Las przy granicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 38
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Las przy granicy   Czw Gru 28, 2017 6:47 pm


Mianem tym określa się długi pas drzew ciągnący się setki tysięcy kilometrów, za którym rozpościera się ziemia niczyja, a dalej czekają forty Emersów i ich terytoria. Im dalej zmierza się na wschód, tym bardziej tereny te są coraz rzadziej zalesione. Flora i fauna w tym miejscu nie różni się znacznie od tego, co można spotkać w głębi lasu - co najwyżej wszystko jest nieco młodsze i mniejsze. Właśnie w tym miejscu najłatwiej natknąć się na Runy, rzecz jasna nie licząc Lawowiska. Ich obecność wyjaśnia więc puste, spopielone miejsca. Ziemiści tolerują wybryki swojego mięsa armatniego tak długo, jak pożar daje się stłumić w zarodku. Gdzie indziej miałyby skrywać się patrole, jeśli nie tu? A kto pilnowałby granicy, jeśli nie wybuchowi Widzący? No właśnie.  



Będzie fajnie, mówili.
1/30
Misja średnia.

Wędrówka z Lawowiska przez do tego miejsca była długa i obfitowała w kilka, jeśli nie kilkanaście, ciekawych sytuacji, które po powrocie w rodzinne strony będzie można opowiadać dzieciom, wnukom, czy sąsiadom. Tak najpewniej będzie z trójką Run przydzielonych na patrol, bo czwarty wybuchowy Widzący nazwany przez resztę wdzięcznym mianem "Nie Teraz" opowie ów historie czterem ścianom swojej samotni. O ile zdoła wrócić z wyprawy żywy. No ale pomijając wybryki Serafinów i nagłe załamania pogodowe, przejdźmy do meritum.
Cała czwórka znalazła się wreszcie przy granicy z terytoriami należącymi do ludzi. Rozbili obóz i przespali w nim spokojnie większość nocy. Jak w każdym patrolu, tak i tutaj panowała hierarchia - dowodził Aldo, a "najsłabszym ogniwem" była Sindri - najmłodsza i najmniej doświadczona w obowiązkach Run. Tzion i Michael stali mniej więcej na równi. Według zarządzeń najstarszego z grupy mieli wyruszyć przed świtem w kierunku trawiastych nizin. Nikt zbytnio nie oponował, no chyba, że nagle się komuś odwidziało. Byli należycie przygotowani - posiadali łuk i kuszę (Aldo i Sindri), materiały łatwopalne (Tzion) i niezbędne zapalniczki. Poza tym zioła, eliksiry i bandaże. Mogli więc na spokojnie sprawdzić, na pograniczu nie kręci się żaden niepożądany element ludzki.

NPC:
 


Powrót do góry Go down

Widzący

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 02, 2018 6:43 pm

*I na co mi to było* - Pomyślał sobie Michael wlokąc się za swoimi "kompanami". W końcu był powód, dla którego tak sumiennie odwlekał ową wyprawę. Na prawdę sporo czasu minęło odkąd mógł się nazwać członkiem społeczeństwa Run. Po takim czasie nawiązanie zdrowych kontaktów z pobratymcami nie należy do najprostszych czynów.
Jako, że rozmowa się nie kleiła - nawet się nie zaczęła tak na dobrą sprawę - Nie Teraz sprawdzał pieczołowicie otoczenie. Wypatrywał jakichkolwiek nieprawidłowości trzymając się na tyle z tyłu, żeby móc w każdej chwili zareagować.
Noc minęła spokojnie, jednak nie dla każdego. Większość tego czasu, który powinien być przeznaczony na sen, Michael spędził patrząc się w niebo i nasłuchując otoczenia, nie ważne czyja była obecnie warta.
Był tak podekscytowany możliwością spotkania ludzi, że nie mógł zasnąć.
-Ciekawe co przyniesie nowy dzień. - Szepnął do samego siebie po czym zasnął i obudził się rankiem.


Ostatnio zmieniony przez Nie Teraz dnia Sro Sty 17, 2018 5:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 38
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sro Sty 03, 2018 8:07 pm

Będzie fajnie, mówili.
3/30
Misja średnia.

Grupa nie należała do najrozmowniejszych pod słońcem, oj nie. Ale czy to wada? Póki co byli jeszcze "u siebie" ale na obcym terytorium gadatliwość nie była czymś mile widzianym. Nikt przecież nie chce zaalarmować wroga o swoim przybyciu, ne? Stąd też Nie Teraz dostosował się do reszty drużyny i w ciszy udał się na spoczynek. Obudził się rankiem, choć nie dlatego, że właśnie zakończył jakiś przyjemny sen i wstaje pełen energii, optymizmu i chęci co działania. Obudził go dziewczęcy wrzask, który po dłuższej chwili potrzebnej na rozbudzenie umysłu Michael zdołał zakwalifikować jako głos Sindri.
Czyżby nieprzyjaciel był bliżej, niż myśleli i podszedł ich, gdy cały patrol słodko spał? Nie no, Aldo miał czuwać, zaraz po nim Tzion... A Nie Teraz? Cóż, pewnie miał odrobić lenistwo przy kolejnym postoju. Teraz jednak ważne było tylko jedno - dlaczego ich najmłodszy członek wrzeszczy jakby był obdzierany ze skóry.
Szybkie zerwanie się na równe nogi, wypatrzenie źródła hałasu i ruszenie do działania? Proszę bardzo. Oto przed oczami Michaela odgrywa się taka oto scena: dziewczę wybiegające spomiędzy drzew na polanę, na której patrol nocował. A kilkanaście metrów za nią lecą bzycząc głośno Czarty. Przerośnięte osy słynące z toksycznego jadu. Czy Sindri chciała załatwić jakieś kobiece sprawy z dala od grupy i natrafiła na latające skurwysyństwo? Najwyraźniej tak. Czy zdążyły ją użądlić, czy może krzyk Runy był przedwczesny, albo mający źródło jedynie w przerażeniu na pojawienie się nieproszonych gości? Aldo nigdzie nie było widać, a Tzion podnosił się ze swojego legowiska kilka metrów za Nie Teraz.

NPC:
 


Powrót do góry Go down

Widzący

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sob Sty 06, 2018 1:28 pm

Michael zerwał się z miejsca i bez namysłu zaczął biec w stronę koleżanki z drużyny. W końcu nie mógłby pozwolić, żeby te robale zniszczyły ten cud natury, którym było ciało Sindri. W trakcie biegu nie miał czasu, żeby wyciągnąć zapalniczkę, zapalić podpałkę i rzucić w przód, żeby zmniejszyć do minimum pojawienie się znaków. Czas naglił, a te sukinsyny były za szybkie na tego typu manewry. Poza tym w pośpiechu zapalniczka mogłaby nie odpalić, rozpałka wypaść z rąk i cały plan szlag by trafił.
Na szczęście odległość między rojem, a dziewczyną była na tyle duża, że - jak uważał - mógł spokojnie zagrodzić ich ścianą ognia. Jak pomyślał, tak zrobił. Gdy był dostatecznie blisko skupił się na kształcie kwadratowej ściany o powierzchni dziewięciu metrów kwadratowych. Spróbował ustawić ją tak, aby znalazła się już za dziewczyną, żeby nie podpalić lasu oraz, żeby niektóre czarty z rozpędu się w nią wpakowały.
Cały czas powtarzał sobie w głowie:
* Nie spierdol tego... *


Ostatnio zmieniony przez Nie Teraz dnia Sro Sty 17, 2018 5:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 9
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sro Sty 10, 2018 10:23 pm

Przez ostatnie dni karawana była w żałobie. Choć w grupie panowało ogólne przekonanie, że dni starego Roberta są już policzone, to nikt nie spodziewał się że jego odejście będzie tak wczesne i nagłe. Przewodnik był jedną z tych osób, których śmierć zmienia zupełnie wszystko w świecie który za sobą pozostawili. I faktycznie, niewielki światek grupy nomadów był wyraźnie inny niż ten, który zapisał się we wspomnieniach Gianny. Towarzystwo przestało być już tak beztroskie jak wcześniej. W obliczu braku lidera, odpowiedzialność za organizację spadła po równo na najstarszych członków załogi. Co prawda, Rob zostawił po sobie syna, lecz osiemnastoletni chłopak odstawał od swojego ojca kompletnie. Nie roztaczał wokół siebie tej aury przyjaźni i dobroci, która sprawiała że cała drużyna była jedną, wielką rodziną. Był na to zbyt sztywny, zimny i rzeczowy. Jak gdyby za bardzo przykładał się do pracy samca alfa. A kiedyś taki nie był i Gianna dobrze o tym wiedziała. Podejrzewała że Robson, jak wszyscy żartobliwie nazywali młodzieńca, po prostu nie czuje się jeszcze pewnie do zostania wodzem i wciąż jest roztrzęsiony po stracie rodziciela. To było całkowicie zrozumiałe, choć nie mogła wyzbyć się z głowy przeczucia, że osiemnastolatek już na zawsze pozostanie wiecznie oficjalnym smutasem.

Pomimo całej tej przygnębiającej atmosfery, która zaczęła panować wraz z Robsonem, dziewczyna zauważyła dobrą stronę odsuwającą jej tęsknotę za zmarłym na bok. Tego dnia, po raz pierwszy w jej życiu, była wysłana na misję zwiadowczą. Znajdowali się w terenie, który nie należał do najbezpieczniejszych. Przy ludzko-nieludzkiej granicy rozpoznanie terenu było niezwykle ważne. Prawie każdy z grupy potrafił obsłużyć broń palną, jednak brakowało im doświadczenia i wojskowego przeszkolenia, by chcieli ryzykować jakąkolwiek potyczkę z Widzącymi. Wśród nomadów panował uzasadniony strach przed tymi istotami. Ale bezpieczeństwo nie było jedynym powodem dla którego obóz zatrzymał się i wysłał rozpoznanie terenu. Samochody potrzebowały miejsca by jechać, a w lasach takich miejsc brakowało. Były jedynie wycięte drogi, przeznaczone dla opancerzonych pojazdów Emersów. Grupa więc musiała znaleźć owe drogi i jeszcze najlepiej unikać żołnierzy, jako że ci nie byli zbyt gościnni. Z czystej przezorności karawana zawsze unikała spotkań z przedstawicielami Państwa Ludzi.

Tak więc towarzystwo zostało poza granicą lasu i zajęło się obowiązkami. Na zwiad zostały wybrane dwie trzyosobowe grupy. Jedna z nich wyszła bardziej na wschód, druga nieco bardziej na zachód. Głównym kierunkiem była zaś północ – las. Gianna została przydzielona do drużyny zachodniej. Jednym z jej towarzyszy był czterdziestoletni John, przyjaciel przywódcy i jeden z pierwszych podróżników którzy dołączyli się do Roba. Był doświadczonym myśliwym, obeznanym w dziczy. Można było wyraźnie odczuć od niego pewność siebie, która sprawiała że nocnica czuła się bezpiecznie nawet idąc w nieznane i niebezpieczne tereny. Trzecią osobą w składzie skautów był dwudziestokilkuletni ciemnoskóry chłopak, który po prostu był nazywany Czarnym. Gianna nawet nie pamiętała czy ma jakieś imię. Był jedną z pierwszych osób, które poznała zaraz po wybudzeniu i został przyjęty przez Robina niewiele ponad miesiąc przed znalezieniem dziewczyny.

Do granicy lasu zostali podwiezieni, zaś dalej musieli ruszyć pieszo. Nie przeszkadzało to zbytnio martwej. Wędrówka nie była specjalnie ciężka, jako że nikt nie kazał im nosić żadnych ciężkich sprzętów. Miała przy sobie niewielki bezimienny pistolet będący wyrobem jednego z rusznikarzy spotkanych podczas jednej z wielu wypraw, swój nóż który wyzwalał w niej tą osławioną w grupie tajemniczą moc, bukłak z odrobiną wody i krótkofalówkę którą dostała na wypadek gdyby się zgubiła. Pozostali byli uzbrojeni nieco lepiej. Jako że byli obeznani z bronią palną, mieli przy sobie karabiny zwane Zefirami. Do tej pory w oczy zwiadowców nie rzuciło się w oczy nic wartego odnotowania, więc powoli szykowali się do powrotu.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 38
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 12, 2018 9:25 pm

Będzie fajnie, mówili.
6/45?
Misja średnia.

Nie Teraz zachował się jak na bohatera przystało - ruszył na ratunek niewieście w potrzebie. Zamiast jednak kombinować z odpędzeniem gromady czartów za pomocą swojego ekwipunku, chłopak postanowił wykorzystać moce tworzenie i kontrolowania płomieni. Ściana ognia, która wyrosła za plecami dziewczyny była naprawdę efektywnym jak i efektownym tworem. Żywioł na szczęście nie przeskoczył na roślinność rosnącą wokół, a zwęglone i spopielone ciała czartów opadły na ziemię. Nawet jeśli nieliczne uniknęły śmierci, to nagła przeszkoda i utrata towarzyszy zmusiła je do odwrotu. Wiadomo jednak, z jakim kosztem wiąże się ów potęga - ledwo chłopak zaczął działać, a na jego skórze wykwitły kolejne znaki. Ucięcie palca nie podziałało, może więc czas na amputację całej ręki?
Oczywiście, można było ułatwić sobie życie, czy raczej je przedłużyć. Jak? Najzwyczajniej na świecie, skracając je mniej. Ognisko na polanie już wygasło, ale żar dalej utrzymywał się pomiędzy zwęglonymi pozostałościami drewnianych szczap. Człowiek, jak i inne rasy myślące, rzadko kiedy myślą pod wpływem chwili czy silnego impulsu, i tym razem nie było inaczej, bo damę w opresji trzeba było uratować. I misja ta zakończyła się powodzeniem - Sindri nie groziły już latające cholerstwa, a jej wybawca zapewne u niej zapunktował, rehabilitując się także w oczach kompanów - nocne warty zostały wybaczone.
- Dobra robota Michael. Sindri, nic ci nie jest? - zapytał Aldo, a dziewczę jedynie skinęło głową, nadal będąc pod wpływem szoku. - No, skoro tak to idziemy na granicę. - dodał i zarzucił worek na plecy.


-xxx-


Tymczasem, w innej części Lasu Duhnia wędrował oddział trójki ludzi. No, dwójki ludzi i jednego trupa, ale to szczegóły, tym bardziej, że trup wcale na martwego, a raczej martwą, nie wyglądał. Trio było jedynie zwiadem dla większej grupy, jednak nie mowa tu o wojskach Emersów - opancerzonych, przeszkolonych i przygotowanych na najróżniejsze scenariusze. Karawana najemników zapędziła się na terytorium Widzących z nie do końca jasnych powodów - czyżby po śmierci dowódcy ta eklektyczna rodzinka zmierzała ku samozagładzie? W lesie być może są artefakty z przeszłości, albo złoża cennych surowców - ale żeby spróbować je wydobyć z domu Ziemistych bez wsparcia artylerii i sztabu naukowców to trzeba mieć coś z wariata. Choć z drugiej strony mała grupa ma większe szanse na wejście i wyjście z lasu bez zwracania na siebie uwagi jego mieszkańców. Więc może rodzina Gianny wcale nie pakowała się w paszczę lwa wysmarowana sosem głupoty i przystawką ze zwiadu.
Póki co Nocnicę i jej kompanów nie spotkało nic złego - niebo było czyste, choć słońce z trudem przebijało się przez korony drzew. Zimne powietrze kuło już w płuca - jakby nie patrzeć, zima tańczyła po świecie już od jakiegoś czasu. Na szczęście do prawdziwych mrozów brakowało wielu setek kilometrów na południe od dotychczasowej pozycji Gianny. Przechodząc od gdybania i warunków atmosferycznych do naprawdę ważnej kwestii - co działo się ze zwiadem w zielonym królestwie.
Cóż, początkowo nie działo się nic wartego uwagii - żadnych dzikich bestii, czy uchowaj absolucie - kontaktu z gospodarzami. Spokój, ptasie trele a w oddali nawoływania się drapieżników i ich ofiar. I wtedy, spotęgowany echem, do uszu oddziału dotarł krzyk. Brzmiał ludzko, wręcz kobieco i trwał dłuższą chwilę zanim ucichł. Dzięki temu trio mogło bez problemu ustalić mniej więcej jego źródło. Tylko co w związku z tym zrobią?


1. Macie NPC, możecie nimi sterować, ale jakbyście przegięli to przejmuję nad nimi kontrolę.



Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 9
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 12, 2018 11:09 pm

Spokój panujący w lesie był dziwnie niepokojący. Powodował, że Gianna reguralnie odwracała z podejrzeniem głowę w tył. Przeczuwała, że co chwila jakiś bliżej niezidentyfikowany predator rzuci się na nich z ukrycia. To przeczucie zdawało się nie udzielać Johnowi, który spokojnie i pewnie kroczył przed siebie, nasłuchując niebezpieczeństwa. Stan ten trwał już dłuższy czas i nic nie wskazywało na to że miałby zaraz się skończyć.

Do czasu aż ów spokój ustał. Wtedy po raz pierwszy od dawna Nocnica usłyszała tak głośny krzyk, który nie wydał się z jej własnego gardła. Brzmiał jakby był dyktowany zaskoczeniem i strachem. Było to równie niepokojące co ciekawe. Władczyni tego krzyku mogła być człowiekiem. Ratowanie ludzkich żyć gromadzie szło, jeśli nie bardzo dobrze, to co najmniej przeciętnie. Warto było poprawić tę statystykę. Grupa, po krótkim sygnale od przewodnika, ruszyła na pomoc poszkodowanej.

Czarny trzymał się tyłów, Gianna szła zaraz przed nim. Było tak dlatego, że w wypadku spotkania większego zagrożenia, ogon może natychmiast rzucić się do ucieczki i poinformować resztę o zaistniałej sytuacji. Ruszali spokojnie, starając się nie wpaść nikomu ani w oko, ani w ucho. Nie mieli pojęcia co spowodowało krzyk, zachowywali więc dużą dozę ostrożności. Nasłuchiwali kolejnych krzyków, skomlenia, czy rozmów.

W przypadku przeważenia wszelkich wyrazów bólu i umierania, przyspieszyliby nieco, skupieni na uratowaniu potrzebującej. Jeśli zaś nic nie wskazywało na to, że tajemnicza dama jest w naprawdę poważnych tarapatach, powoli się zbliżali, pieczołowicie dbając o to, by nie zwrócić na siebie uwagi kogokolwiek, kto mógłby znaleźć się w okolicy. Nie mieli najmniejszego zamiaru wchodzić w jakąkolwiek interakcję z tutejszymi.
Powrót do góry Go down

Widzący

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sob Sty 13, 2018 10:36 am

Nie Teraz już dawno pogodził się z tym, że jego klątwa jest niezbywalna, a gdy już to sobie uświadomił, stwierdził że nie będzie sobie jej żałować. Szczególnie, jeśli w grę wchodziło czyjeś życie, a dodatkowym argumentem do przysporzenia sobie znaków była płeć. Jeśli jakaś kobieta miała kłopoty, a on mógł jej pomóc kosztem skrócenia sobie życia, robił to bez namysłu. Tak też było i w tym przypadku. Choć nie miał wcześniej żadnej interakcji z Sindri, ze względu na obrany przez siebie styl życia, to i tak nie miał zamiaru żałować użycia mocy w jej obronie. Akcji ratunkowej nie odebrał nawet jako zadośćuczynienie za warty nocne. Po prostu zrobił to, to mu kazało serce.
Gdy otrzymał pochwałę zupełnie ją zignorował i znowu wycofał się z centrum wydarzeń. Teraz, gdy reszta drużyny była przy dziewczynie wiedział, że nic jej nie będzie i mógł z czystym sumieniem zająć się obserwowaniem otoczenia.

Cały incydent odszedł w zapomnienie. Nawet Sindri otrząsnęła się i wróciła do swojego normalnego zachowania. Drużyna zaczęła zbierać obozowisko w normalnej dla tych konkretnych Run ciszy. Nikt się nie odzywał, nikt nie próbował żartować. Po prostu zrobili swoje. Nie Teraz na koniec zasypał jeszcze ognisko ziemią, żeby czasem żywioł jego rasy nie spustoszył okolicy.
Gdy miał pewność, że wszystko jest w porządku dołączył do czekających nań kompanów.

Ruszyli dalej w stronę ziem niczyich. Michael mając nadzieję na spotkanie Emersow przez krótką chwilę wyobrażał sobie spotkanie z nimi. Z zamyślenia wyrwała go Sindri, która zrównała się z nim i z uśmiechem powiedziała tylko "Dziękuję" i pocałowała go w policzek.
Następnie wróciła na swoje miejsce w szeregu zostawiając zaczerwienionego kompana za sobą. Nie Teraz właśnie dla takich chwil, choć była to jedna z niewielu, chętnie ratował damy z tarapatów. Lekko zdezorientowany powrócił do obserwacji otoczenia, by w ciszy, błogiej ciszy, ruszyć na spotkanie Emersom - przynajmniej taką miał nadzieję.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 38
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Nie Sty 14, 2018 7:53 pm

Będzie fajnie, mówili.
9/45?
Misja średnia.

Oba oddziały ruszyły w swoją stronę, a czas potrzebny do nawiązania kontaktu skracał się z każdym krokiem ludzi i Run. No i Nocnicy, ale to szczegół. Tylko kto kogo zauważy pierwszy i jak zareaguje? Otwarcie (w przypadku Widzących - dosłownie) ognia do nieznajomych panoszących się po Lesie Duhnia i wyglądających inaczej, niż pobratymcy było raczej pewne. Wszak gdyby ktokolwiek z bohaterów tego wydarzenia był bardziej pokojowo nastawiony, już dawno dołączyłby do Szamanów i wraz z nimi wąchałby kwiatki i skakał przez ogniska czy coś.
Patrol Run wędrował gęsiego, czując się dość pewnie na, jakby nie patrzeć, swoim terytorium. Kierował Aldo, za nim podążał Tzion, kilka kroków dalej szła Sindri, a na szarym końcu kroczył Nie Teraz. Wiedzieli o bliskości granicy i rozciągającej się przed nimi ziemi niczyjej, dlatego też zachowywali ostrożność.
Jeszcze poważniej do swojego zadania podeszli ludzie. Nie dość, że poruszali się powoli i uważnie, to technologia ułatwiała im kontakt w kryzysowej sytuacji. Choć czy mogli w ten sposób wezwać resztę rodzinki? Albo przekazać im, by nie pakowali się w te zielone gówno?
Panowała cisza, mech dobrze tłumił kroki, a życie flory i fauny dookoła było jedynie tłem dla nadchodzącej zabawy. Ale nawet pochylona sylwetka nie wystarczy, jeśli kilka par czujnych oczu wypatruje zagrożenia wśród drzew. I właśnie dlatego właśnie oba oddziały zobaczyły się praktycznie w tym samym czasie. Runy versus ludzie. Ogień kontra kule. A może po prostu rozejdziemy się do domów i udamy, że nikt nikogo nie widział?



1. Macie NPC, możecie nimi sterować, ale jakbyście przegięli to przejmuję nad nimi kontrolę.
2. Pod postami proszę, opiszcie swój ekwipunek, a podgląd statystyk też byłby miłym dodatkiem.
3. Odległość między grupami to mniej więcej 40 metrów wypełnionymi krzakami, drzewami i lekkimi dołkami.


Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 9
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pon Sty 15, 2018 12:41 am

Poruszali się spokojnie, uważnie, cicho. Nie odzywali się do siebie ani słowem, dokładnie obserwując otoczenie. Starali się wychwycić cokolwiek co by odbiegało od leśnej normy – W tym jakiekolwiek ślady istot żywych. Na przedzie szedł Johnny, jako najbardziej doświadczona osoba. Gotów był wypuścić serię ołowiu kiedy tylko zobaczy jakikolwiek gwałtowny ruch. On jako jedyny z grupy faktycznie poruszał się bezszelestnie. Nie potrzebował spoglądać pod nogi, by nie natrafić na żadną gałąź czy jakiekolwiek miejsce które mogłoby spowodować hałas. Skradał się już instynktownie. Miał za sobą wiele lat doświadczenia.

Co innego Gianna. Ona nie potrafiła iść cicho. Pomimo tego, że była osóbką bardzo lekką, to jej chód był o wiele cięższy od tego, który prezentował mężczyzna idący przed nią. Nocnica nawet odnosiła wrażenie, że bez pomocy jej i Czarnucha przewodnik poradziłby sobie o wiele lepiej. Nie dałby się w żaden sposób zaskoczyć, ani nie musiałby się martwić o bezpieczeństwo towarzyszy. Dziewczyna kurczowo trzymała się za sztylet, niepewna tego czy w ogóle będzie chciała z niego korzystać. Nie znosiła uczucia które towarzyszyło wyzwoleniu magii którą skrywała. Obstawiała że w podobny sposób muszą czuć się ofiary jej mocy, tylko nieco mocniej. Atmosfera, która zapanowała sprawiała że świeżo upieczona zwiadowczyni czuła się bardzo niepewnie. Szczerze wolała pomoce przy prostych pracach w obozowisku.

Podobnie zresztą czuł się czarnoskóry, któremu przypadła nieco bardziej bezpieczna rola. Choć czuł się nieco źle zmuszony do pozostawienia przyjaciół na polu bitwy, nie miał najmniejszego zamiaru kwestionować woli starego Johna. Był gotów jednak postrzelać chwilę, nim rzuci się do ucieczki. Nie wybaczyłby sobie gdyby nie spróbował zawalczyć. W końcu być może wcale by nie potrzebował wracać biegiem do reszty? Chłopak był zbyt wierny swym towarzyszom by być w stanie ich tak po prostu opuścić. Nie wierzył w to, że spowoduje to wielką zmianę - Jeśli polegną to reszta najemników odnotuje ten fakt i będzie wiedzieć, by nie zapuszczać się dalej w te tereny.

Rozmyślania trójki urwały się nagle. Akcja zaczęła dziać się tak szybko, że Gianna zadziałała z półtorasekundowym opóźnieniem w stosunku do jej przyjaciół. Nim w ogóle ruszyła się z miejsca, rozległy się strzały i kule poszybowały w stronę ognistych istot, które najprawdopodobniej całkiem niedawno zabiły lub przynajmniej poważnie poraniły człowieka. Stary myśliwy jak najszybciej znalazł dla siebie osłonę, by móc w spokoju kontynuować ogień. Czarnuch wycofał się nieco, nie odmawiając sobie jednak parszywej satysfakcji pomszczenia hipotetycznych poległych. A Nocnica? Nocnicę opanowało przerażenie. Dosłownie rzuciła się do przodu, wypatrując jakichkolwiek pocisków które mogłyby polecieć w jej stronę. Przeciwnicy byli nieco za daleko, by móc pozbawić ich tchu samą siłą głosu. Jakikolwiek widok agresji obcych wobec jej towarzyszy jednak przekułby jej strach w nienawiść. W tym wypadku postarałaby się zmniejszyć dystans do przeciwników i porazić ich swym krzykiem. Najpierw, oczywiście, dbała o to by przypadkiem nie została spopielona.



Spoiler:
 
Powrót do góry Go down

Widzący

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 16, 2018 10:41 am

Grupa Run poruszała się gęsiego i wszyscy, oprócz Nie Teraz mieli nadzieję, że nie natrafią na żadnych przedstawicieli rasy ludzkiej. W końcu spotkania z Emersami nigdy nie kończyły się pokojowo. No, na pewno nie w większości przypadków. W końcu jak miało dojść do jakiegokolwiek porozumienia, skoro języki obydwu ras były tak różne, a mało kto po drugiej stronie znał mowę tej pierwszej. Nie Teraz jednak miał inne plany. Nie zakładał nigdy bezpośredniej konfrontacji, a raczej miał nadzieję na obserwację z odległości. Był ciekaw jak zachowują się na co dzień, jakie mają przyzwyczajenia, rytuały. Chciał się dowiedzieć wszystkiego o tej rasie, a wkrótce miał dowiedzieć się tego, że najpierw strzelają, potem pytają.

Nagle obie grupy stanęły naprzeciwko siebie. Tzion dzięki swej czujności zareagował najszybciej z całej czwórki. Rozpalił zapalniczką materiały łatwopalne i rozrzucił przed grupą, żeby każdy mógł z nich korzystać. Nie Teraz zawahał się wciąż rozkojarzony tym, co zrobiła Sindri, jednak jej krzyk szybko sprowadził go do parteru. Gdy rozległy się strzały dziewczyna krzyknęła niemal tak głośno, jak wcześniej.
Aldo już naciągał łuk z założoną strzałą o płonącym grocie, aby następnie wystrzelić w stroną przeciwników.
Sindri dochodziła do siebie, a Tzion wykorzystując rozsiane przez siebie płomienie puścił sporą ścianę płomieni.
Nie Teraz wyciągnął dwie rozpałki. Użył zapalniczki by je podpalić i cisnął w stronę grupy Emersów. Chciał ich obserwować, ale otworzenie ognia do jego grupy i doprowadzenie Sindri do krzyku to było za wiele.
Użył istniejących płomieni, żeby stworzyć dziesięć metrów od siebie ścianę ognia, po czym rzucił się w przód osłaniając się nią. Gdyby tylko udało mu się zmniejszyć dystans. Był o wiele skuteczniejszy na bliskim dystansie.
W całym zamieszaniu nie zauważył, że w grupie przeciwników znajduje się kobieta. Gdy dojdzie do starcia pomiędzy nimi, prawdopodobnie będzie martwy.

Statystyki:
 
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 38
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 19, 2018 1:36 am

Będzie fajnie, mówili.
12/45?
Misja średnia.

Nastał moment spotkania dwóch (czy raczej trzech) ras. Oddział najemników na ułamek sekundy zamarł, próbując rozpoznać, czy w ich kierunku nadchodzi wróg, czy inna zagubiona w wielkim lesie grupa ludzi. Z jednej strony ciężko spodziewać się spotkania kogoś o przyjacielskich zamiarach, ale z drugiej - obcy wyglądali bardzo podobnie. Może ubiory były trochę bardziej zniszczone, a grupa zamiast broni palnej miała nieco bardziej staroświeckie uzbrojenie... Ale pogłoski o Szamanach dotarły także do uszu eklektycznej rodzinki. Stąd też ich początkowa reakcja nastąpiła dopiero po akcji ze strony Run.
Te bowiem miały znacznie mniejszą zagadkę - jeśli spotykają kogoś na trasie swojego patrolu, kto nie wygląda jak inny Widzący spoza ich gatunku... Cóż, automatycznie klasyfikują te persony jako wrogów. Sytuacja więc rozwinęła się z ich strony niemal natychmiastowo. Sindri nie krzyczała jak opętana, ale Aldo i Tzion ruszyli do ataku. No, może niekoniecznie sprintem na pozycje wroga, ale kiedy sięgnęli po broń (albo, w przypadku Tziona, łatwopalne materiały) ludzie wiedzieli już, co się święci. Podniesienie broni, wycelowanie i puszczenie serii to nie problem - nawet jeśli przeciwnik próbuje kryć się za drzewami a dystans nie jest optymalny do danej broni. Pierwsze pociski przeszły nie czyniąc nikomu krzywdy, a zanim nadleciały kolejne, przyszedł kontr atak Run.
Podpalona strzała ze świstem przemknęła pomiędzy drzewami i wylądowała w udzie Czarnego. Skórzany ubiór nieco stłumił siłę uderzenia, ale grot i tak zagłębił się głęboko w ciele. Tymczasem z podpalonych kulek skorzystał Tzion, posyłając w kierunku ludzi ogniste kule różnej wielkości - od zaciśniętej pięści po kilkumetrowe kolosy. Celność nie była zbyt wielka, ale roślinność miejscu trafienia paliła się bardzo szybko, zmuszając ludzi do zmiany osłon. Sindri zdołała już skupić się na obecnej sytuacji i sięgnęła po kuszę, starając się wesprzeć kompanów ogniem tak, by się jednocześnie nie sfajczyć. Seria z Zefira trafiła ją dwukrotnie w bark, rzucając ją na leśne posłanie.
A co się zaś tyczy głównych bohaterów tej historii... Gianna stanęła w miejscu złapana przerażeniem i obserwowała spektakl dziejący się wokół niej. Szybko jednak strach ustąpił miejscu nienawiści skierowanej w stronę adwersarzy. Jak śmieli krzywdzić jej rodzinę? Ruszyła więc do przodu unikając pocisków, by zbliżyć się na tyle, aby móc skorzystać ze swojego dziwnego daru.
Nie Teraz cisnął w ludzi dwie podpałki, ale niewiele dały w porównaniu do olbrzymich kul ognia jego kompana obok. Dlatego też postanowił przejść do bardziej bezpośredniego ataku i pod osłoną ognistej ściany ruszył przed siebie.
I w ten oto sposób oboje spotkali się mniej więcej w połowie drogi.
Ciekawe tylko, czy las pozostanie głuchy na powstałe w nim zamieszanie. 

1. Dzieli was jakieś osiem metrów, NPC są na swoich pozycjach i dalej atakują (starając się was omijać).


Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 9
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 19, 2018 5:06 pm

Wycelował, wystrzelił i... nie trafił? John był zszokowany i zły. Wiedział dobrze, że powinien był otworzyć ogień jak tylko zobaczył obcych. Emersi przecież nie mogli być tak biednie odziani. Widział już w swoim życiu żołnierzy. Nigdy nie był litościwy i miły dla obcych – a na pewno nie wtedy gdy znajdował się niedaleko granicy ludzko-nieludzkiej. Miał już w swym życiu okazję świadczyć co Widzący potrafią zrobić z ludzkim ciałem. Teraz także nie było mu lekko. Co chwila musiał zmieniać swą pozycję z powodu płomieni, którymi ciskali przeciwnicy. Lekki, ironiczny i okrutny uśmieszek wpełznął na jego twarz, jak przekonał się na własne oczy i uszy o tym, że za drugą serią udało mu się kogoś zranić. Jeśli jakakolwiek rzecz podnosiła jego adrenalinę bardziej niż śmierć przelatująca tuż obok głowy, to były nią okrzyki bólu ranionych przez niego oponentów. Napędzany więc przez epinefrynę płynącą w jego żyłach teraz już w masowych ilościach, zataczał okrąg wokół Run, za wszelką cenę starając się by nie dać się trafić. Pierwszą zasadą wygrania jakiejkolwiek walki było przeżyć. Dopiero gdy miał dogodną okazję, strzelał.

Inaczej zachowywał się Czarnuch, który przez brak wykształcenia bojowego i chęć dopieczenia agresorowi został raniony w nogę. Znaczyło to tyle, że nie był w stanie wycofać się bezpiecznie do swoich. Został więc na polu bitwy, nadwyrężając ranione nogi po to, by nie dać się spopielić. Z zaciętością pokonywał ból i celował dokładnie, chcąc choć trochę dopomóc towarzyszom. Czuł się jakby i tak został już skazany na śmierć. Szczerze żałował tego, że nie wykonał wydanego mu polecenia i nie ratował się, gdy tylko rozpoczęła się walka. Teraz było na to już za późno, więc musiał pozostać i za wszelką cenę odegrać się na obcych, którzy pragnęli ich śmierci.


W momencie, gdy dwójka mężczyzn była zajęta wymianą ognia, Gianna skoczyła szybko za kolejne drzewo i z ulgą zauważyła że nie jest już głównym celem. Było to zrozumiałe - Jako jedyna nie posiadała broni palnej i sprawiała wrażenie najmniejszego zagrożenia. Osobiście nie wierzyła w to, by agresorzy się co do niej mylili. Nieśmiało wyszła zza osłony i ruszyła w stronę Runy, która również dla własnego bezpieczeństwa usunęła się z centrum pola bitwy po którym co rusz przelatywał ołów lub płomienie. Poruszała się powoli, spokojnie, uważnie obserwując obcego. Właściwie przechadzała się w jego stronę z ostrzem noża zbliżonym do jej nadgarstka. Była gotowa zareagować głośnym wrzaskiem bólu na jakikolwiek znak agresji od strony obcego i wtedy, gdy znajdzie się trzy metry od niego. Czuła szczerą i niepohamowaną nienawiść wobec tej istoty i była gotowa ją zabić tylko dlatego, że był zagrożeniem dla jej przyjaciół.

Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Las przy granicy   

Powrót do góry Go down
 
Las przy granicy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe
» Płacząca wierzba przy stawie
» Stolik przy oknie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Area Verde :: Las Duhnia-
Skocz do: