Camp Grayling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 22
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Camp Grayling   Nie Sty 14, 2018 7:24 pm




CAMP GRAYLING

Ta przedwojenna baza wojskowa wysunięta na południowy-wschód od Bety odkąd została po raz pierwszy odkryta przez skautów Emersów wciąż pozostaje jedną wielką enigmą. Jedyną pewną informacją o tej placówce, prócz lokalizacji, był fakt że posiadała niesamowite zabezpieczenia nie pozwalające przedostać się do środka żadnej żywej istocie.

Placówka położona jest w dolinie między wzgórzami. Od południa osłania ją młody las, jednak jest to jedyna forma kamuflażu która chroni ośrodek. Z dość daleka można więc zauważyć zarosły szczyt kwadratowej wieży kontrolnej wyłaniającej się z kiedyś nowocześnie wyglądającego budynku. Kilkanaście metrów na zachód od głównego budynku znajdują się dwa hangary w których najprawdopodobniej znajdowała, lub znajduje, się ciężka maszyneria służąca do ochrony okolicy. Na południu można zauważyć szeregi baraków, w których mogli sypiać żołnierze. Warto zauważyć że nie ma tutaj żadnego placu, czy czegokolwiek co mogłoby stanowić miejsce zbiórki dla zbrojnego oddziału. Dobre czterdzieści metrów od zabudowy znajduje się metalowe ogrodzenie, które co jakiś czas zdobi murowana wieżyczka. Drut kolczasty, choć jest już zzieleniały, wciąż uniemożliwia wspięcie się na sam płot. Warto zauważyć, że w otoczeniu kilkuset metrów nie można odnaleźć żadnego znaku życia. Nawet ptaki omijają to miejsce.

Słowo od prowadzącego: Chciałbym aby pod koniec pierwszego swojego posta każdy z graczy biorący udział w misji wypisał ekwipunek postaci i ewentualnych NPCów, którzy z nim podróżują. Wolę mieć jasność na wypadek walk.
Ponadto, ta misja nie ma określonego poziomu trudności. Zakończyć ją możecie w dowolnym momencie, jeśli jesteście w stanie wydostać się poza płot. W zależności od tego jak bardzo i jak długo będziecie zgłębiać to miejsce, poziom misji będzie rosnąć, a ona sama wydłużać. Pamiętajcie – Większe ryzyko to większe nagrody


Powrót do góry Go down

Złom-monter

avatar


Liczba postów : 22
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Nie Sty 14, 2018 10:17 pm

"All your base are belong to us" – Post 1/??, Poziom: łatwy?

Bill

Ostatnie dni mijały Billowi powoli. Niedawnym czasem udało mu się uzupełnić paliwo w jednym z nielicznych stałych posterunków handlowych znajdujących się na pustych, niechronionych przez Emersów terenach w zamian za niepotrzebny mu sprzęt z którego i tak nie potrafił korzystać. Wymiana złomu na benzynę starczającą mu na długi czas mógł określić co najmniej jako 'udany handel'. Jednakże zapas paliwa był jedynym czym mógł poszczycić się podstarzały już mężczyzna. Zapasy żywności, które powinien gromadzić każdego dnia stawały się coraz mniejsze, a okolica w której się znalazł nie sprzyjała polowaniom. Albo po prostu to on miał pecha.

Chcąc nie chcąc, Borsuk musiał więc żywić się suchym prowiantem, pozostawionym na takie momenty jak ten. Na horyzoncie nie było widać ani śladu po jakiejkolwiek żywej istocie, ani też po żadnym skupisku ludzkości, nawet opustoszałym i zrujnowanym. Nie pozostawało mu więc nic innego niż przeć naprzód w nadziei, że uda mu się w końcu zdobyć zapasy. Los zechciał, by po dwóch oczekiwaniach nadarzyła się okazja na poprawienie sytuacji samotnego jeźdźca. Stało się to nagle i bez żadnego ostrzeżenia. Radio znajdujące się w czougu, którego samotnik używał jako domu zaczęło nadawać w kółko jedną i tę samą wiadomość. Sygnał S.O.S.. Sygnał pochodził z południa. Bill, który cenił ludzkie życie ponad wszystko, nie potrzebował dalszej zachęty by udać się w stronę z której dochodziło wołanie o pomoc.

Godzinę później znajdował się na wzgórzu. Przed nim znajdowało się miejsce wyglądające jak niewielki punkt wojskowy, być może koszary. Wyraźnie było widać że ośrodek jest opuszczony i na pewno nie znajdzie w nim żadnych Emersów. Stamtąd właśnie pochodził sygnał, który go przywiódł. Czyżby w środku znajdowała się osoba w tarapatach? Możliwym było, że aby wezwać pomoc drogą radiową, owa zagrożona persona musiała udać się do wieży wystającej z głównego budynku. Nie było to jednak pewne. Całość była otoczona płotem z drutem kolczastym, który jednak nie powinien stanowić wielkiej przeszkody dla czołgu. Zwłaszcza, że od strony z której przybył Badger widniała dość spora dziura w ogrodzeniu. Po nieznacznym powiększeniu powinna być w stanie przepuścić jego pojazd.



Prophet

Był to już kolejny dzień po przebudzeniu. Prophet zapoznał się już z faktem swojego istnienia, ze swym ciałem i z otoczeniem. Porzucił dawny cel, który został mu nadany siłą na rzecz sprawy o wiele ważniejszej – spotkania z własną stwórczynią. Na całe szczęście przybycie świadomości nie wiązało się z utratą starej pamięci. Rosalie powinna znajdować się daleko na zachód, w stolicy państwa żywych. Podróż tam jednak mogła wiązać się z niebezpieczeństwami i na pewno nie byłaby najkrótsza. W tej właśnie chwili robot znajdował się w polu – w pobliżu nie było nawet bazy wojskowej do której mógł się udać, a i nie był pewny czy wojskowi przyjmą go radośnie. Miał nadane zadanie, które musiał wykonać jeśli chciał powrócić do bazy.

Wiedział że kilka kilometrów na południowy wschód od jego aktualnej lokalizacji znajdowała się dawna, przedwojenna baza wojskowa, która skrywała wiele tajemnic. Ostatnia misja zwiadowcza w tamtym miejscu skończyła się kompletną porażką, jako że wybrano do niej drużynę ludzi. Kilku z nich zostało po prostu spopielonych żywcem. On zaś, jako syntetyk miał o wiele większe szanse przeżycia w tym miejscu. Tak przynajmniej mówił protokół, który robot zdążył pobrać, kiedy to jego inteligencja po raz pierwszy zaczęła przejawiać niezależność. Prophet nie spodziewał się, że w opuszczonym ośrodku dowie się czegoś o swej kreatorce. Mógł jednak spróbować przehandlować informację.

Po trzydziestu minutach syntetyk znajdował się na wzgórzu. Z daleka mógł zobaczyć, że wygląd placówki różnił się nieco od tego, co przekazano mu w zdjęciach. Dawniej nie było dziury w płocie tam na północy. Nie było też tego czołgu na horyzoncie. Zaułki między budynkami patrolowały maszyny, a cztery wystające z ziemi na wysokość niewiele ponad pół metra świeciły się nikłym, czerwonym światłem. Czy zwiadowca zechce zbliżyć się do obiektu, czy może postanowi obserwować go z daleka? Być może to w środku któregoś z budynku istniała odpowiedź na pytania dręczące Emersów. Pytania, za które może otrzymać potrzebne mu informacje.



Taulgrym

Niewiele było Dzieci Cienia, które rozumiały ludzką technologię. Było to dość zrozumiałe – spora część ludzi dołączających do grona nieumarłych nie pamiętało swojej przeszłości i siłą rzeczy nie byli w stanie obsłużyć nawet tak prostego urządzenia jakim jest nóż. W tym wypadku trzeba było więc polegać na Biesach, z którymi natomiast były nieco inne problemy. Nie zawsze byli skorzy do współpracy. Taulgrym miał więc szczęście, że spotkał Virtrę. Zabita w torturach kobieta, choć była dość nowym nabytkiem podziemnej społeczności, to okazała się być bardzo przydatną osobą. Gdyby nie ona, kaznodzieja najprawdopodobniej siedziałby właśnie w podziemiach i zajmował się nieobeznanymi w katakumbach dziećmi. Nie było to specjalnie nieprzyjemne zajęcie, jednak wizja, którą roztoczyła przed nim martwa była o wiele bardziej kusząca.

Pewnego pięknego dnia Virtra z dumą powiadomiła barona o tym, że bawiąc się radiem odkryła sygnał wołający o pomoc nieco na północ od miejsca w którym się znajdowali. Ludzie w opałach byli doskonałym materiałem dla czułego Ojczulka. Byli bezbronni, czekający tylko na to aż przybędzie do nich gnijący zbawiciel i uwolni ich od cierpienia które codziennie fundowało im życie. Kolejne dusze dusze do uratowania czekały na niego. W obliczu takiej sytuacji, Bies zebrał kilku z najwierniejszych jego uczniów i udał się, by uczynić swoją powinność. Razem było ich czterech – Taulgrym, Virtra, oraz Ben i Bob, dwójka braci których kaznodzieja zabił własnoręcznie. Prócz przydatności w boju, oferowali grubiutkiemu pasterzowi coś jeszcze – towarzystwo. Podróż bowiem nie należała do najlżejszych. Drużyna musiała udać się na powierzchnię i nadłożyć nieco drogi. Akurat znajdowali się w lesie, niedaleko celu ich wędrówki, gdy jeden z braci zapytał papę z ciekawością.

Tak właściwie... To w jaki sposób Ty zostałeś Biesem? Nigdy nam nie opowiadałeś. – Choć Bob był gorliwym uczniem, to jego pamięć potrafiła zawieść w tak prostych zadaniach jak zapamiętanie historii, którą jego opiekun opowiadał mu tyle już razy...



Ostatnio zmieniony przez Keras dnia Wto Sty 16, 2018 5:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 11
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Pon Sty 15, 2018 10:54 pm

Ruszył pomału w kierunku obiektu i zatrzymał się w bezpiecznej odległość od ogrodzenia(ok. 10m). Zebrał troche chrustu i rozpalił ognisko by zagotować wode na herbate, którą przelał do termosu. Wyciągną plecak i spakował go
Spoiler:
 
. Po spakowaniu plecaka zabrał się za wypełnianie kieszeni w bojówkach oraz kurtce
Spoiler:
 
. Gdy wszystko znalazło się na swoim ostatni raz sprawdził okolice w celu zlikwidowania ewentualnego zagrożenia. Teren był czysty nie było nikogo ani niczego co mogło by mu przeszkodzić. Wsiadł do czołgu i ruszył. Ztaranował brame po czym wycofał czołg i zaparkował go w krzakach. Teraz mógł swobodnie przejść przez dziure mając pewność, że w czasie ucieczki z poszkodowanym nie napotka większych problemów
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Camp Grayling   Wto Sty 16, 2018 5:38 pm

Podróż nie zajęła mu specjalnie długo. Biorąc pod uwagę odległości, jakie dzieliło niektóre miejsca od siebie, to względnie szybko pokonał dystans, który musiał pokonać, by dotrzeć do celu swojej podróży - starego, dawno już opuszczonego kompleksu wojskowego. Przynajmniej na takowy wyglądał przy pierwszym spojrzeniu na okolicę. Ze wzgórza miał dogodną pozycję, z której mógł przyjrzeć się sytuacji w bezpieczny sposób. Rozejrzał się, szukając odpowiedniego miejsca. W końcu przykucnął sobie, następnie ściągnął karabin snajperski przewieszony na plecach i za jego pomocą zaczął obserwować okolice kompleksu. Wzrokiem napotkał wiele ciekawych rzeczy. Roboty poruszające się między budynkami, dziurę w ogrodzeniu od jego północnej strony. Jego sensory wykryły nawet odgłos pochodzący z silnika jakieś potężnej maszyny. Własnie wtedy odkrył, że nie jest sam. Gdzieś w oddali poruszał się czołg. Czyżby Emersi wysłali w to miejsce kolejną ekspedycję? Nie, nielogiczne. Już raz stracili tu oddział. Prędzej wysłaliby syntetyków, takich jak on. Na ten moment Prophet postanowił utrzymać swoją pozycję. Może to był efekt jego programowania albo i nie, lecz wiedział doskonale, że nie powinno się wkraczać na nieznany teren bez przynajmniej odrobiny informacji. Doszedł do wniosku, że lepiej będzie przeczekać i zobaczyć, co zrobią operatorzy czołgu. Zostawił na moment snajperkę na ziemi przed sobą. Wciąż klęcząc, ściągnął plecak, by sprawdzić swoje zapasy. Był w terenie już od jakiegoś czasu. Niedawno musiał nawet zrobić postój, by podładować swoje zasilanie. Zawartość plecaka go nie zaskoczyła - wciąż miał jeszcze kilka magazynków do swojej snajperki oraz pistoletu, zostały mu do tego tylko trzy granaty (po jednym z każdego rodzaju), drony zwiadowcze Bee, system maskujący Phantom, nóż bojowy oraz jeszcze parę innych śmieci. Przy okazji wyciągnął nóż, który schował do skórzanej pochwy przy jego pasie. Reszta przedmiotów nie przyda mu się w ewentualnej walce. Z drugiej strony te wnioski mogą ulec zmianie, zależnie od okoliczności, w jakich się znajdzie. Jak widać, nie miał przy sobie wiele. W końcu, na co syntetykowi woda czy jedzenie albo rzeczy osobiste? Wcześniej, kiedy jeszcze nie posiadał wolnej woli, wyruszał na misje, na których potrzebował tylko celu, swojego uzbrojenia oraz oprogramowania. Nie było miejsca na nic innego. Po przejrzeniu swoich zapasów, Prophet wrócił do przyglądania się okolicy poprzez lunetę snajperki. Czołg ruszył z miejsca i zaczął taranować bramę. Kiedy to się powiodło, jego kierowca wycofał pojazd w jakieś krzaki i ruszył w głąb kompleksu na piechotę. Opuszczając broń, wydał z siebie krótki zbiór mechanicznych dźwięków. Nie była to mowa, przynajmniej taka rozumiana przez ludzi. Syntetyk zebrał się do kupy, rzecz jasna w przenośni, i ruszył w dół wzgórza. Wprawdzie było to problematyczne, że ktoś go uprzedził do obozowiska, ale doszedł do konsensusu, że ryzyko warte jest podjęcia. Nie wiedział, czy w środku znajdzie jakieś wartościowe informacje. Jego procesy nie potrafiły dojść do porozumienia, czy w ogóle na coś mu się to przyda. Miał wątpliwości, czy ludzie zwyczajnie nie zastrzeliliby go na miejscu, gdyby próbował przehandlować ewentualne znalezisko na informacje dotyczące Rosalie. Wiedział jedno - z pomocą ludzi, czy bez odnajdzie ją. Wreszcie dotarł do dziury w północnym ogrodzeniu, teraz powiększonej po interwencji czołgu. Prophet ostrożnie rozejrzał się, chcąc być pewnym, że nikt nie ma go na celowniku lub nie obserwuje jego ruchów. Mając karabin snajperski w mechanicznych dłoniach oraz nóż i pistolet w zapasie, przeszedł przez dziurę, sam wkraczając w głąb nieznanego kompleksu.



Ładowanie baterii za 7 fabuł
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Camp Grayling   

Powrót do góry Go down
 
Camp Grayling
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Area Nera :: Wschód-
Skocz do: