Camp Grayling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Camp Grayling   Nie Sty 14, 2018 7:24 pm




CAMP GRAYLING

Ta przedwojenna baza wojskowa wysunięta na południowy-wschód od Bety odkąd została po raz pierwszy odkryta przez skautów Emersów wciąż pozostaje jedną wielką enigmą. Jedyną pewną informacją o tej placówce, prócz lokalizacji, był fakt że posiadała niesamowite zabezpieczenia nie pozwalające przedostać się do środka żadnej żywej istocie.

Placówka położona jest w dolinie między wzgórzami. Od południa osłania ją młody las, jednak jest to jedyna forma kamuflażu która chroni ośrodek. Z dość daleka można więc zauważyć zarosły szczyt kwadratowej wieży kontrolnej wyłaniającej się z kiedyś nowocześnie wyglądającego budynku. Kilkanaście metrów na zachód od głównego budynku znajdują się dwa hangary w których najprawdopodobniej znajdowała, lub znajduje, się ciężka maszyneria służąca do ochrony okolicy. Na południu można zauważyć szeregi baraków, w których mogli sypiać żołnierze. Warto zauważyć że nie ma tutaj żadnego placu, czy czegokolwiek co mogłoby stanowić miejsce zbiórki dla zbrojnego oddziału. Dobre czterdzieści metrów od zabudowy znajduje się metalowe ogrodzenie, które co jakiś czas zdobi murowana wieżyczka. Drut kolczasty, choć jest już zzieleniały, wciąż uniemożliwia wspięcie się na sam płot. Warto zauważyć, że w otoczeniu kilkuset metrów nie można odnaleźć żadnego znaku życia. Nawet ptaki omijają to miejsce.

Słowo od prowadzącego: Chciałbym aby pod koniec pierwszego swojego posta każdy z graczy biorący udział w misji wypisał ekwipunek postaci i ewentualnych NPCów, którzy z nim podróżują. Wolę mieć jasność na wypadek walk.
Ponadto, ta misja nie ma określonego poziomu trudności. Zakończyć ją możecie w dowolnym momencie, jeśli jesteście w stanie wydostać się poza płot. W zależności od tego jak bardzo i jak długo będziecie zgłębiać to miejsce, poziom misji będzie rosnąć, a ona sama wydłużać. Pamiętajcie – Większe ryzyko to większe nagrody


Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Nie Sty 14, 2018 10:17 pm

"All your base are belong to us" – Post 1/??, Poziom: łatwy?

Bill

Ostatnie dni mijały Billowi powoli. Niedawnym czasem udało mu się uzupełnić paliwo w jednym z nielicznych stałych posterunków handlowych znajdujących się na pustych, niechronionych przez Emersów terenach w zamian za niepotrzebny mu sprzęt z którego i tak nie potrafił korzystać. Wymiana złomu na benzynę starczającą mu na długi czas mógł określić co najmniej jako 'udany handel'. Jednakże zapas paliwa był jedynym czym mógł poszczycić się podstarzały już mężczyzna. Zapasy żywności, które powinien gromadzić każdego dnia stawały się coraz mniejsze, a okolica w której się znalazł nie sprzyjała polowaniom. Albo po prostu to on miał pecha.

Chcąc nie chcąc, Borsuk musiał więc żywić się suchym prowiantem, pozostawionym na takie momenty jak ten. Na horyzoncie nie było widać ani śladu po jakiejkolwiek żywej istocie, ani też po żadnym skupisku ludzkości, nawet opustoszałym i zrujnowanym. Nie pozostawało mu więc nic innego niż przeć naprzód w nadziei, że uda mu się w końcu zdobyć zapasy. Los zechciał, by po dwóch oczekiwaniach nadarzyła się okazja na poprawienie sytuacji samotnego jeźdźca. Stało się to nagle i bez żadnego ostrzeżenia. Radio znajdujące się w czougu, którego samotnik używał jako domu zaczęło nadawać w kółko jedną i tę samą wiadomość. Sygnał S.O.S.. Sygnał pochodził z południa. Bill, który cenił ludzkie życie ponad wszystko, nie potrzebował dalszej zachęty by udać się w stronę z której dochodziło wołanie o pomoc.

Godzinę później znajdował się na wzgórzu. Przed nim znajdowało się miejsce wyglądające jak niewielki punkt wojskowy, być może koszary. Wyraźnie było widać że ośrodek jest opuszczony i na pewno nie znajdzie w nim żadnych Emersów. Stamtąd właśnie pochodził sygnał, który go przywiódł. Czyżby w środku znajdowała się osoba w tarapatach? Możliwym było, że aby wezwać pomoc drogą radiową, owa zagrożona persona musiała udać się do wieży wystającej z głównego budynku. Nie było to jednak pewne. Całość była otoczona płotem z drutem kolczastym, który jednak nie powinien stanowić wielkiej przeszkody dla czołgu. Zwłaszcza, że od strony z której przybył Badger widniała dość spora dziura w ogrodzeniu. Po nieznacznym powiększeniu powinna być w stanie przepuścić jego pojazd.



Prophet

Był to już kolejny dzień po przebudzeniu. Prophet zapoznał się już z faktem swojego istnienia, ze swym ciałem i z otoczeniem. Porzucił dawny cel, który został mu nadany siłą na rzecz sprawy o wiele ważniejszej – spotkania z własną stwórczynią. Na całe szczęście przybycie świadomości nie wiązało się z utratą starej pamięci. Rosalie powinna znajdować się daleko na zachód, w stolicy państwa żywych. Podróż tam jednak mogła wiązać się z niebezpieczeństwami i na pewno nie byłaby najkrótsza. W tej właśnie chwili robot znajdował się w polu – w pobliżu nie było nawet bazy wojskowej do której mógł się udać, a i nie był pewny czy wojskowi przyjmą go radośnie. Miał nadane zadanie, które musiał wykonać jeśli chciał powrócić do bazy.

Wiedział że kilka kilometrów na południowy wschód od jego aktualnej lokalizacji znajdowała się dawna, przedwojenna baza wojskowa, która skrywała wiele tajemnic. Ostatnia misja zwiadowcza w tamtym miejscu skończyła się kompletną porażką, jako że wybrano do niej drużynę ludzi. Kilku z nich zostało po prostu spopielonych żywcem. On zaś, jako syntetyk miał o wiele większe szanse przeżycia w tym miejscu. Tak przynajmniej mówił protokół, który robot zdążył pobrać, kiedy to jego inteligencja po raz pierwszy zaczęła przejawiać niezależność. Prophet nie spodziewał się, że w opuszczonym ośrodku dowie się czegoś o swej kreatorce. Mógł jednak spróbować przehandlować informację.

Po trzydziestu minutach syntetyk znajdował się na wzgórzu. Z daleka mógł zobaczyć, że wygląd placówki różnił się nieco od tego, co przekazano mu w zdjęciach. Dawniej nie było dziury w płocie tam na północy. Nie było też tego czołgu na horyzoncie. Zaułki między budynkami patrolowały maszyny, a cztery wystające z ziemi na wysokość niewiele ponad pół metra świeciły się nikłym, czerwonym światłem. Czy zwiadowca zechce zbliżyć się do obiektu, czy może postanowi obserwować go z daleka? Być może to w środku któregoś z budynku istniała odpowiedź na pytania dręczące Emersów. Pytania, za które może otrzymać potrzebne mu informacje.



Taulgrym

Niewiele było Dzieci Cienia, które rozumiały ludzką technologię. Było to dość zrozumiałe – spora część ludzi dołączających do grona nieumarłych nie pamiętało swojej przeszłości i siłą rzeczy nie byli w stanie obsłużyć nawet tak prostego urządzenia jakim jest nóż. W tym wypadku trzeba było więc polegać na Biesach, z którymi natomiast były nieco inne problemy. Nie zawsze byli skorzy do współpracy. Taulgrym miał więc szczęście, że spotkał Virtrę. Zabita w torturach kobieta, choć była dość nowym nabytkiem podziemnej społeczności, to okazała się być bardzo przydatną osobą. Gdyby nie ona, kaznodzieja najprawdopodobniej siedziałby właśnie w podziemiach i zajmował się nieobeznanymi w katakumbach dziećmi. Nie było to specjalnie nieprzyjemne zajęcie, jednak wizja, którą roztoczyła przed nim martwa była o wiele bardziej kusząca.

Pewnego pięknego dnia Virtra z dumą powiadomiła barona o tym, że bawiąc się radiem odkryła sygnał wołający o pomoc nieco na północ od miejsca w którym się znajdowali. Ludzie w opałach byli doskonałym materiałem dla czułego Ojczulka. Byli bezbronni, czekający tylko na to aż przybędzie do nich gnijący zbawiciel i uwolni ich od cierpienia które codziennie fundowało im życie. Kolejne dusze dusze do uratowania czekały na niego. W obliczu takiej sytuacji, Bies zebrał kilku z najwierniejszych jego uczniów i udał się, by uczynić swoją powinność. Razem było ich czterech – Taulgrym, Virtra, oraz Ben i Bob, dwójka braci których kaznodzieja zabił własnoręcznie. Prócz przydatności w boju, oferowali grubiutkiemu pasterzowi coś jeszcze – towarzystwo. Podróż bowiem nie należała do najlżejszych. Drużyna musiała udać się na powierzchnię i nadłożyć nieco drogi. Akurat znajdowali się w lesie, niedaleko celu ich wędrówki, gdy jeden z braci zapytał papę z ciekawością.

Tak właściwie... To w jaki sposób Ty zostałeś Biesem? Nigdy nam nie opowiadałeś. – Choć Bob był gorliwym uczniem, to jego pamięć potrafiła zawieść w tak prostych zadaniach jak zapamiętanie historii, którą jego opiekun opowiadał mu tyle już razy...



Ostatnio zmieniony przez Keras dnia Wto Sty 16, 2018 5:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Pon Sty 15, 2018 10:54 pm

Ruszył pomału w kierunku obiektu i zatrzymał się w bezpiecznej odległość od ogrodzenia(ok. 10m). Zebrał troche chrustu i rozpalił ognisko by zagotować wode na herbate, którą przelał do termosu. Wyciągną plecak i spakował go
Spoiler:
 
. Po spakowaniu plecaka zabrał się za wypełnianie kieszeni w bojówkach oraz kurtce
Spoiler:
 
. Gdy wszystko znalazło się na swoim ostatni raz sprawdził okolice w celu zlikwidowania ewentualnego zagrożenia. Teren był czysty nie było nikogo ani niczego co mogło by mu przeszkodzić. Wsiadł do czołgu i ruszył. Ztaranował brame po czym wycofał czołg i zaparkował go w krzakach. Teraz mógł swobodnie przejść przez dziure mając pewność, że w czasie ucieczki z poszkodowanym nie napotka większych problemów
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 13
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Wto Sty 16, 2018 5:38 pm

Podróż nie zajęła mu specjalnie długo. Biorąc pod uwagę odległości, jakie dzieliło niektóre miejsca od siebie, to względnie szybko pokonał dystans, który musiał pokonać, by dotrzeć do celu swojej podróży - starego, dawno już opuszczonego kompleksu wojskowego. Przynajmniej na takowy wyglądał przy pierwszym spojrzeniu na okolicę. Ze wzgórza miał dogodną pozycję, z której mógł przyjrzeć się sytuacji w bezpieczny sposób. Rozejrzał się, szukając odpowiedniego miejsca. W końcu przykucnął sobie, następnie ściągnął karabin snajperski przewieszony na plecach i za jego pomocą zaczął obserwować okolice kompleksu. Wzrokiem napotkał wiele ciekawych rzeczy. Roboty poruszające się między budynkami, dziurę w ogrodzeniu od jego północnej strony. Jego sensory wykryły nawet odgłos pochodzący z silnika jakieś potężnej maszyny. Własnie wtedy odkrył, że nie jest sam. Gdzieś w oddali poruszał się czołg. Czyżby Emersi wysłali w to miejsce kolejną ekspedycję? Nie, nielogiczne. Już raz stracili tu oddział. Prędzej wysłaliby syntetyków, takich jak on. Na ten moment Prophet postanowił utrzymać swoją pozycję. Może to był efekt jego programowania albo i nie, lecz wiedział doskonale, że nie powinno się wkraczać na nieznany teren bez przynajmniej odrobiny informacji. Doszedł do wniosku, że lepiej będzie przeczekać i zobaczyć, co zrobią operatorzy czołgu. Zostawił na moment snajperkę na ziemi przed sobą. Wciąż klęcząc, ściągnął plecak, by sprawdzić swoje zapasy. Był w terenie już od jakiegoś czasu. Niedawno musiał nawet zrobić postój, by podładować swoje zasilanie. Zawartość plecaka go nie zaskoczyła - wciąż miał jeszcze kilka magazynków do swojej snajperki oraz pistoletu, zostały mu do tego tylko trzy granaty (po jednym z każdego rodzaju), drony zwiadowcze Bee, system maskujący Phantom, nóż bojowy oraz jeszcze parę innych śmieci. Przy okazji wyciągnął nóż, który schował do skórzanej pochwy przy jego pasie. Reszta przedmiotów nie przyda mu się w ewentualnej walce. Z drugiej strony te wnioski mogą ulec zmianie, zależnie od okoliczności, w jakich się znajdzie. Jak widać, nie miał przy sobie wiele. W końcu, na co syntetykowi woda czy jedzenie albo rzeczy osobiste? Wcześniej, kiedy jeszcze nie posiadał wolnej woli, wyruszał na misje, na których potrzebował tylko celu, swojego uzbrojenia oraz oprogramowania. Nie było miejsca na nic innego. Po przejrzeniu swoich zapasów, Prophet wrócił do przyglądania się okolicy poprzez lunetę snajperki. Czołg ruszył z miejsca i zaczął taranować bramę. Kiedy to się powiodło, jego kierowca wycofał pojazd w jakieś krzaki i ruszył w głąb kompleksu na piechotę. Opuszczając broń, wydał z siebie krótki zbiór mechanicznych dźwięków. Nie była to mowa, przynajmniej taka rozumiana przez ludzi. Syntetyk zebrał się do kupy, rzecz jasna w przenośni, i ruszył w dół wzgórza. Wprawdzie było to problematyczne, że ktoś go uprzedził do obozowiska, ale doszedł do konsensusu, że ryzyko warte jest podjęcia. Nie wiedział, czy w środku znajdzie jakieś wartościowe informacje. Jego procesy nie potrafiły dojść do porozumienia, czy w ogóle na coś mu się to przyda. Miał wątpliwości, czy ludzie zwyczajnie nie zastrzeliliby go na miejscu, gdyby próbował przehandlować ewentualne znalezisko na informacje dotyczące Rosalie. Wiedział jedno - z pomocą ludzi, czy bez odnajdzie ją. Wreszcie dotarł do dziury w północnym ogrodzeniu, teraz powiększonej po interwencji czołgu. Prophet ostrożnie rozejrzał się, chcąc być pewnym, że nikt nie ma go na celowniku lub nie obserwuje jego ruchów. Mając karabin snajperski w mechanicznych dłoniach oraz nóż i pistolet w zapasie, przeszedł przez dziurę, sam wkraczając w głąb nieznanego kompleksu.



Ładowanie baterii za 7 fabuł
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Wto Sty 30, 2018 12:28 pm

"All your base are belong to us" – Post 2/??, Poziom: łatwy?

Bill

Mało rzeczy na świecie ma taki klimat jak gorąca herbata podczas chłodnego, wcześniewiosennego dnia. Ciężko jest wzgardzić odrobiną ciepła i słodyczy kiedy najbliższy burdel znajduje się setki kilometrów stąd. Przyrządzenie napitku było też dobrym powodem by po prostu usiąść i odpocząć od wiecznej wędrówki. Niestety, choć Badger bardzo chętnie zrobiłby sobie taki stop, przeszkodził mu w tym brak drewna. Najbliższe drzewo znajdowało się po drugiej stronie kompleksu. Wybranie się tam tylko dla chrustu było nonsensem. Starzec musiał zrezygnować więc z chwili wygody przed skierowaniem się w paszczę lwa. Gąsienice zostały więc wprawione w ruch. Pojazd ruszył się i wjechał w teren bazy. Metalowa kratka okazała się być tak słaba, że samotnik nie odczuł żadnej utraty pędu. Najprawdopodobniej architekt tego miejsca nawet nie podejrzewał, że ktoś mógłby próbować się tutaj przebić za pomocą pojazdów opancerzonych. Albo zaplanował dla nich nieco inne powitanie.

Bill mógł teraz obejrzeć kompleks z nieco bliższej odległości. Teraz dopiero zauważył, że samo centrum patrolują niewielkie, zapewne metrowe dwunożne roboty. Czy były niebezpieczne? To było niewiadome, jednak mało kto spodziewałby się nieszkodliwych strażników w takim miejscu. Być może mądrym pomysłem byłoby spróbowanie przedostać się do któregoś z budynku niezauważonym? Było to możliwe – roboty patrolowały w dwie strony, a to znaczyło że każdy kierunek pilnowały tylko przez połowę czasu. Badgerowi nie powinno sprawić trudności przedostanie się do budynku z wieżą kontrolną, szczególnie jeśli weźmie pod uwagę fakt, że drzwi znajdujące się po stronie hangaru były otwarte. Czyżby ktoś tamtędy niedawno przebiegał? Może ów potrzebujący pomocy obcy? Mężczyzna nie mógł mieć pewności że to przejście było stuprocentowo bezpieczne. Nie mógł także mieć pewności, że jakiekolwiek inne będzie otwarte, a roboty pozwolą mu tam się dostać.

Zanim jednak przyszedł czas na takie działania, stało się coś jeszcze. Pięćdziesięciolatek usłyszał kroki pochodzące z miejsca, przez które on sam niedawno przechodził. W tamtym miejscu znajdowała się teraz kolejna maszyna. Humanoidalny robot spoglądał wprost na niego. Najwyraźniej podążał śladem mężczyzny. Być może założył że Bill nie zatrzyma się i od razu po wjechaniu na teren bazy skieruje się do centrum? A może pragnął go spotkać. Albo po prostu był strażnikiem, który własnie przybył pozbawić życia intruza.



Prophet

Prophet uważnie obserwował ruchy maszyny przebijającej się przez uszkodzone ogrodzenie. Właściwie nie potrzebował do lunety – znajdował się od niego dobre sześćdziesiąt metrów. Mógł więc także bezproblemowo zauważyć, że załoga czołgu była jednoosobowa. Jedyną osobą, która opuściła metalowy pojazd po zaparkowaniu był podstarzały człowiek, którego wyposażenie zdecydowanie nie można było nazwać wojskowym. Czyżby był dawnym pracownikiem kompleksu? Może to on był powodem dla którego rozlegał się sygnał SOS? Obcy mógł równie dobrze znaleźć się tutaj w odpowiedzi na ten sygnał. Możliwości było wiele, a wyliczenie prawdopodobieństwa dla każdej z nich było wręcz niemożliwe. To był pierwszy raz, kiedy syntetyk doznał prawdziwej udręki wiążącej się z posiadaniem świadomości. Zanim stał się żywy, nie miał najmniejszej styczności z przeżerającym uczuciem niepewności, które w tej chwili go dręczyło. Mężczyzna mógł bowiem być zarówno potencjalnym przyjacielem jak i wrogiem zwiadowcy. Mógł mu dopomóc, albo zabić na miejscu. Teraz jednak nasz bohater posiadał zbyt mało informacji, by jednoznacznie to stwierdzić.

Zamiast więc uciekać się do zabijania potencjalnego sojusznka, syntetyk pobiegł jego śladem. Dotarcie do dziury w płocie zajęło mu niewiele czasu. Bieg mógł okazać się dla robota wyborem albo zbawiennym, albo śmiercionośnym. Kiedy bowiem przekroczył granicę posterunku, zauważył że ow stary mężczyzna wcale jeszcze nie znalazł się w środku, a dopiero tam się wybierał. Najwyraźniej też usłyszał kroki syntetyka, albowiem odwrócił w jego stronę i go zauważył. Ta chwila mogła dać Prophetowi przewagę, jeśli zechciał zaatakować obcego, czy okazję do rozpoczęcia rozmowy, nim ten wyciągnie broń czy ucieknie.



Rick

Wieść o buncie maszyn nie obeszła się bez echa. Jedna z największych zdobyczy człowieka odwróciła się od własnego stwórcy. Było to zdarzenie które niewątpliwie będzie figurować w przyszłych podręcznikach od historii jako "ważne". Wojsko Emersów od dawna nie było w takim ruchu jak teraz. Cała politechniczna inteligencja Rule pracowała teraz nad odwróceniem skutków w czasie gdy mniej zaznajomieni z technologią ludzie zajmowali się niwelowaniem zniszczeń w stolicy i poza jej granicami. Problemy z łącznością zerwaną przez systemy którze ożyły pojawiły się wszędzie, a im dalej od ludzkości się znajdowały tym były boleśniejsze. Odzyskanie kontaktu z fortami granicznymi nie zajęło wiele czasu, a spora część misji zwiadowczych zniknęła nagle z mapy, by się nigdy na nich nie pojawić. Dlatego też porozsyłano żołnierzy w celu ponowienia co ważniejszych eksapad.

Właśnie w takim celu Rickard White został wysłany w Camp Grayling. Należało sprawdzić czy bunt robotów odbił się na tutejszych zabezpieczeniach. Baza wojskowa od długiego już czasu interesowała państwo Emersów, więc przepuszczenie jakiejkolwiek okazji zbadania tego miejsca nie wchodziło w grę. Wcześniej kompleks był pod stałą obserwacją czujnych, syntetycznych oczu. Ostatnia maszyna która miała za zadanie sprawdzić ośrodek jednak także padła ofiarą wirusa świadomości. Do drużyny White'a przyłączono dwóch innych specjalistów. Ich zadaniem było tylko zbadanie tego miejsca i zdanie raportu ze zmian. Nie przewidywano zagrożenia ani ze strony żyjących daleko na północy Widzących, ani gangerów którzy też nie oddalali się zbytnio od opuszczonych miast.

Po nie takiej znowu długiej jeździe w końcu udało im się dotrzeć do kompleksu. Zmiany było widać na pierwszy rzut oka. Płot posiadał dziurę od strony z której przyjechali. Zaraz za nią znajdował się stary, bliżej niezidentyfikowany czołg najwyraźniej starej generacji. Przy nim zaś widać było dwie humanoidalne sylwetki. Najprawdopodobniej byli to ludzie. Ciężko było jednak stwierdzić czy byli tu nowi, czy należeli do personelu bazy. Jedno było pewne – Nie zostali usmażeni przez promieniowanie tutejszych systemów obrony przed intruzami. Czyżby przewidywania oficerów były słuszne? Nim jednak Rick zdążył się zastanowić nad tym pytaniem, jeden z członków załogi poinformował resztę o kolejnym ważnym szczególe. Z głównego budynku kompleksu nieprzerwanie wydobywał się sygnał S.O.S..


Spoiler:
 
Powrót do góry Go down

Złom-monter | Wojskowy

avatar


Liczba postów : 6
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Sro Sty 31, 2018 9:21 am

Mógł dostać maila. Mógł dostać powiadomienie cyfrowe bezpośrednio do pancerza. Mógł zostać wezwany do przełożonych, ale nie. Brax nie byłby sobą, gdyby nie przyszedł do gabinetu White`a i nie rzucił mu papierowego wydruku rozkazów na biurko. Kolejny powód, by kochanego technika (nie)lubić.

O całej drace z przemówieniem wiedział, więc można się było domyślić mobilizacji na pełną skalę. Wedle zapisków znalezionych w teczce, wychodziło na to, że White będzie tym razem dowodził. Akcja średniego zasięgu.. wszystko wskazywało na to, że to będzie nieco ponad rutynową kontrolą. Rickard jak najszybciej skontaktował się z dwoma osobami i udał się w wyznaczone miejsce. Nawet dostali przydziałowego Żuczka! Pozostało więc powiadomić odpowiednie osoby, wybrać się na szybki spacer do zbrojowni i udać do punktu zbiórki. Czas naglił!

Podróż nie była długa, ale grzechem byłoby jej nie zagospodarować. Brax prowadził, toteż Rickard rozmówił się z Sandem, by ściągnąć i przeanalizować wszelkie materiały które mają o miejscu docelowym, nim wyjadą ze strefy, gdzie sygnał jeszcze jako tako działa. W końcu jest szansa, że w bezmiarze internetu oraz danych sztabu znajdą się na przykład plany budowlane bazy wojskowej. Dostępem do planów zabezpieczeń nawet się nie łudził... ale co mu szkodzi spróbować? A nuż gdzieś się pałętają.

Gdy dotarli na miejsce, od razu wiadome było już co i jak. Ciągły kontakt na bliskiej częstotliwości w hełmach. Sand zostawał w wozie, by wspierać działkiem lub ostrzałem precyzyjnym z pomocą własnego karabinu. Dodatkowo miał za zadanie przeczesać czujnikami cały obiekt na tyle dokładnie, jak to możliwe. Czujnikiem ruchu na wszelkie ewentualności oraz termowizją, by ustalić, czy aby jakiś zagubiony patrol nie nadaje S.O.S. Wtedy opcji jest kilka. Skończyło im się jedzenie lub amunicja, ktoś jest ranny lub transport im się zjebał. Opcjonalnie... roboty lecą z nimi ostro w chuja nadając S.O.S. i gdzieś tam chodząc, udając patrole do czasu, aż kogoś dostrzegą i nafaszerują ołowiem. Oczywiście podzielił się uwagami z drużyną, a potem wraz z Braxem wysiedli z wozu. Sand miał ich osłaniać z daleka i na bieżąco podawać ewentualne rezultaty skanowania.

Pewnie jacyś jebani złomiarze przyszli na szaber. Cud, że ich coś jeszcze nie usmażyło. Stoją tam sobie i myślą pewnie czy zabrać się za płot, czy wejść głębiej w kompleks. Można było dać im uruchomić jakieś systemy ochrony i przetestować na własnej skórze podejście do głównych budynków, ale byłaby to dość nieludzka reakcja... chociaż w raporcie łatwo byłoby stwierdzić, że już ich martwych znaleźli.

Rickard z Braxem mieli podejść do dwójki nieznajomych na odległość głosu. Jeśli tamci zaczną strzelać, to wojskowi odpowiedzą ogniem. Oczywiście próbowali się skradać i zajść od strony ich pleców wedle możliwości, by potem zwrócić się bezpośrednio.

Jeśli udało się podkraść na czas:
 

Jeśli dwójka oddaliła się, nim panowie podeszli:
 


Wyposażenie i wyszkolenie:
 
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 13
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Sro Lut 07, 2018 7:50 am

Syntetyk zbliżał się do ogrodzenia oddzielającego teren kompleksu od reszty okolicy. Jego kroki w połączeniu z niedużym biegiem z pewnością przyczyniały się do tworzenia dźwięków, które byłyby w stanie zdradzić jego obecność dla innych osób. Prophet jednak przeliczył sobie w głowie, że kimkolwiek była osoba w czołgu, prawdopodobnie już była bliżej centrum kompleksu, a więc nie miał się co przejmować, że go w porę spostrzeże i może do tego odstrzeli mu głowę. Niestety przewidywania robota okazały się błędne. Mówi się, że maszyna nie może się mylić. Najwyraźniej autor tych słów nie wziął pod uwagę faktu, że roboty mogą kiedyś pozyskać wolną wolę. Staruszek jednak też zdawał się być świadomy obecności Propheta. Kiedy tylko zwiadowca przeszedł przez dziurę w murze, człowiek odwrócił się w jego kierunku i między dwójką nieznajomych sobie istot wytworzył się kontakt wzrokowy. Bez zastanowienia uniósł lufę swojej snajperki w kierunku mężczyzny, jednak nie oddał żadnego strzału.
- Stój! Nie chcę cię zabić, ale będę się bronić, jeśli zajdzie taka potrzeba. - odezwał się w tej samej chwili, a jego syntetyczny głos z pewnością rozwiał jakiekolwiek wątpliwości co do tego kim był, jeśli takowe w ogóle istniały w głowie człowieka. Jeśli nieznajomy pokazał, że nie ma wrogich zamiarów, to Prophet opuścił nieco lufę, by również dać do zrozumienia, że nie przybył tu z zamiarem polowania na wszystkich organików, których znajdzie. W innym przypadku dalej celował w swojego rozmówcę, by mieć pewność, że zdąży zareagować, jeśli przyjdzie mu coś do głowy.
- Zakładam, że to nie ty jesteś źródłem sygnału nadawanego z tego kompleksu? - zadał pytanie, które było bardziej retoryczne niż faktyczne. Już sam fakt, że człowiek przyjechał tu czołgiem i wybił dziurę w płocie świadczył, że prawdopodobnie przyjechał tu w tym samym celu, co Prophet, albo podobnym.



Ładowanie baterii za 7 fabuł
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Wto Lut 13, 2018 10:20 pm

Usłyszał za sobą kroki w niepewności z ścianą dłoń na pistolecie i szybko odwrócił się w kierunku usłszanych dźwięków. To co zobaczył przed sobą wzbudziło w nim strach i niepewność. Stał przed nim humanoidalny robot w dodatku dobrze uzbrojony posiadał wielki karabin snajperski który z pewnością mógłby zrobić krzywdę nawet pojazdom opancerzonym. Dobrze wiedział że niski kaliber amunicji w jaki był wyposażony jego pistolet nie poradzi sobie z przebiciem kamizelki kuloodpornej a co dopiero blachy z jakiej został wykonany robot. Jednak wyciągną broń mając nadzieję na trafienie w jakiś słaby punkt lub zrobienie zamieszania i kupienia sobie czasu na ucieczkę. Gdy już miał pociągnąć za spust maszyna odezwała się.

-Stój nie chce cię zabić, ale będę się bronić jeśli zajdzie taka potrzeba.

Na te słowa wszystkie myśli ucichły by po chwili znów zaatakować z zdwojoną siłą. *Kim on jest? Dlaczego mam mu zaufać? Czego chce? Co tu robi? Jak długo mnie obserwuje?* Nie mógł sobie pozwolić na długie przemyślenia i analizy więc opanował swoje emocje i powiedział.

-Zakładam że to nie ty jesteś źródłem sygnału nadawanego z kompleksu?

Powiedział ciągle trzymając pistolet wycelowany w potencjale zagrożenie. Stali tak chwilę mierząc się wzrokiem. W końcu poirytowany całą tą sytuacją odezwał się.

-Skoro wiesz o sygnale to zapewne zdajesz sobie sprawe po co tu jestem i nie mam zamiaru tracić czasu na stanie tutaj gdy ktoś potrzebuje pomocy - odwrócił się tyłem do robota czym dodał - jak chcesz możesz iść że mną i mi pomóc albo dalej stać tu jak kołek


,,Jak długo moje płuca będą tłoczyć powietrze, tak będę dalej chronić innych.
Będę ich chronić, bo co ich zabije, ja przetrwam,
co ich zdruzgocze, ja wytrzymam.
Jest to jedyna rzecz, do której się nadaję."
~Nyx
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 13
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Nie Lut 25, 2018 9:06 am

Stali tak przez krótką chwilę, człowiek najwyraźniej był zaskoczony faktem, że maszyna do niego przemówiła. Nie było w tym nic dziwnego. Dawniej, nim zyskały wolną wolę, też potrafiły się odzywać. Może więc chodziło o sposób w jaki Prophet konstruował swoje wypowiedzi, co nieznajomy uważał za coś dziwnego? Możliwe. Opcji było wiele, lecz na żadną maszyna nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Nie było konsensusu w tym dylemacie, dlatego na razie postanowił odłożyć to na inny czas. Zmieniał co chwila priorytety z prędkością światła... albo bliską światłu. Na tyle szybko na ile wynosił jego limit przesyłu informacji. Wypowiedź mężczyzny go zaintrygowała. Ten narzekał na to, że niepotrzebnie tu stoją jak kołki, albo raczej Prophet, a tymczasem to on stał przez ten moment w kompletnym milczeniu, kiedy syntetyk się do niego odezwał i oczekiwał reakcji ze strony humanoida. Opuścił swój karabin snajperski, jak tylko nieznajomy odwrócił się do niego plecami. Jego systemy nie wykrywały na ten moment wysokiego zagrożenia ze strony rozmówcy.
- Zakładasz, że ktoś potrzebuje pomocy - odezwał się, jednocześnie podchodząc bliżej człowieka. Zgadzał się z przypuszczeniem człowieka, że sygnał SOS oznaczał wzywanie do pomocy. Ktoś mógł być w tarapatach, mógł być ranny lub nawet bliski śmierci i wymagał natychmiastowej opieki. Z drugiej strony istniała również ewentualność, że to miejsce to jedna wielka pułapka mająca za zadanie zwabić niczego niepodejrzewających podróżnych. Zwiadowca rozejrzał się jeszcze raz dokładnie chcąc mieć pewność, że jego sensory oraz przyrządy wzrokowe nie pominęły jakiegoś ważnego szczegółu. Wyminął uzbrojonego w pistolet jegomościa zmierzając w kierunku budynku, z którego dochodził transmitowany sygnał, lecz w połowie drogi trochę zwolnił i obejrzał się za siebie w kierunku organika.
- Można liczyć na to, że nie strzelisz mi w plecy przed dotarciem do "naszego" celu? - zapytał się spokojnym tonem. Można było wyczuć, że maszyna nie do końca ufała nieznajomemu, tym bardziej człowiekowi. Wiedział jacy są i choć były jednostki, które wykazywały się nadzwyczajnym zrozumieniem oraz tak zwanym "dobrym sercem", to jednak były też osobniki prezentujące te gorsze elementy społeczeństwa. Sprawiało to, że każde spotkanie z nimi było nieprzewidywalne. Prophet zwyczajnie nie był pewien, czego spodziewać się po napotkanym człowieku.



Ładowanie baterii za 7 fabuł
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Pią Mar 02, 2018 5:49 pm

"All your base are belong to us" – Post 3.(6)/??, Poziom: łatwy?
Nasi bohaterowie udali się w stronę centrum tajemniczego kompleksu. Niska i dzika trawa szeleściła pod ich obuwiem w miarę jak zbliżali się do budynków. Nieustające wrażenie, że osoba wołająca o pomoc może niedługo przestać jej potrzebować pospieszało tempo marszu Billa, a co za tym idzie — jego robotycznego towarzysza. Zanim jednak dwójka wkroczyła na niewielki placyk, musiała się zatrzymać. W zaułek między jednym z hangarów a budynkiem głównym wbiegł właśnie dwunożny robot i z ciekawością w jedynym oku spojrzał na nowo przybyłych. Miał zaledwie pół metra wzrostu, ale jego tors wyglądał na wystarczająco masywny, by był w stanie połamać czyjeś kości. Prócz tego, mechaniczny strażnik posiadał krótki ogon, przypominający żądło skorpiona. Ciężko było stwierdzić, czy ów kolec był jadowity i czy metalowe ciało nie skrywa innych, równie zabójczych niespodzianek. Liczyło się jednak to, że maszyna zaczęła biec prosto na Billa. Prophet znajdował się wtedy dwa metry za czołgistą. Wtedy do syntetyka dotarło, że widział roboty już ze wzgórza i że za rogiem czekało ich jeszcze kilka więcej. Czyżby właśnie zdarzyło mu się po raz pierwszy o czymś zapomnieć? A może nie uważał tej informacji(lub co gorsza — bezpieczeństwa człowieka!) za ważną i dlatego nie podzielił się nią z niczego nieświadomym nieznajomym?

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Pią Mar 02, 2018 11:08 pm


Szedł tak przez chwilę aż odezwał się robot, który postanowił ruszyć za Billem.

-Zakładasz że ktoś potrzebuje pomocy.

Te zdanie było dla niego bardzo niezrozumiałe gdyż obaj pojawili się tu tylko ze względu na zapętlony sygnał który jasno mówił że ktoś wpadł w tarapaty. Już zbierał myśli by zacząć tłumaczyć robotowi po co i dla czego tu są. Niestety maszyna była szybsza i dodała wymijając zbierającego myśli Billa.

-Można liczyć że nie strzelisz mi w plecy przed dotarciem do "naszego" celu?

Spojżał na robota i odpowiedział

-Słuchaj no blaszak jesteśmy tu w tym samym celu tak? Więc jak narazie nie mam powodu by to robić - powiedział poirytowany brakiem zaufania robota - ale jak zaczniesz mi wchodzić w parade to licz się z rolą łapania ołowiu -dodał będąc pod wpływem emocji.

Spojżał jeszcze raz na Propheta i ruszył przed siebie zostawiając go za sobą. Nagle z za rogu strzał jakiś zgrzyt szybko sięgnął po pistolet i odwrócił się w stronę dźwięku. Zobaczył tam robota małego robota prawdopodobnie nie stwarzał zagrożenia gdyby nie fakt że to "coś" zaczęło biec w jego stronę.

-Kurwa! - odruchowo krzyknął i zaczął strzelać w maszynę -blaszak wiesz co to do cholery jest?! - wrzasną w stronę Propheta podbiegając do niego.


,,Jak długo moje płuca będą tłoczyć powietrze, tak będę dalej chronić innych.
Będę ich chronić, bo co ich zabije, ja przetrwam,
co ich zdruzgocze, ja wytrzymam.
Jest to jedyna rzecz, do której się nadaję."
~Nyx
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Czw Mar 15, 2018 4:37 pm

"Ja pierdolę." – Post 4/??, Poziom: łatwy?
Bill szybko rzucił się do tyłu, by schować się za syntetykiem. Maszyna zaś podążyła za nim... zatrzymując się pół metra od niego. Niezależnie od tego, co zrobił mężczyzna, niewielki robot zawsze trzymał tą odległość, wlepiając w jego twarz jedno, duże, czarne ślepię kamery. Czyżby stary trep właśnie był badany, śledzony? Taki system obserwacji mógł być dość poręczny, ale tylko gdy nikt nie uważał tych stworzeń za coś podejrzanego. Czy te maszyny miały jakiś związek z wzywającymi pomoc? A może były pod kontrolą tego, kto wyrządził im krzywdę?

Jego towarzysz, widząc cała sytuację zaśmiał się lekko. Było w tym coś dziwnego. Co prawda Bill nigdy nie miał dużej styczności z syntetykami, ale po raz pierwszy słyszał by jakakolwiek istota zanosiła się śmiechem. A może cała ta maszyneria była po prostu pancerzem pod którym krył się zwykły człowiek? W końcu sylwetkę posiadał ludzką, jedynie głos posiadał sztuczny. Ale może to była kwestia maski którą miał na sobie. Takie rzeczy potrafiły zniekształcać głos.
Nie wydaje mi się, żeby był szkodliwy. — Powiedział, jednocześnie poważniejąc. — Za to za rogiem może czychać coś więcej. Lepiej bądź przygotowany.

Tymczasem zza tego samego rogu wyszła kolejny, identyczny kroczący obserwator i podbiegł do mężczyzny.

Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Czw Mar 22, 2018 9:48 pm

-Więc mówisz że jest to niegroźne - powiedział podejżliwie spoglądając na obserwatora -ale i tak mnie to gówno obchodzi bo to ja muszę się z tym użerać - zrobił kilka kroków w bok, które mały robot powtórzył -O patrz kolejny przylazł - westchnął poirytowany i poszedł do kompana.

Gdy tylko wyprzedził Propheta jego mózg zaczął dokładną analizie tego co powiedział jego przedmówca.

-Czekaj czekaj skąd Ty wiesz o tym, że dalej może być tego więcej? - spojrzał na swojego towarzysza oskarżycielskim wzrokiem -albo mam lepszy pomysł opowiesz mi w drodze do miejmy nadzieję ciągle potrzebującego - dodał odwracając się w kierunku z którego wyszedł kolejny robo-obserwator. Bill tylko przewrócił oczami i idąc przed siebie.

-To idziesz czy celujesz mi w plecy?


,,Jak długo moje płuca będą tłoczyć powietrze, tak będę dalej chronić innych.
Będę ich chronić, bo co ich zabije, ja przetrwam,
co ich zdruzgocze, ja wytrzymam.
Jest to jedyna rzecz, do której się nadaję."
~Nyx
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Nie Mar 25, 2018 12:49 pm

"All your base are belong to us." – Post 5/??, Poziom: łatwy?
Niewielkich rozmiarów roboty podążały za człowiekiem, wpatrując się w jego twarz. Czy była to jakaś forma obserwacji? Zdecydowanie bardziej praktyczny byłby zwykły monitoring, którego do tej pory Bill nie zdołał zauważyć. Po przejściu kilku kroków jedna z maszyn potknęła się, najwyraźniej nie pilnując tego co ma pod nogami. Szybko jednak wstała i biegiem skróciła dystans do swego celu. Od jak dawna mogły tu być? Czyżby były standardowym wyposażeniem opuszczonej od dekad bazy? A może zjawiły się wraz z kimś, kto odwiedził to miejsce przed nim? Mężczyzna słyszał już wcześniej o autonomicznych, mechanicznych zwierzętach przebywających w okolicach opuszczonych miast. One były jednym z głównych powodów dla których Gamma i Omega wciąż były niezbadane.

Widziałem ze wzgórza. – Syntetyk spokojnie odpowiedział na podejrzliwe pytanie Billa, ignorując resztę jego słów. Czy kłamał? Musiałby mieć naprawdę dobre oko, by zauważyć ruch na środku placu spoza terenu ośrodka. Trudno jednak było niezauważyć karabinu snajperskego, który trzymał w ramionach. Skoro jednak wiedział o tym co się tu znajduje, dlaczego wcześniej nie ostrzegł swojego nowego towarzysza?

Na to pytanie odpowiedź musiała poczekać. Bill bowiem właśnie wyszedł na plac, trzymając w dłoni swój zaufany pistolet. Nie minęło pięć sekund, a znalazł się otoczony całą chmarą identycznych kopii dwunożnych robotów kłębiących się wokół niego. Gdy tylko się zbliżał, odstępywały. Nie blokowały więc mu ruchu. Na oko było ich około trzydzieści. Całą swą uwagę skupiały na człowieku, oddzielając go od tajemniczego towarzysza który tylko obserwował całe wydarzenie w milczeniu. Pomimo konfuzji spowodowanej nagłym osaczeniem przez tutejszego zastępcę fauny, mężczyzna zauważył drzwi wejściowe do budynku, z którego dochodził sygnał. Były przeszklone, otwarte na oścież. Prowadziły do czegoś co wyglądało jak poczekalna, czy recepcja. Ciężko było określić czym dokładnie było to pomieszczenie z kąta w którym stał. Jednak, czy już teraz chciał przejść do środka? Były tu także inne budynki które mógł zwiedzić. Z drugiej strony, wzywającemu pomoc mogło zostać niewiele czasu.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Sro Mar 28, 2018 11:39 pm

Gdy wyszedł na plac został zalany falą małych mechanicznych obserwatorów. Teraz stał spoglądając to na roboty to na Propheta liczył że ten powie mu co tu się dzieje jednak jego oczekiwania nie spełniły się. Zaczą więc rozglądać się w około placu. Zobaczył główny budynek z którego wydobywał się sygnał, kilka mniejszych budynków i hangar. Był on jedynym miejscem do którego chciał się udać jednak musiał opanować swoją rządze eksploracji na rzecz potrzebującego. Ruszył więc w stronę budynku z otwartymi drzwiami. Czy stał już prze progiem odwrócił się w stronę jak dotąd milczącego kompana i rzucił.

- Ej milczący jak już chcesz tam stać to się przydaj na coś i obserwuj budynek, jak zobaczysz coś podejrzanego lub mój znak to zestrzel to. A i było by miło jak byś też odezwał się raz na jakiś czas.

Nie czekając na odpowiedź odwrócił się i wszedł do budynku.


,,Jak długo moje płuca będą tłoczyć powietrze, tak będę dalej chronić innych.
Będę ich chronić, bo co ich zabije, ja przetrwam,
co ich zdruzgocze, ja wytrzymam.
Jest to jedyna rzecz, do której się nadaję."
~Nyx
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Czw Mar 29, 2018 3:28 pm

"All your base are belong to us." – Post 6/??, Poziom: łatwy?
Jesteś pewien, że chcesz iść tam sam? – Zapytał go towarzysz z nieukrywanym zdziwieniem w głosie.

Roboty ustąpiły mu miejsca. Co ciekawe, gdy tylko przekroczył próg budynku rozbiegły się po całym placu by potem zastygnąć w bezruchu do czasu do czasu przerywanym kilkoma spokojnymi krokami. Najwyraźniej ich oprogramowanie kategorycznie zakazywało podążania za kimkolwiek do budynków. Może w środku panował bardziej konwencjonalny monitoring? Ledwie Bill znalazł się w środku, zwrócił uwagę na dwie kamery postawione w rogu obserwujące wejścia w dwa korytarze wychodządze prostopadle do siebie tuż obok lady. Cały pokój faktycznie wyglądał niczym recepcja. Znajdowało się tutaj kilka połączonych ze sobą bokami foteli dla oczekujących, a w rogu pomieszczenia znajdującego się naprzeciw rogu budynku była zupełnie biała lada. Na niej stał jeden monitor, należący zapewne do recepcjonistki, a za nią spoczywało typowe, biurowe siedzisko wyłożone sztucznie stworzonym materiałem. Przez szklane drzwi do środka wlewała się odrobina światła, która jednak nie wystarczała by do końca zgłebić dwa przejścia. W każdym z nich mężczyzna mógł dojrzeć tylko jedne drzwi prowadzące do pomieszczeń znajdujących się przy zewnętrznym murze budynku. Uwagę Badgera przyciągnęły jeszcze dwa doniczkowe kwiaty, które pomimo braku śladu żywej duszy w okolicy trzymały się wyjątkowo dobrze. Po jego prawej znajdowały się również schody prowadzące w górę.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 16
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Pon Kwi 02, 2018 10:28 pm

- Jeśli będziesz się nudził to możesz go mnie wpaść - dało się usłyszeć z wnętrza budynku.

Zaciekawiony kwiatkami wszedł za lade i zaczą przyglądać się po chwili delikatnie dotknął ziemi która okazała się być wilgotna. Ta informacja zasadziła ziarno niepewności w Billu. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy to czemu miałby podlewać kwiaty? Nawet gdyby było tu więcej osadników to gdzie oni są? Czemu nie zapewnią wystarczającej opieki potrzebującym jeśli mają tu takie zaplecze? Zmagający się z swoimi myślami Badger wyszedł z za lady i pociągną solidny łyk już tylko ciepłej herbaty która pozwoliła mu zrelaksować się i wszystko przemyśleć. Usiadł na chwilę na jednym z połączonych do siebie krzeseł. Obok położył swój niezawodny plecak i sprawdził stan swojego ekwipunku. Chciał mieć pewność że jest przygotowany na każdą okoliczność. Jednak coś nie pozwoliło mu poczuć się komfortowo i nie były to twarde krzesła czy obdarte buty. Staruszek zapomniał latarki która teraz była jedyną potrzebną rzeczą. Załamany swoją sklerozą zapakował cały sprzęt i wstając założył go z powrotem. Ruszył w stronę drzwi z których przyszedł wychylił się lekko tak by już rozproszone roboty obserwacyjne nie zbiegły się ponownie. Rozejrzał się by znaleźć swojego metalowego kompana a gdy go dostrzegł zawołał

- Hej blaszak czy jak cię tam zwą masz okazję się wykazać mam przeczucie za będzie tu więcej niż jedna osoba - powiedział ponownie znikając w budynku.


,,Jak długo moje płuca będą tłoczyć powietrze, tak będę dalej chronić innych.
Będę ich chronić, bo co ich zabije, ja przetrwam,
co ich zdruzgocze, ja wytrzymam.
Jest to jedyna rzecz, do której się nadaję."
~Nyx
Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 55
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Wto Kwi 03, 2018 5:05 pm

"All your base are belong to us." – Post 7/??, Poziom: łatwy?
Syntetyk podążył za Billem. Ciężko było stwierdzić, jak reagował na kolejne niezbyt uprzejme odzywki towarzysza. Milczenie postaci mogło oznaczać cokolwiek. On także rozejrzał się po pomieszczeniu, większą uwagę jednak przykuł do komputerów i oświetlenia, które po prostu nie działało. Przełączył znajdujący się na ścianie przełącznik, wcisnął tkwiący w pudle komputera włącznik i stwierdził to, co było już wiadome.
Nie ma prądu. – Po tej jakże błyskotliwej wypowiedzi, dodał coś jeszcze. – Dlaczego w takim razie te roboty wciąż działają? Ich stacje dokujące musiały być sprawne w ostatnim czasie. To znaczy że awaria musiała nastąpić niedawno, może nawet dzisiaj.

Po bezowocnym przeszukaniu recepcji, dwójka udała się na pierwsze piętro. Pomieszczenie było zbudowane w podobny sposób. Było takich samych rozmiarów, w tych samych rogach znajowały się kwiaty. Tutaj jednak znajdowały się szklane stoliki, a przy nich krzesła. Było to niewątpliwie miejsce przeznaczone na krótkie chwile przerwy od pracy. Wychodził stąd tylko jeden korytarz, prowadzący na prawo od wejścia. Przy ścianie w której piętro niżej było drugie przejście znajdował się staromodny elektryczny czajnik, kilka filiżanek i popielniczka. Bill mógł rozpoznać nietypowe wykonanie całej zastawy. Różniła się od tej, którą Emersi miewali w swych ekwipunkach gdy z rzadka spotykał ich podczas szabrowania. Całość wykonana była z brudnożółtawego plastiku, charakterystycznego dla przedwojennych wyrobów znajdujących się w Alfie i Becie. Choć przedmioty były zabytkowe, to jednocześnie były zupełnie bezużyteczne bez prądu, a ich popularność sprawiała że były warte tyle co śmieci.

Przejście prowadzące w głąb budynku było nieco bardziej widoczne niż te piętro niżej. Okna były tu o wiele większe i półokrągłe dachy hangarów nie rzucały na nie aż takiego cienia. Pozwoliło to ujrzeć zarówno dwie pary drzwi na końcu korytarza, jedne po prawej, a drugie ustawione prostopadle względem pierwszych. Tam też znajdował się zakręt prowadzący w lewo. Czy to właśnie ta droga prowadziła do potrzebujących?
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Camp Grayling   

Powrót do góry Go down
 
Camp Grayling
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Area Nera :: Wschód-
Skocz do: