie. Co do głosu - donośny i przepełniony stanowczością. Krok? Szybki, ciężki, pewny. I tak oczekiwała w ciszy. Siedziała plecami do wejścia, więc o ile wyglądu nie mogła potwierdzić, o tyle czasami ktoś odzywał się w taki sposób, że mogła mieć podejrzenia.
Akurat sączyła wino, gdy ciężkie kroki zbliżyły się do niej. Uniosła swój szkarłatny wzrok na wojskową i z delikatnym uśmiechem, w milczeniu obserwowała ją. W duchu zaśmiała się do siebie z powodu pewnej zgodności wyobrażeń ze stanem rzeczywistym. Taki styl ubioru chyba wchodził w krew wojskowym. Oczywiście jedno uważne spojrzenie wystarczyło, by obraz Jane Feyran został na stałe wyryty w pamięci. Naprawdę jedynie garstka ludzi wiedziała o niecodziennej zdolności Katii, która pozwalała jej na idealne zapamiętanie wszystkiego, co zobaczy.
Odstawiła lampkę z winem na bok i podniosła się, chociaż niezupełnie - jedynie na tyle, by pochylić się nad stolikiem i wystawić w stronę pani podporucznik dłoń do uścisku. Nie miała jej za złe tego, że nie zrobiła tego pierwsza. Cóż, Katia spotkała się już z różnymi przywitaniami z nią, które niekiedy zakładały salutowanie, uściski, ukłony, klęknięcia i inne dziwne ruchy. Brak takiej akcji wpływał akurat pozytywnie na wizerunek Jane, chociaż idealnie byłoby z podaniem dłoni. Uścisk sporo mówił o człowieku.
- Odrzućmy na bok pozycje i tytuły. Mów mi Katia, wszak jestem młodsza. Miło mi Ciebie poznać, Jane. O ile mogę mówić po imieniu. - odezwała się spokojnie, a na jej twarzy zagościł ciepły, przyjazny uśmiech. Na ile szczery, a na ile wyćwiczony do perfekcji? Kto wie. Niezależnie czy wojskowa uścisnęła dłoń, czy nie, to panna Vitsin znów usiadła na swoim miejscu, założyła nogę na nogę i nawet na chwilkę nie przerywała kontaktu wzrokowego.
- Dlaczego kawa? Chodzi o smak? Właściwości? A może styl? Osobiście przyznaję, że nie przepadam za winem, a szczególnie tym, którym mnie właśnie uraczono. Wino jednak pasuje do mnie. - proste pytanie z ciekawości. Miało też za zadanie wprowadzić nieco zwyczajnej gadki, by rozluźnić atmosferę oraz przygotować podporucznik Feyran do znacznie ważniejszych pytań, które wymagają swobody wypowiedzi. To był tylko taki wstęp, by na start ocenić jaką osobą jest Jane. Katia zaczynała swoją ulubioną zabawę w poznawanie ludzi. O ile ona doskonale się bawiła, o tyle rozmówcy zazwyczaj czuli ogromną presję, a niekiedy nawet strach. Od podporucznik inżynier oczekiwała więcej.
- Przeglądnęłam przed wyjściem Twoje akta. Mnóstwo informacji, które skupione są wokół wojskowej kariery. Jeżeli przysłali mi Ciebie, to znaczy, że spełniasz wymogi, aby ochraniać kogoś mojego pokroju. Nie mam zamiaru wypytywać o Twoje zdolności, Jane, ani o kwalifikacje. Jestem przekonana, że armia lepiej się zna na takich sprawach, niż ja. - przerwała sobie na chwilę, by upić drobny łyczek wina. Przez cały ten czas zdołała opróżnić jedynie połowę zawartości lampki i zdecydowanie było to wystarczająco - odsunęła trunek na bok, by więcej jej nie skusiło kosztowanie go.
- Powiedz mi, Jane, jakie były trzy najważniejsze wydarzenia w Twoim życiu? - i wpatrzona w jej oczy oczekiwała na odpowiedź z drobnym, niemalże dziecięcym uśmieszkiem. Katia mogła mieć dostęp do szczegółowej biografii podporucznik inżynier Jane Feyran, jednak nawet po poznaniu jej sens tego pytania nie znikał. Nie chodziło wszak o poznanie historii potencjalnej ochroniarz, a o informację jakim jest człowiekiem poprzez analizę tego, co odpowie. Każdy subiektywnie postrzegał znaczenie wydarzeń z życia i dla niektórych najistotniejszym będzie moment obserwowania ptaków, podczas którego uznali, że chcą pilotować powietrzne transportery, a dla niektórych dzień wstąpienia do armii. A jak było z Jane?



Oh, it's you.
Powrót do góry Go down

Złom-monter | Naukowiec

avatar


Liczba postów : 6
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Bar "X"   Sro Paź 25, 2017 8:43 pm

- Także mi miło, sir... Znaczy... Katia. - Odezwała się z lekkim zdenerwowaniem, podając rękę Naczelnej Architekt i ściskając ją mocno, po żołniersku. Po chwili zdała sobie jednak sprawę, że może to być dla niej zbyt duża siła i momentalnie rozluźniła dłoń. Uśmiech dziewczyny trochę ją uspokoił. Mógł być co prawda udawany, ale w głębi duszy Jane liczyła, że to reakcja na nie popełnienie żadnej gafy przy przywitaniu. Czuła się trochę nieswojo, gdy przywitała się, jakby to zrobił ktoś normalny. Nigdy nie witała się tak luźno, bez odpowiedniej etykiety, z osobą wyższego stopnia. To chyba był pierwszy raz, a w dodatku przy tak ważnej osobie. Już bez większego strachu, lecz nadal speszona, pociągnęła łyka kawy ze swojej szklanki, wpatrując się w świdrujące ją, szkarłatne oczy Katii.
- Dlaczego kawa? - Zaczęła odpowiadać, zaskoczona trochę pytaniem. Domyślała się, że podczas tej rozmowy padnie naprawdę dużo pytań. Nie spodziewała się jednak, że zacznie się od tak przyziemnych spraw. Mimo, że wydawało jej się to trochę dziwne, odpowiedziała uprzejmie na zadane pytanie. - Z dwóch powodów. Po pierwsze, dodaje energii i pozwala się lepiej skupić. A po drugie, wypada coś jednak w barze kupić. A mój organizm nie toleruje alkoholu. Jedyny mój przewlekły problem zdrowotny. Z pewnością był opisany w aktach.
Feyran szybko zdała sobie sprawę, po co było to pytanie. Z każdym słowem czuła się mniej nieswojo, coraz bardziej opuszczała swoją "gardę" w rozmowie. Rozluźniała się, niektórzy by powiedzieli że nawet zbyt mocno. Choć w tej rozmowie prawdopodobnie o to chodziło. Żeby luźno i szczerze odpowiadać na pytania. Na tym w końcu polegają rozmowy kwalifikacyjne, nieprawdaż? Ani się obejrzała i odpowiadała już od serca na następne pytanie swojej przyszłej przełożonej.
- Z całym szacunkiem, sir... Katia. Armia mogła wybrać dużo lepiej. Są przecież specjaliści techniczni w zwiadzie, wielu utalentowanych szturmowców w oddziałach frontalnych. Nie do końca wiem, dlaczego ja. Nie mam zbyt dobrych kwalifikacji do ochrony VIPów. - jednak, gdy zorientowała się, jak lekceważąco mogło to zabrzmieć, szybko sprostowała - Nie, żebym narzekała na tą ofertę, wręcz przeciwnie! Czuję się naprawdę doceniona i zaszczycona. Zastanawiam się tylko co sprawiło, że to ja jestem na tym miejscu, a nie inni, wyżsi rangą, umiejętnościami i doświadczeniem. Kryterium nie było chyba wyłącznie to, jak bardzo kandydat jest ciekawy, prawda?
Kolejne pytanie, które dostała, utwierdzało Jane w przekonaniu, że cała ta przyjemna otoczka ma na celu tak naprawdę wyciśnięcie z niej jak najwięcej informacji o niej samej. W końcu profil psychologiczny w aktach, a faktyczna rozmowa, to dwie różne rzeczy. A Katia, można było to już powiedzieć bez chwili zawahania, badała to, kim Feyran jest. Mimo wszystko, pytanie było trudne. Żaden człowiek nie zastanawia się ot tak sobie, jakie wydarzenia uważa za najważniejsze. Na chwilę zapadła niezręczna cisza, gdy Jane zastanawiała się, co tak naprawdę może uznać za ważny punkt swojego życia. A gdy już powiedziała pierwsze słowo... Poszło jak z górki.
- No cóż... To było dawno, niecałe 20 lat temu, na zajęciach z techniki. Jesteś w zbliżonym wieku do mnie, więc pewnie robiliście to samo w szkole. Lutowanie i budowanie prostych układów. Zazwyczaj radia, prawda? U nas też było to radio. Większość dzieciaków to odbierało jako mordęgę... Ale ja jakoś złapałam bakcyla, od razu. Spodobało mi się na tyle, że po powrocie do domu wróciłam do domu i spytałam się matki, czy mamy może w domu jakieś stare radio. Mieliśmy - Jane zaśmiała się trochę - i nawet je rozkręciłam. Nie dość, że nie miałam pojęcia jak ono działa, to jeszcze nie do końca wiedziałam, jak je z powrotem złożyć. Tamtego dnia zdecydowałam, że chcę być w stanie kiedyś zrobić takie samo radio. Oczywiście zanim stwierdziłam, że ktoś musiał być głupi, by zbudować cokolwiek bardziej skomplikowanego niż mój prosty układ z lekcji. Jak to dzieci mają w zwyczaju.
Łapiąc wenę przy opowiadaniu, Feyran nie przerywała, cały czas mówiąc dalej, z niezmywającym się uśmiechem na ustach.
- Dalej... Pamiętam jak sama złożyłam pierwszy komputer. W wieku 14 lat. Moja rodzina nie była biedna, mogliśmy sobie pozwolić na elektronikę bez problemu, ale i tak fascynujące było złożenie hardware'u ze śmieci samemu. Zlutowałam elektroodpady w jedno, jakoś połączyłam... I o dziwo nawet działało. Napisałam na to autorski system, który był na tyle zoptymalizowany. że zacinał się co chwilę. Ale i tak byłam z siebie dumna.
- Potem już nie było takich większych chwil. Aż do zakończenia akademii. Nie chodziło jednak o samo jej ukończenie. Chodziło o to, że otworzyłam sobie drogę do robienia na utrzymanie tego, co uwielbiam. Siedzenie w laboratorium może i jest ciekawe... dla niektórych. Ale ja zdecydowanie od siedzenia na dupie wolę woń prochu i lutowanych płyt do Motyla. - Zakończyła i dopiero po ostatnich słowach zdała sobie sprawę, jak bardzo oddała się opowiadaniu. W jej opinii, za bardzo. Zmieszała się trochę, mając wrażenie że zajęła Katii zbyt dużo czasu tą jedną odpowiedzią i dodała na koniec z zakłopotaniem. - Przepraszam, że tak to rozwlekłam...
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Bar "X"   

Powrót do góry Go down
 
Bar "X"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Area Nera :: Rule :: Centrum-
Skocz do: