Proelium


Share | 
 

 Las przy granicy

Go down 
AutorWiadomość
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Las przy granicy   Czw Gru 28, 2017 6:47 pm


Mianem tym określa się długi pas drzew ciągnący się setki tysięcy kilometrów, za którym rozpościera się ziemia niczyja, a dalej czekają forty Emersów i ich terytoria. Im dalej zmierza się na wschód, tym bardziej tereny te są coraz rzadziej zalesione. Flora i fauna w tym miejscu nie różni się znacznie od tego, co można spotkać w głębi lasu - co najwyżej wszystko jest nieco młodsze i mniejsze. Właśnie w tym miejscu najłatwiej natknąć się na Runy, rzecz jasna nie licząc Lawowiska. Ich obecność wyjaśnia więc puste, spopielone miejsca. Ziemiści tolerują wybryki swojego mięsa armatniego tak długo, jak pożar daje się stłumić w zarodku. Gdzie indziej miałyby skrywać się patrole, jeśli nie tu? A kto pilnowałby granicy, jeśli nie wybuchowi Widzący? No właśnie.  



Będzie fajnie, mówili.
1/30
Misja średnia.

Wędrówka z Lawowiska przez do tego miejsca była długa i obfitowała w kilka, jeśli nie kilkanaście, ciekawych sytuacji, które po powrocie w rodzinne strony będzie można opowiadać dzieciom, wnukom, czy sąsiadom. Tak najpewniej będzie z trójką Run przydzielonych na patrol, bo czwarty wybuchowy Widzący nazwany przez resztę wdzięcznym mianem "Nie Teraz" opowie ów historie czterem ścianom swojej samotni. O ile zdoła wrócić z wyprawy żywy. No ale pomijając wybryki Serafinów i nagłe załamania pogodowe, przejdźmy do meritum.
Cała czwórka znalazła się wreszcie przy granicy z terytoriami należącymi do ludzi. Rozbili obóz i przespali w nim spokojnie większość nocy. Jak w każdym patrolu, tak i tutaj panowała hierarchia - dowodził Aldo, a "najsłabszym ogniwem" była Sindri - najmłodsza i najmniej doświadczona w obowiązkach Run. Tzion i Michael stali mniej więcej na równi. Według zarządzeń najstarszego z grupy mieli wyruszyć przed świtem w kierunku trawiastych nizin. Nikt zbytnio nie oponował, no chyba, że nagle się komuś odwidziało. Byli należycie przygotowani - posiadali łuk i kuszę (Aldo i Sindri), materiały łatwopalne (Tzion) i niezbędne zapalniczki. Poza tym zioła, eliksiry i bandaże. Mogli więc na spokojnie sprawdzić, na pograniczu nie kręci się żaden niepożądany element ludzki.

NPC:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 02, 2018 6:43 pm

*I na co mi to było* - Pomyślał sobie Michael wlokąc się za swoimi "kompanami". W końcu był powód, dla którego tak sumiennie odwlekał ową wyprawę. Na prawdę sporo czasu minęło odkąd mógł się nazwać członkiem społeczeństwa Run. Po takim czasie nawiązanie zdrowych kontaktów z pobratymcami nie należy do najprostszych czynów.
Jako, że rozmowa się nie kleiła - nawet się nie zaczęła tak na dobrą sprawę - Nie Teraz sprawdzał pieczołowicie otoczenie. Wypatrywał jakichkolwiek nieprawidłowości trzymając się na tyle z tyłu, żeby móc w każdej chwili zareagować.
Noc minęła spokojnie, jednak nie dla każdego. Większość tego czasu, który powinien być przeznaczony na sen, Michael spędził patrząc się w niebo i nasłuchując otoczenia, nie ważne czyja była obecnie warta.
Był tak podekscytowany możliwością spotkania ludzi, że nie mógł zasnąć.
-Ciekawe co przyniesie nowy dzień. - Szepnął do samego siebie po czym zasnął i obudził się rankiem.


Ostatnio zmieniony przez Nie Teraz dnia Sro Sty 17, 2018 5:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sro Sty 03, 2018 8:07 pm

Będzie fajnie, mówili.
3/30
Misja średnia.

Grupa nie należała do najrozmowniejszych pod słońcem, oj nie. Ale czy to wada? Póki co byli jeszcze "u siebie" ale na obcym terytorium gadatliwość nie była czymś mile widzianym. Nikt przecież nie chce zaalarmować wroga o swoim przybyciu, ne? Stąd też Nie Teraz dostosował się do reszty drużyny i w ciszy udał się na spoczynek. Obudził się rankiem, choć nie dlatego, że właśnie zakończył jakiś przyjemny sen i wstaje pełen energii, optymizmu i chęci co działania. Obudził go dziewczęcy wrzask, który po dłuższej chwili potrzebnej na rozbudzenie umysłu Michael zdołał zakwalifikować jako głos Sindri.
Czyżby nieprzyjaciel był bliżej, niż myśleli i podszedł ich, gdy cały patrol słodko spał? Nie no, Aldo miał czuwać, zaraz po nim Tzion... A Nie Teraz? Cóż, pewnie miał odrobić lenistwo przy kolejnym postoju. Teraz jednak ważne było tylko jedno - dlaczego ich najmłodszy członek wrzeszczy jakby był obdzierany ze skóry.
Szybkie zerwanie się na równe nogi, wypatrzenie źródła hałasu i ruszenie do działania? Proszę bardzo. Oto przed oczami Michaela odgrywa się taka oto scena: dziewczę wybiegające spomiędzy drzew na polanę, na której patrol nocował. A kilkanaście metrów za nią lecą bzycząc głośno Czarty. Przerośnięte osy słynące z toksycznego jadu. Czy Sindri chciała załatwić jakieś kobiece sprawy z dala od grupy i natrafiła na latające skurwysyństwo? Najwyraźniej tak. Czy zdążyły ją użądlić, czy może krzyk Runy był przedwczesny, albo mający źródło jedynie w przerażeniu na pojawienie się nieproszonych gości? Aldo nigdzie nie było widać, a Tzion podnosił się ze swojego legowiska kilka metrów za Nie Teraz.

NPC:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sob Sty 06, 2018 1:28 pm

Michael zerwał się z miejsca i bez namysłu zaczął biec w stronę koleżanki z drużyny. W końcu nie mógłby pozwolić, żeby te robale zniszczyły ten cud natury, którym było ciało Sindri. W trakcie biegu nie miał czasu, żeby wyciągnąć zapalniczkę, zapalić podpałkę i rzucić w przód, żeby zmniejszyć do minimum pojawienie się znaków. Czas naglił, a te sukinsyny były za szybkie na tego typu manewry. Poza tym w pośpiechu zapalniczka mogłaby nie odpalić, rozpałka wypaść z rąk i cały plan szlag by trafił.
Na szczęście odległość między rojem, a dziewczyną była na tyle duża, że - jak uważał - mógł spokojnie zagrodzić ich ścianą ognia. Jak pomyślał, tak zrobił. Gdy był dostatecznie blisko skupił się na kształcie kwadratowej ściany o powierzchni dziewięciu metrów kwadratowych. Spróbował ustawić ją tak, aby znalazła się już za dziewczyną, żeby nie podpalić lasu oraz, żeby niektóre czarty z rozpędu się w nią wpakowały.
Cały czas powtarzał sobie w głowie:
* Nie spierdol tego... *


Ostatnio zmieniony przez Nie Teraz dnia Sro Sty 17, 2018 5:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sro Sty 10, 2018 10:23 pm

Przez ostatnie dni karawana była w żałobie. Choć w grupie panowało ogólne przekonanie, że dni starego Roberta są już policzone, to nikt nie spodziewał się że jego odejście będzie tak wczesne i nagłe. Przewodnik był jedną z tych osób, których śmierć zmienia zupełnie wszystko w świecie który za sobą pozostawili. I faktycznie, niewielki światek grupy nomadów był wyraźnie inny niż ten, który zapisał się we wspomnieniach Gianny. Towarzystwo przestało być już tak beztroskie jak wcześniej. W obliczu braku lidera, odpowiedzialność za organizację spadła po równo na najstarszych członków załogi. Co prawda, Rob zostawił po sobie syna, lecz osiemnastoletni chłopak odstawał od swojego ojca kompletnie. Nie roztaczał wokół siebie tej aury przyjaźni i dobroci, która sprawiała że cała drużyna była jedną, wielką rodziną. Był na to zbyt sztywny, zimny i rzeczowy. Jak gdyby za bardzo przykładał się do pracy samca alfa. A kiedyś taki nie był i Gianna dobrze o tym wiedziała. Podejrzewała że Robson, jak wszyscy żartobliwie nazywali młodzieńca, po prostu nie czuje się jeszcze pewnie do zostania wodzem i wciąż jest roztrzęsiony po stracie rodziciela. To było całkowicie zrozumiałe, choć nie mogła wyzbyć się z głowy przeczucia, że osiemnastolatek już na zawsze pozostanie wiecznie oficjalnym smutasem.

Pomimo całej tej przygnębiającej atmosfery, która zaczęła panować wraz z Robsonem, dziewczyna zauważyła dobrą stronę odsuwającą jej tęsknotę za zmarłym na bok. Tego dnia, po raz pierwszy w jej życiu, była wysłana na misję zwiadowczą. Znajdowali się w terenie, który nie należał do najbezpieczniejszych. Przy ludzko-nieludzkiej granicy rozpoznanie terenu było niezwykle ważne. Prawie każdy z grupy potrafił obsłużyć broń palną, jednak brakowało im doświadczenia i wojskowego przeszkolenia, by chcieli ryzykować jakąkolwiek potyczkę z Widzącymi. Wśród nomadów panował uzasadniony strach przed tymi istotami. Ale bezpieczeństwo nie było jedynym powodem dla którego obóz zatrzymał się i wysłał rozpoznanie terenu. Samochody potrzebowały miejsca by jechać, a w lasach takich miejsc brakowało. Były jedynie wycięte drogi, przeznaczone dla opancerzonych pojazdów Emersów. Grupa więc musiała znaleźć owe drogi i jeszcze najlepiej unikać żołnierzy, jako że ci nie byli zbyt gościnni. Z czystej przezorności karawana zawsze unikała spotkań z przedstawicielami Państwa Ludzi.

Tak więc towarzystwo zostało poza granicą lasu i zajęło się obowiązkami. Na zwiad zostały wybrane dwie trzyosobowe grupy. Jedna z nich wyszła bardziej na wschód, druga nieco bardziej na zachód. Głównym kierunkiem była zaś północ – las. Gianna została przydzielona do drużyny zachodniej. Jednym z jej towarzyszy był czterdziestoletni John, przyjaciel przywódcy i jeden z pierwszych podróżników którzy dołączyli się do Roba. Był doświadczonym myśliwym, obeznanym w dziczy. Można było wyraźnie odczuć od niego pewność siebie, która sprawiała że nocnica czuła się bezpiecznie nawet idąc w nieznane i niebezpieczne tereny. Trzecią osobą w składzie skautów był dwudziestokilkuletni ciemnoskóry chłopak, który po prostu był nazywany Czarnym. Gianna nawet nie pamiętała czy ma jakieś imię. Był jedną z pierwszych osób, które poznała zaraz po wybudzeniu i został przyjęty przez Robina niewiele ponad miesiąc przed znalezieniem dziewczyny.

Do granicy lasu zostali podwiezieni, zaś dalej musieli ruszyć pieszo. Nie przeszkadzało to zbytnio martwej. Wędrówka nie była specjalnie ciężka, jako że nikt nie kazał im nosić żadnych ciężkich sprzętów. Miała przy sobie niewielki bezimienny pistolet będący wyrobem jednego z rusznikarzy spotkanych podczas jednej z wielu wypraw, swój nóż który wyzwalał w niej tą osławioną w grupie tajemniczą moc, bukłak z odrobiną wody i krótkofalówkę którą dostała na wypadek gdyby się zgubiła. Pozostali byli uzbrojeni nieco lepiej. Jako że byli obeznani z bronią palną, mieli przy sobie karabiny zwane Zefirami. Do tej pory w oczy zwiadowców nie rzuciło się w oczy nic wartego odnotowania, więc powoli szykowali się do powrotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 12, 2018 9:25 pm

Będzie fajnie, mówili.
6/45?
Misja średnia.

Nie Teraz zachował się jak na bohatera przystało - ruszył na ratunek niewieście w potrzebie. Zamiast jednak kombinować z odpędzeniem gromady czartów za pomocą swojego ekwipunku, chłopak postanowił wykorzystać moce tworzenie i kontrolowania płomieni. Ściana ognia, która wyrosła za plecami dziewczyny była naprawdę efektywnym jak i efektownym tworem. Żywioł na szczęście nie przeskoczył na roślinność rosnącą wokół, a zwęglone i spopielone ciała czartów opadły na ziemię. Nawet jeśli nieliczne uniknęły śmierci, to nagła przeszkoda i utrata towarzyszy zmusiła je do odwrotu. Wiadomo jednak, z jakim kosztem wiąże się ów potęga - ledwo chłopak zaczął działać, a na jego skórze wykwitły kolejne znaki. Ucięcie palca nie podziałało, może więc czas na amputację całej ręki?
Oczywiście, można było ułatwić sobie życie, czy raczej je przedłużyć. Jak? Najzwyczajniej na świecie, skracając je mniej. Ognisko na polanie już wygasło, ale żar dalej utrzymywał się pomiędzy zwęglonymi pozostałościami drewnianych szczap. Człowiek, jak i inne rasy myślące, rzadko kiedy myślą pod wpływem chwili czy silnego impulsu, i tym razem nie było inaczej, bo damę w opresji trzeba było uratować. I misja ta zakończyła się powodzeniem - Sindri nie groziły już latające cholerstwa, a jej wybawca zapewne u niej zapunktował, rehabilitując się także w oczach kompanów - nocne warty zostały wybaczone.
- Dobra robota Michael. Sindri, nic ci nie jest? - zapytał Aldo, a dziewczę jedynie skinęło głową, nadal będąc pod wpływem szoku. - No, skoro tak to idziemy na granicę. - dodał i zarzucił worek na plecy.


-xxx-


Tymczasem, w innej części Lasu Duhnia wędrował oddział trójki ludzi. No, dwójki ludzi i jednego trupa, ale to szczegóły, tym bardziej, że trup wcale na martwego, a raczej martwą, nie wyglądał. Trio było jedynie zwiadem dla większej grupy, jednak nie mowa tu o wojskach Emersów - opancerzonych, przeszkolonych i przygotowanych na najróżniejsze scenariusze. Karawana najemników zapędziła się na terytorium Widzących z nie do końca jasnych powodów - czyżby po śmierci dowódcy ta eklektyczna rodzinka zmierzała ku samozagładzie? W lesie być może są artefakty z przeszłości, albo złoża cennych surowców - ale żeby spróbować je wydobyć z domu Ziemistych bez wsparcia artylerii i sztabu naukowców to trzeba mieć coś z wariata. Choć z drugiej strony mała grupa ma większe szanse na wejście i wyjście z lasu bez zwracania na siebie uwagi jego mieszkańców. Więc może rodzina Gianny wcale nie pakowała się w paszczę lwa wysmarowana sosem głupoty i przystawką ze zwiadu.
Póki co Nocnicę i jej kompanów nie spotkało nic złego - niebo było czyste, choć słońce z trudem przebijało się przez korony drzew. Zimne powietrze kuło już w płuca - jakby nie patrzeć, zima tańczyła po świecie już od jakiegoś czasu. Na szczęście do prawdziwych mrozów brakowało wielu setek kilometrów na południe od dotychczasowej pozycji Gianny. Przechodząc od gdybania i warunków atmosferycznych do naprawdę ważnej kwestii - co działo się ze zwiadem w zielonym królestwie.
Cóż, początkowo nie działo się nic wartego uwagii - żadnych dzikich bestii, czy uchowaj absolucie - kontaktu z gospodarzami. Spokój, ptasie trele a w oddali nawoływania się drapieżników i ich ofiar. I wtedy, spotęgowany echem, do uszu oddziału dotarł krzyk. Brzmiał ludzko, wręcz kobieco i trwał dłuższą chwilę zanim ucichł. Dzięki temu trio mogło bez problemu ustalić mniej więcej jego źródło. Tylko co w związku z tym zrobią?


1. Macie NPC, możecie nimi sterować, ale jakbyście przegięli to przejmuję nad nimi kontrolę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 12, 2018 11:09 pm

Spokój panujący w lesie był dziwnie niepokojący. Powodował, że Gianna reguralnie odwracała z podejrzeniem głowę w tył. Przeczuwała, że co chwila jakiś bliżej niezidentyfikowany predator rzuci się na nich z ukrycia. To przeczucie zdawało się nie udzielać Johnowi, który spokojnie i pewnie kroczył przed siebie, nasłuchując niebezpieczeństwa. Stan ten trwał już dłuższy czas i nic nie wskazywało na to że miałby zaraz się skończyć.

Do czasu aż ów spokój ustał. Wtedy po raz pierwszy od dawna Nocnica usłyszała tak głośny krzyk, który nie wydał się z jej własnego gardła. Brzmiał jakby był dyktowany zaskoczeniem i strachem. Było to równie niepokojące co ciekawe. Władczyni tego krzyku mogła być człowiekiem. Ratowanie ludzkich żyć gromadzie szło, jeśli nie bardzo dobrze, to co najmniej przeciętnie. Warto było poprawić tę statystykę. Grupa, po krótkim sygnale od przewodnika, ruszyła na pomoc poszkodowanej.

Czarny trzymał się tyłów, Gianna szła zaraz przed nim. Było tak dlatego, że w wypadku spotkania większego zagrożenia, ogon może natychmiast rzucić się do ucieczki i poinformować resztę o zaistniałej sytuacji. Ruszali spokojnie, starając się nie wpaść nikomu ani w oko, ani w ucho. Nie mieli pojęcia co spowodowało krzyk, zachowywali więc dużą dozę ostrożności. Nasłuchiwali kolejnych krzyków, skomlenia, czy rozmów.

W przypadku przeważenia wszelkich wyrazów bólu i umierania, przyspieszyliby nieco, skupieni na uratowaniu potrzebującej. Jeśli zaś nic nie wskazywało na to, że tajemnicza dama jest w naprawdę poważnych tarapatach, powoli się zbliżali, pieczołowicie dbając o to, by nie zwrócić na siebie uwagi kogokolwiek, kto mógłby znaleźć się w okolicy. Nie mieli najmniejszego zamiaru wchodzić w jakąkolwiek interakcję z tutejszymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sob Sty 13, 2018 10:36 am

Nie Teraz już dawno pogodził się z tym, że jego klątwa jest niezbywalna, a gdy już to sobie uświadomił, stwierdził że nie będzie sobie jej żałować. Szczególnie, jeśli w grę wchodziło czyjeś życie, a dodatkowym argumentem do przysporzenia sobie znaków była płeć. Jeśli jakaś kobieta miała kłopoty, a on mógł jej pomóc kosztem skrócenia sobie życia, robił to bez namysłu. Tak też było i w tym przypadku. Choć nie miał wcześniej żadnej interakcji z Sindri, ze względu na obrany przez siebie styl życia, to i tak nie miał zamiaru żałować użycia mocy w jej obronie. Akcji ratunkowej nie odebrał nawet jako zadośćuczynienie za warty nocne. Po prostu zrobił to, to mu kazało serce.
Gdy otrzymał pochwałę zupełnie ją zignorował i znowu wycofał się z centrum wydarzeń. Teraz, gdy reszta drużyny była przy dziewczynie wiedział, że nic jej nie będzie i mógł z czystym sumieniem zająć się obserwowaniem otoczenia.

Cały incydent odszedł w zapomnienie. Nawet Sindri otrząsnęła się i wróciła do swojego normalnego zachowania. Drużyna zaczęła zbierać obozowisko w normalnej dla tych konkretnych Run ciszy. Nikt się nie odzywał, nikt nie próbował żartować. Po prostu zrobili swoje. Nie Teraz na koniec zasypał jeszcze ognisko ziemią, żeby czasem żywioł jego rasy nie spustoszył okolicy.
Gdy miał pewność, że wszystko jest w porządku dołączył do czekających nań kompanów.

Ruszyli dalej w stronę ziem niczyich. Michael mając nadzieję na spotkanie Emersow przez krótką chwilę wyobrażał sobie spotkanie z nimi. Z zamyślenia wyrwała go Sindri, która zrównała się z nim i z uśmiechem powiedziała tylko "Dziękuję" i pocałowała go w policzek.
Następnie wróciła na swoje miejsce w szeregu zostawiając zaczerwienionego kompana za sobą. Nie Teraz właśnie dla takich chwil, choć była to jedna z niewielu, chętnie ratował damy z tarapatów. Lekko zdezorientowany powrócił do obserwacji otoczenia, by w ciszy, błogiej ciszy, ruszyć na spotkanie Emersom - przynajmniej taką miał nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Nie Sty 14, 2018 7:53 pm

Będzie fajnie, mówili.
9/45?
Misja średnia.

Oba oddziały ruszyły w swoją stronę, a czas potrzebny do nawiązania kontaktu skracał się z każdym krokiem ludzi i Run. No i Nocnicy, ale to szczegół. Tylko kto kogo zauważy pierwszy i jak zareaguje? Otwarcie (w przypadku Widzących - dosłownie) ognia do nieznajomych panoszących się po Lesie Duhnia i wyglądających inaczej, niż pobratymcy było raczej pewne. Wszak gdyby ktokolwiek z bohaterów tego wydarzenia był bardziej pokojowo nastawiony, już dawno dołączyłby do Szamanów i wraz z nimi wąchałby kwiatki i skakał przez ogniska czy coś.
Patrol Run wędrował gęsiego, czując się dość pewnie na, jakby nie patrzeć, swoim terytorium. Kierował Aldo, za nim podążał Tzion, kilka kroków dalej szła Sindri, a na szarym końcu kroczył Nie Teraz. Wiedzieli o bliskości granicy i rozciągającej się przed nimi ziemi niczyjej, dlatego też zachowywali ostrożność.
Jeszcze poważniej do swojego zadania podeszli ludzie. Nie dość, że poruszali się powoli i uważnie, to technologia ułatwiała im kontakt w kryzysowej sytuacji. Choć czy mogli w ten sposób wezwać resztę rodzinki? Albo przekazać im, by nie pakowali się w te zielone gówno?
Panowała cisza, mech dobrze tłumił kroki, a życie flory i fauny dookoła było jedynie tłem dla nadchodzącej zabawy. Ale nawet pochylona sylwetka nie wystarczy, jeśli kilka par czujnych oczu wypatruje zagrożenia wśród drzew. I właśnie dlatego właśnie oba oddziały zobaczyły się praktycznie w tym samym czasie. Runy versus ludzie. Ogień kontra kule. A może po prostu rozejdziemy się do domów i udamy, że nikt nikogo nie widział?



1. Macie NPC, możecie nimi sterować, ale jakbyście przegięli to przejmuję nad nimi kontrolę.
2. Pod postami proszę, opiszcie swój ekwipunek, a podgląd statystyk też byłby miłym dodatkiem.
3. Odległość między grupami to mniej więcej 40 metrów wypełnionymi krzakami, drzewami i lekkimi dołkami.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pon Sty 15, 2018 12:41 am

Poruszali się spokojnie, uważnie, cicho. Nie odzywali się do siebie ani słowem, dokładnie obserwując otoczenie. Starali się wychwycić cokolwiek co by odbiegało od leśnej normy – W tym jakiekolwiek ślady istot żywych. Na przedzie szedł Johnny, jako najbardziej doświadczona osoba. Gotów był wypuścić serię ołowiu kiedy tylko zobaczy jakikolwiek gwałtowny ruch. On jako jedyny z grupy faktycznie poruszał się bezszelestnie. Nie potrzebował spoglądać pod nogi, by nie natrafić na żadną gałąź czy jakiekolwiek miejsce które mogłoby spowodować hałas. Skradał się już instynktownie. Miał za sobą wiele lat doświadczenia.

Co innego Gianna. Ona nie potrafiła iść cicho. Pomimo tego, że była osóbką bardzo lekką, to jej chód był o wiele cięższy od tego, który prezentował mężczyzna idący przed nią. Nocnica nawet odnosiła wrażenie, że bez pomocy jej i Czarnucha przewodnik poradziłby sobie o wiele lepiej. Nie dałby się w żaden sposób zaskoczyć, ani nie musiałby się martwić o bezpieczeństwo towarzyszy. Dziewczyna kurczowo trzymała się za sztylet, niepewna tego czy w ogóle będzie chciała z niego korzystać. Nie znosiła uczucia które towarzyszyło wyzwoleniu magii którą skrywała. Obstawiała że w podobny sposób muszą czuć się ofiary jej mocy, tylko nieco mocniej. Atmosfera, która zapanowała sprawiała że świeżo upieczona zwiadowczyni czuła się bardzo niepewnie. Szczerze wolała pomoce przy prostych pracach w obozowisku.

Podobnie zresztą czuł się czarnoskóry, któremu przypadła nieco bardziej bezpieczna rola. Choć czuł się nieco źle zmuszony do pozostawienia przyjaciół na polu bitwy, nie miał najmniejszego zamiaru kwestionować woli starego Johna. Był gotów jednak postrzelać chwilę, nim rzuci się do ucieczki. Nie wybaczyłby sobie gdyby nie spróbował zawalczyć. W końcu być może wcale by nie potrzebował wracać biegiem do reszty? Chłopak był zbyt wierny swym towarzyszom by być w stanie ich tak po prostu opuścić. Nie wierzył w to, że spowoduje to wielką zmianę - Jeśli polegną to reszta najemników odnotuje ten fakt i będzie wiedzieć, by nie zapuszczać się dalej w te tereny.

Rozmyślania trójki urwały się nagle. Akcja zaczęła dziać się tak szybko, że Gianna zadziałała z półtorasekundowym opóźnieniem w stosunku do jej przyjaciół. Nim w ogóle ruszyła się z miejsca, rozległy się strzały i kule poszybowały w stronę ognistych istot, które najprawdopodobniej całkiem niedawno zabiły lub przynajmniej poważnie poraniły człowieka. Stary myśliwy jak najszybciej znalazł dla siebie osłonę, by móc w spokoju kontynuować ogień. Czarnuch wycofał się nieco, nie odmawiając sobie jednak parszywej satysfakcji pomszczenia hipotetycznych poległych. A Nocnica? Nocnicę opanowało przerażenie. Dosłownie rzuciła się do przodu, wypatrując jakichkolwiek pocisków które mogłyby polecieć w jej stronę. Przeciwnicy byli nieco za daleko, by móc pozbawić ich tchu samą siłą głosu. Jakikolwiek widok agresji obcych wobec jej towarzyszy jednak przekułby jej strach w nienawiść. W tym wypadku postarałaby się zmniejszyć dystans do przeciwników i porazić ich swym krzykiem. Najpierw, oczywiście, dbała o to by przypadkiem nie została spopielona.



Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 16, 2018 10:41 am

Grupa Run poruszała się gęsiego i wszyscy, oprócz Nie Teraz mieli nadzieję, że nie natrafią na żadnych przedstawicieli rasy ludzkiej. W końcu spotkania z Emersami nigdy nie kończyły się pokojowo. No, na pewno nie w większości przypadków. W końcu jak miało dojść do jakiegokolwiek porozumienia, skoro języki obydwu ras były tak różne, a mało kto po drugiej stronie znał mowę tej pierwszej. Nie Teraz jednak miał inne plany. Nie zakładał nigdy bezpośredniej konfrontacji, a raczej miał nadzieję na obserwację z odległości. Był ciekaw jak zachowują się na co dzień, jakie mają przyzwyczajenia, rytuały. Chciał się dowiedzieć wszystkiego o tej rasie, a wkrótce miał dowiedzieć się tego, że najpierw strzelają, potem pytają.

Nagle obie grupy stanęły naprzeciwko siebie. Tzion dzięki swej czujności zareagował najszybciej z całej czwórki. Rozpalił zapalniczką materiały łatwopalne i rozrzucił przed grupą, żeby każdy mógł z nich korzystać. Nie Teraz zawahał się wciąż rozkojarzony tym, co zrobiła Sindri, jednak jej krzyk szybko sprowadził go do parteru. Gdy rozległy się strzały dziewczyna krzyknęła niemal tak głośno, jak wcześniej.
Aldo już naciągał łuk z założoną strzałą o płonącym grocie, aby następnie wystrzelić w stroną przeciwników.
Sindri dochodziła do siebie, a Tzion wykorzystując rozsiane przez siebie płomienie puścił sporą ścianę płomieni.
Nie Teraz wyciągnął dwie rozpałki. Użył zapalniczki by je podpalić i cisnął w stronę grupy Emersów. Chciał ich obserwować, ale otworzenie ognia do jego grupy i doprowadzenie Sindri do krzyku to było za wiele.
Użył istniejących płomieni, żeby stworzyć dziesięć metrów od siebie ścianę ognia, po czym rzucił się w przód osłaniając się nią. Gdyby tylko udało mu się zmniejszyć dystans. Był o wiele skuteczniejszy na bliskim dystansie.
W całym zamieszaniu nie zauważył, że w grupie przeciwników znajduje się kobieta. Gdy dojdzie do starcia pomiędzy nimi, prawdopodobnie będzie martwy.

Statystyki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 19, 2018 1:36 am

Będzie fajnie, mówili.
12/45?
Misja średnia.

Nastał moment spotkania dwóch (czy raczej trzech) ras. Oddział najemników na ułamek sekundy zamarł, próbując rozpoznać, czy w ich kierunku nadchodzi wróg, czy inna zagubiona w wielkim lesie grupa ludzi. Z jednej strony ciężko spodziewać się spotkania kogoś o przyjacielskich zamiarach, ale z drugiej - obcy wyglądali bardzo podobnie. Może ubiory były trochę bardziej zniszczone, a grupa zamiast broni palnej miała nieco bardziej staroświeckie uzbrojenie... Ale pogłoski o Szamanach dotarły także do uszu eklektycznej rodzinki. Stąd też ich początkowa reakcja nastąpiła dopiero po akcji ze strony Run.
Te bowiem miały znacznie mniejszą zagadkę - jeśli spotykają kogoś na trasie swojego patrolu, kto nie wygląda jak inny Widzący spoza ich gatunku... Cóż, automatycznie klasyfikują te persony jako wrogów. Sytuacja więc rozwinęła się z ich strony niemal natychmiastowo. Sindri nie krzyczała jak opętana, ale Aldo i Tzion ruszyli do ataku. No, może niekoniecznie sprintem na pozycje wroga, ale kiedy sięgnęli po broń (albo, w przypadku Tziona, łatwopalne materiały) ludzie wiedzieli już, co się święci. Podniesienie broni, wycelowanie i puszczenie serii to nie problem - nawet jeśli przeciwnik próbuje kryć się za drzewami a dystans nie jest optymalny do danej broni. Pierwsze pociski przeszły nie czyniąc nikomu krzywdy, a zanim nadleciały kolejne, przyszedł kontr atak Run.
Podpalona strzała ze świstem przemknęła pomiędzy drzewami i wylądowała w udzie Czarnego. Skórzany ubiór nieco stłumił siłę uderzenia, ale grot i tak zagłębił się głęboko w ciele. Tymczasem z podpalonych kulek skorzystał Tzion, posyłając w kierunku ludzi ogniste kule różnej wielkości - od zaciśniętej pięści po kilkumetrowe kolosy. Celność nie była zbyt wielka, ale roślinność miejscu trafienia paliła się bardzo szybko, zmuszając ludzi do zmiany osłon. Sindri zdołała już skupić się na obecnej sytuacji i sięgnęła po kuszę, starając się wesprzeć kompanów ogniem tak, by się jednocześnie nie sfajczyć. Seria z Zefira trafiła ją dwukrotnie w bark, rzucając ją na leśne posłanie.
A co się zaś tyczy głównych bohaterów tej historii... Gianna stanęła w miejscu złapana przerażeniem i obserwowała spektakl dziejący się wokół niej. Szybko jednak strach ustąpił miejscu nienawiści skierowanej w stronę adwersarzy. Jak śmieli krzywdzić jej rodzinę? Ruszyła więc do przodu unikając pocisków, by zbliżyć się na tyle, aby móc skorzystać ze swojego dziwnego daru.
Nie Teraz cisnął w ludzi dwie podpałki, ale niewiele dały w porównaniu do olbrzymich kul ognia jego kompana obok. Dlatego też postanowił przejść do bardziej bezpośredniego ataku i pod osłoną ognistej ściany ruszył przed siebie.
I w ten oto sposób oboje spotkali się mniej więcej w połowie drogi.
Ciekawe tylko, czy las pozostanie głuchy na powstałe w nim zamieszanie. 

1. Dzieli was jakieś osiem metrów, NPC są na swoich pozycjach i dalej atakują (starając się was omijać).


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pią Sty 19, 2018 5:06 pm

Wycelował, wystrzelił i... nie trafił? John był zszokowany i zły. Wiedział dobrze, że powinien był otworzyć ogień jak tylko zobaczył obcych. Emersi przecież nie mogli być tak biednie odziani. Widział już w swoim życiu żołnierzy. Nigdy nie był litościwy i miły dla obcych – a na pewno nie wtedy gdy znajdował się niedaleko granicy ludzko-nieludzkiej. Miał już w swym życiu okazję świadczyć co Widzący potrafią zrobić z ludzkim ciałem. Teraz także nie było mu lekko. Co chwila musiał zmieniać swą pozycję z powodu płomieni, którymi ciskali przeciwnicy. Lekki, ironiczny i okrutny uśmieszek wpełznął na jego twarz, jak przekonał się na własne oczy i uszy o tym, że za drugą serią udało mu się kogoś zranić. Jeśli jakakolwiek rzecz podnosiła jego adrenalinę bardziej niż śmierć przelatująca tuż obok głowy, to były nią okrzyki bólu ranionych przez niego oponentów. Napędzany więc przez epinefrynę płynącą w jego żyłach teraz już w masowych ilościach, zataczał okrąg wokół Run, za wszelką cenę starając się by nie dać się trafić. Pierwszą zasadą wygrania jakiejkolwiek walki było przeżyć. Dopiero gdy miał dogodną okazję, strzelał.

Inaczej zachowywał się Czarnuch, który przez brak wykształcenia bojowego i chęć dopieczenia agresorowi został raniony w nogę. Znaczyło to tyle, że nie był w stanie wycofać się bezpiecznie do swoich. Został więc na polu bitwy, nadwyrężając ranione nogi po to, by nie dać się spopielić. Z zaciętością pokonywał ból i celował dokładnie, chcąc choć trochę dopomóc towarzyszom. Czuł się jakby i tak został już skazany na śmierć. Szczerze żałował tego, że nie wykonał wydanego mu polecenia i nie ratował się, gdy tylko rozpoczęła się walka. Teraz było na to już za późno, więc musiał pozostać i za wszelką cenę odegrać się na obcych, którzy pragnęli ich śmierci.


W momencie, gdy dwójka mężczyzn była zajęta wymianą ognia, Gianna skoczyła szybko za kolejne drzewo i z ulgą zauważyła że nie jest już głównym celem. Było to zrozumiałe - Jako jedyna nie posiadała broni palnej i sprawiała wrażenie najmniejszego zagrożenia. Osobiście nie wierzyła w to, by agresorzy się co do niej mylili. Nieśmiało wyszła zza osłony i ruszyła w stronę Runy, która również dla własnego bezpieczeństwa usunęła się z centrum pola bitwy po którym co rusz przelatywał ołów lub płomienie. Poruszała się powoli, spokojnie, uważnie obserwując obcego. Właściwie przechadzała się w jego stronę z ostrzem noża zbliżonym do jej nadgarstka. Była gotowa zareagować głośnym wrzaskiem bólu na jakikolwiek znak agresji od strony obcego i wtedy, gdy znajdzie się trzy metry od niego. Czuła szczerą i niepohamowaną nienawiść wobec tej istoty i była gotowa ją zabić tylko dlatego, że był zagrożeniem dla jej przyjaciół.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 23, 2018 1:15 pm

Las zaczął płonąć i każdy dobrze wiedział, że nie będzie to najlepszy krok w kierunku polepszenia stosunków z Ziemistymi. Jednak życie było ważniejsze, przynajmniej dla Run, niż stosunki z pozostałymi Widzącymi, szczególnie, jeśli to ta druga strona zaczęła - a przynajmniej taka będzie wersja oficjalna. Nawet jeśli dało się cały ten konflikt zakończyć bez rozlewu krwi, było już na to za późno, a pod ostrzałem ciężko myśli się o pokojowych rozwiązaniach.

Dookoła latały kule, strzały i płomienie przynosząc ze sobą śmierć, póki co jedynie w założeniu, jednak mało brakuje, żeby zbłąkane kule sięgnęły ciała przeciwników. Tak też stało się w przypadku Sindri, która wcześniej została uratowana przez Michaela, a teraz jej ciało zostało odrzucone przez impet pocisków. Jedynym, który to zauważył był Aldo, jednak nie było czasu na pomoc towarzyszce.
-Sindri dostała! - Krzyknął do pozostałych, żeby wiedzieli o tym fakcie. Dobrze było wiedzieć, że osłania Cię niepełna drużyna.
-Wycofaj się! - Tym razem dowódca wykrzyczał rozkaz do dziewczyny. Nie mógł mimo wszystko pozwolić, żeby ktokolwiek zginął. Wciąż ciskał płonące strzały w przeciwników, celując w rannego. Był łatwiejszym celem, a żeby całkowicie wyeliminować jego broń z walki, trzeba będzie go zabić.

Tzion przyjął do wiadomości informację o zranieniu Sindri, jednak nie dał tego po sobie poznać. Korzystając z tego, że płomienie były wszechobecne, postanowił ciskać kulami z płomieni, które znajdują się najbliżej przeciwników. Jego celem był nietrafiony jeszcze mężczyzna. Puścił dwie kule ognia z dwóch stron mężczyzny. Każda miała średnicę jednego metra i podczas ich lotu mężczyzna spróbował zbliżyć się na tyle, by w razie uniku swojego celu puścić jeszcze jedną kulę, tym razem większą o średnicy dwóch metrów, w miejsce, w które uskoczy/przeturla się Emers.

Sindri posłusznie wycofała się w bezpieczne miejsce, jednak nie chciała być bezużyteczna.
Z kuszy już nie strzeli, jednak rzucała niewielkie, półmetrowe kule w stronę przeciwniczki Nie Teraz.

On zaś wyłączył ścianę, żeby mieć lepszą wizję. Wtedy też dostrzegł, że jego przeciwnikiem jest kobieta.
-Kurwa - przeklął pod nosem. Miał wielką ochotę, żeby powyrzynać ich wszystkich za to, co zrobili Sindri, jednak nie miał serca podnosić ręki na kobietę. Dlatego też wykorzystał swoje umiejętności i spróbował ominąć ludzką kobietę - przynajmniej tak myślał - i pobiegł w stronę pozostałej dwójki. Gdy był jakieś dziesięć metrów od mężczyzn, spróbował puścić na każdego z nich metrową kulę ognia, wykorzystując istniejące już płomienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Sob Sty 27, 2018 9:24 pm

Będzie fajnie, mówili.
15/45?
Misja średnia / Walka

Potyczka rozwijała się coraz bardziej, krew lała się po obu stronach, a strzały, pociski i ogniste kule niosły śmierć i zniszczenie. Jednak przechodząc do szczegółów, szybko okazuje się, że początkowa przewaga liczebna Run i element zaskoczenia po ich stronie nie wystarczyły do natychmiastowego zwycięstwa nad ludzkimi intruzami. Nie Teraz ma jeszcze okazję pobadać ich kulturę w aspekcie prowadzenia manewrów wojennych. Choć przypadkowe spotkanie dwóch niewielkich grup ciężko nazwać wojną... A może to właśnie ów zderzenie stanie się podstawą do pełnoprawnego konfliktu między Emersami a Widzącymi? Choć poprzednie incydenty na granicy do tego nie doprowadziły, to może w końcu miarka się przebierze i wróci w pancerzu wspomaganym żądając okupu krwi i wnętrzności?

Zaczynając od przygód czarnoskórego mężczyzny, który zamiast działać zgodnie z planem i uciec od swoich sojuszników by sprowadzić pomoc reszty najemników, teraz kuśtykając kontynuował ostrzał. Szło mu całkiem nieźle, bo jego serie zmusiły Tziona do znacznej ostrożności - Runa nie mogła się nawet wychylić zza osłony nie ryzykując wzięcia kulki. Szybko jednak przyszło wybawienie, albowiem Aldo wypuszczał kolejne strzały. Pierwsza chybiła o kilkanaście centymetrów, ale dwie kolejne wystrzelone tuż po sobie dosięgły celu. Jedna uwięzła w barku Murzyna, kiedy ten wypuszczał serie w stronę Tziona. Druga z nich wbiła się w klatkę piersiową, odkrytą zaledwie na chwilę na wskutek pierwszego pocisku. Przebite płuco, krwotok wewnętrzny - gdyby w okolicy był skuteczny medyk ze sprzętem to być może zdołałby uratować życie nieszczęsnego najemnika. W przeciwnym wypadku w ciągu kilku minut czeka go śmierć z powodu krwotoków - gdzie rana w udzie okaże się znacznie poważniejsza, niż początkowo myślał ranny.

Tymczasem los obszedł się łaskawiej względem John'a, który przemykając od osłony do osłony ostrzeliwał przeciwników, jednocześnie starając się okrążyć Runy i wraz z Czarnym wystrzelać je jak kaczki. Cóż, jego część planu wyszła całkiem nieźle - znalazł się bowiem po prawicy Run, niwelując ich osłony. Szkoda tylko, że czynnik ludzki zawiódł - strzały sterczące z Murzyna skutecznie wyautowały go z rozgrywki. Dopiero wtedy przygwożdżony Tzion mógł względnie bezpiecznie wychylić się ze swej kryjówki i zaatakować John'a. Jego plan zaatakowania ogniem z dwóch stron nie powiódł się - mężczyzna uskoczył przed pociskami, a większa kula ognia wymierzona w docelowe miejsce jego lądowania jedynie go musnęła. Jednak wystarczyło to, by żar płomieni zapewnił skórze Johna (odsłoniętym miejscom) oparzenia drugiego stopnia. Dowódca zwiadu przeżył jednak i miał dobre pole do ostrzału zarówno Tziona, jak i Aldo.

Sindri, choć ranna, próbowała zaatakować Giannę, ale niewiele zdołała zrobić, bo przeciwniczka była dość daleko od niej i nie miała problemu z unikaniem ataków.

Przechodząc do głównych bohaterów... Cóż, ciekawie się działo. Nie Teraz chciał dezaktywować swoją ścianę płomieni i przyjrzeć się, z kim takim przyszło mu walczyć. A że padło na kobietę, Michael nie miał zamiaru jej krzywdzić, więc chciał ją wyminąć i udać się w kierunku... Dobra, nieważne. I tak z jego planu nic nie wyszło, bo nieumarła niewiasta skutecznie mu go przerwała. Gianna bowiem, widząc ognistą ścianę zmierzającą w jej stronę, cięła się nożem po nadgarstku. A wiadomo, jak reaguje Cień w kontakcie z Księżycowym Obsydianem. Magia Krwi dziewczyny zadziała z pełną siłą, a krzyk z jej ust siał spustoszenie. Głośność daleko poza typowe dla ludzi spektrum. Najbardziej oberwał Nie Teraz, który stał najbliżej. Za nim zaś, w znacznie mniejszym stopniu, Sindri oraz Aldo. Sama Nocnica oberwała odrobinę, jak zwykle po użyciu swojej niezwykłej mocy. Tylko czy taki krzyk nie rozejdzie się echem po całym lesie?


1. Moc Tziona - koniec działania - za 3 posty zacznie działać znowu.
2. Moc Aldo - może zacząć używać swobodnie. Zatkał uszy przez krzyk Gianny.
3. Moc Nie Teraz - regeneracja mocy - za 2 posty (w połowie 3) możesz znowu.
4. Moc Sindri - jeszcze tura działania. Zatkała uszy przez krzyk Gianny.

5. John - poparzony, ale może działać.
6. Czarny - praktycznie wyłączony z walki.
7. Gianna - na najbliższe kilkanaście sekund dezorientacja.

8. Nie Teraz - "stun" (otumanienie/oszołomienie na 30 sekund, słuch wróci za +/- 10 minut)

9. Pomiędzy Gianną a Nie Teraz jest jakieś 8 metrów.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Sty 30, 2018 11:30 am

Szczęście nie sprzyjało czarnoskóremu. Kontuzja nogi nie tylko uniemożliwiła mu ucieczkę z pola bitwy i wykonanie polecenia starego trapera, ale i pośrednio przyczyniła się do przedwczesnego odstąpienia od walki. Jako że nie był w stanie unikać ognistych kul i drewnianych strzał, wykuśtykał zza osłony i przycisnął spust, pozbywając się reszty magazynka. Niedługo musiał czekać aż kolejny pocisk wbił się w jego płuco, pozbawiając go tchu. Upadł na ziemię i zaczął rozpaczliwie próbować łapać powietrze, krztusząc się przy tym i plując krwią. Jego trud był skończony.

Na całe szczęście John był nieco bardziej obeznany w boju. Pozbawienie okazji by opieprzyć nieodpowiedzialnego Czarnucha nie pozbawiło go ani odwagi ani jasności umysłu. Nieprzerwanie wykonywał swój manewr, odgradzając nie tylko drogi ucieczki dla przegranych, ale i drogę przybycia ewentualnych posiłków. Starał się przy tym nie marnować niepotrzebnie naboi i strzelać tylko wtedy, gdy będzie w dogodnej pozycji. Ograniczony zasób nabojów nie zachęcał do pudłowania.
Dobrą stroną sytuacji, prócz szykującego się pożaru, był fakt że i oponenci musieli poruszać się szybko, by nie wystawić się na ostrzał. O ile myśliwy mógł pozostać przez kilka chwil bez konkretnej osłony, o tyle Runy musiały o wiele bardziej uważać. Uniknięcie wystrzału z broni palnej było po prostu niemożliwe.

Nieumarła zaś dochodziła do siebie. Jak się okazało, kilkunastosekundowe wyłączenie się z bojowego rytmu nie odbiło się na jej zdrowiu w żaden sposób. Najwyraźniej przeciwnicy bardziej skupiali się na jej towarzyszach jako że byli uzbrojeni w broń palną. Strach dzikusów przed technologią był uzasadniony, dlatego ona miała teraz dość otwarte pole do działania. Zaczęła więc od najłatwiejszego i najbliższego celu. Rzuciła się na otumanionego i wbiła mu ostrze w ciało. Z jednej strony pragnęła śmierci atakujących, z drugiej zaś pragnęła by śmierć nie przyszła z jej ręki. Wzięła głęboki oddech i wyciągnęła nóż, by zaatakować ponownie. Wahała się przy tym. Ostatecznie jednak nie mogła pozwolić, by obcy stanowił zagrożenie dla jej przybranej rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Czw Lut 15, 2018 5:14 pm

Nie teraz został ogłuszony zupełnie znienacka. Minęła długa chwila, zanim znów mógł wykonać jakikolwiek ruch, jednak słuchu dalej nie odzyskał. Źródłem tej mocy była kobieta, którą chciał za wszelką cenę ominąć. W końcu to nie w jego stylu, żeby wdać się w walkę z płcią piękną. Jakkolwiek niebezpieczna by nie była. Miał nadzieję

Widząc to, Sindri, która po wszystkim odetkała swoje uszy, próbowała pomóc swojemu wybawcy sprzed kilkunastu minut. Słała ogniste pociski tak, żeby odwrócić uwagę przeciwniczki od Michaela i skierować ją na siebie, korzystając przy tym z już istniejącego ognia. Co nie było do końca przemyślane, bo w obecnym stanie nie miała szans na jakikolwiek rodzaj walki.

Aldo widząc, że staje się coraz bardziej osłonięty poszukał jakiegoś schronienia, a zarazem dobrego miejsca na wyprowadzenie ataku. Jego pomysłem było wysyłanie w stronę flankującego mężczyzny płonących strzał, które nawet jeśli nie trafią, to będąc wystarczająco blisko pozwolą na użycie mocy. Jego celem była twarz przeciwnika, najlepiej oczy, co ze względu na jego osłonę będzie ciężkie do wykonania.

Tzion miał chwilę na rozeznanie się w sytuacji i uznał, całkiem słusznie, że najlepszym sposobem będzie podmianka z Nie Teraz, który bardzo chciał wykręcić się z walki z kobietą. Ruszył więc na przeciwniczkę i spróbował wdać się z nią w walkę wręcz. Oby na tyle długą, by nie zginął zanim powróci jego zdolność do używania mocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Pon Lut 19, 2018 10:26 am

Będzie fajnie, mówili.
18/45?
Misja średnia / Walka

Sytuacja z każdą chwilą niosła coraz więcej poświęcenia i ofiar po obu stronach. Czarny kolega Gianny kończył już swój żywot, a nie był on jedynym, który tego dnia miał odejść ze smutnego łez padołu. A co działo się z pozostałymi uczestnikami starcia?
Zaczynając od Johna - doświadczony mężczyzna nie dał się tak łatwo zabić i w końcu udało mu się narzucić własne warunki walki Runom. Choć Aldo postanowił zająć się najemnikiem za pomocą ognistych strzał, to jedynym, co udało mu się osiągnąć były poparzenia dłoni Johna, którymi ten zasłonił twarz przed płomieniami. Pomimo bólu zdołał umknąć przed resztą ognia i wystrzelić kilka celnych pocisków w kierunku Tziona, który biegł na pomoc Nie Teraz, nie bacząc na to, że był chwilowo odsłonięty. Za błąd ten zapłacił najwyższą cenę - ołów przeszył jego klatkę piersiową i umierająca Runa zwaliła się ciężko na ziemię.
Tymczasem Nie Teraz miał podobne problemy z płcią piękną. Jasne, niejeden mężczyzna przez kobietę płakał, niejeden stracił głowę albo serce... Nie Teraz tracił jedynie krew i oddech. Ale tak to już jest, jak ktoś próbuje walczyć z wewnętrznymi oporami by bronić przyjaciół, jednocześnie chcąc zneutralizować zagrożenie. Ciosy Gianny nie były może najsilniejsze ani nie miały trafić najważniejszych organów... Ale czego wymagać od osoby, która nie ma pojęcia o anatomii człowieka, a o budowie wewnętrznej Run nie wspominając. Metal przecinał tkanki, uszkadzając mięśnie, lewe płuco, wątrobę i fragment jelita. Skutkiem tego była fala bólu przelewająca się przez ciało mężczyzny, rosnące problemy ze złapaniem oddechu i krwawienie. Sindri próbowała odwrócić uwagę Gianny od swojego wybawcy, ale dystans i rozpraszające ją rany, utrudniły skuteczne działania. 

1. Tzion - martwy.
2. Moc Aldo - jeszcze tura używania.
3. Nie Teraz - wykrwawiasz się, siły na wykonanie jeszcze jednej akcji ci nie brakuje póki co, ale z każdą chwila coraz ciężej łapać oddech.
4. Moc Sindri - za 2 tury + musi zająć się swoimi ranami.

5. John - tym razem dotkliwe poparzenia rąk (lepsze ich, niż twarzy). Ostatni magazynek w użyciu.
6. Czarny - RiP.
7. Gianna - masz krew na rękach. Masz ty rozum i godność człowieka?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gianna

avatar

Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Lut 20, 2018 11:57 am

Sytuacja nie była kolorowa. Obydwie strony przegrywały i jedyną pozytywną stroną sytuacji było to, że przeciwnicy przegrywali bardziej. Dwóch oponentów było już niezdolnych do walki, a kolejny był osłabiony przez rany. John zużył połowę swej amunicji i do tej pory był jedynie drasnięty ognistymi pociskami Run. Musiał poświęcić chwilę na wymianę magazynka. Zrobił to w biegu, zajmując dogodniejszą pozycję do kontynuowania ognia. Choć nie podobało mu się to, musiał kontynuować swój manwer okrążania przeciwników - nie mógł ryzykować tego że wpadnie w płonące zarośla podczas próby uniku. Bądź co bądź, płomienne stwory nie wykazały się rozsądkiem i celnością. Kwestią nie tak znowu wielkiego czasu było przeistoczenie nielicznych płomieni w pożar który zacznie pożerać cały las.
Jego celem był teraz ostatni nienaruszony przeciwnik. Ranna kobieta nie była wielkim zagrożeniem, nie było więc powodu by posyłać ją teraz do piachu. Nie znaczyło to, że weteran całkowicie ignorował jej obecność. Był gotów reagować gdy tylko nieznajoma powstanie, czy wykona jakikolwiek gwałtowny ruch świadczący o jej nieprzyjaznych zamiarach. Wciąż pewnie trzymał karabin, ignorując ból oparzonej skóry. Nie mógł pozowlić sobie na zwolnienie tempa z powodu błahostek, bowiem umieranie wśród płonących drzew na pewno było o wiele bardziej bolesne.

W tym czasie Gianna dochodziła do siebie po kolejnym szoku. Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się wyrządzić jakiejkolwiek krzywdy innej żywej istocie. Choć spodziewała się, że rany po nożu będą wylewały z siebie o wiele więcej krwi, widok który sama sobie zafundowała ją nieco przerażał. Mężczyzna leżący przed nią umierał. Odstąpiła o krok. Nie chciała go dobijać. Nie był już groźny, a i tak nie zanosiło się na to, że na długo pozostanie wśród żywych. Odwróciła głowę w stronę centrum pola bitwy, gdzie znajdowali się pozostali. Ruszyła w stronę ostatniego z zagrożeń, gotowa przewalić go na ziemię i wbić ostrze noża w jego plecy. Była przekonana, że stary myśliwy zauważy ją gdy będzie atakowała od flanki i jej nie postrzeli. Po eliminacji ostatniego celu będzie mogła w spokoju wrócić do domu i odetchnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nie Teraz
Widzący
avatar

Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Lut 20, 2018 8:26 pm

Nie Teraz otrzymując kolejne sztychy nie mógł nic zrobić. Nie skłamałbym mówiąc, że nie chciał nic zrobić, ponieważ jedyną jego opcją w tej sytuacji mogłaby być tylko ucieczka. Jednak ten cholerny krzyk skutecznie uniemożliwił mu tą opcję i zanim odzyskał jakiekolwiek panowanie nad swoim ciałem już leciała mu krew z kilku miejsc.
Kiedy nie masz innej opcji, twoja wola czasami ustępuje, a na jej miejsce pojawia coś innego. Coś bardziej zwierzęcego i chaotycznego. Coś, czego nie chce się pokazywać z własnej woli pomimo tego, że wiemy o tym. Wiemy o tym, że w każdej chwili możemy wpaść w szał, w którym nie będziemy w stanie rozpoznać kto jest naszym wrogiem, a kto przyjacielem. Nie będziemy w stanie podążać za swoimi ideałami, jak bardzo mocno zakorzenione by w nas nie były.
Mimo wołania w głębi siebie, usilnej próby przywrócenia własnej woli, Nie Teraz wpadł w szał.
Tak dzieje się, gdy jest się na łożu śmierci, twoi przyjaciele giną, a ty nie możesz im pomóc przez swoje idee.
Kiedy nadszedł kolejny sztych, którego nie było szans ominąć, ciało poruszyło się samoczynnie i jedna z rąk Runy złapała rękę z nożem przeciwniczki trzymając mocno. Nie Teraz patrzył na to z zakamarków własnej świadomości i był przerażony.
Nie zważał na rany. On sam wiedział, że to jego koniec. Że dalsza walka to samobójstwo. To jednak nie pomogło.
Płomienie zaczęły szaleć dookoła niego, a jedynym ich celem było niesienie śmierci.


Aldo widząc, że jego towarzysz wpadł w szał ruszył na pomoc Sindri i miał nadzieję wycofać się bezpiecznie, aby opatrzeć koleżankę i wykorzystać furię Michaela do odwrotu.
Przeładowanie magazynka przez Emersa było idealnym momentem, a na dodatek piekło, które rozpętywał właśnie Nie Teraz było świetnym odwracaczem uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kami
Dziecko Cienia
avatar

Liczba postów : 63

PisanieTemat: Re: Las przy granicy   Wto Lut 27, 2018 12:22 pm

Będzie fajnie, mówili.
21/45?
Misja średnia / Walka

Inferno rozkręcało się coraz bardziej. Może i te terytoria były we władzy wytrzymałych drzew, a klimat skutecznie zabijał pomniejsze płomienie, tak rozmiaru szkód wyrządzonych przez walkę zbierał swoje żniwo. Ogniska rozrastały się, pochłaniając kolejne krzaki i liżąc drzewa. Dym przebijał się czarnym pasmem ponad leśnym poszyciem. Już pierwsze odgłosy wystrzałów zaalarmowały istoty żyjące w tych okolicach. A te nie miały w zwyczaju miło przyjmować nieproszonych gości, skoro nawet obecność Run była ledwo tolerowana. Ale do tych bezlitosnych leniwców jeszcze wrócimy.
Co się zaś tyczy samych gladiatorów, to walka przechodziła właśnie w finalne stadium. Choć równie dobrze można było uznać ją za zakończoną, a teraz pozostał już tylko pokaz fajerwerków. Ale za to jakich! Może nieco monochromatycznych, jednak na pewno wzbudzą ciepłe uczucia. Ewentualnie poparzenia.
Zaczynając od pionków na zielono-pomarańczowej szachownicy. John próbował załatwić do końca swoich przeciwników, omijał płomienie i ignorował ból poparzonych członków na ile tylko było to możliwe. Przeładował swoją broń i skrócił dystans do umykających ciągle oponentów.
Aldo próbował dostać się do Sindri, a ta starała się przeżyć. Dowódca Run dobrze wiedział,
że nie zdoła już pomóc swoim kompanom, postanowił więc wyciągnąć z piekła przynajmniej towarzyszkę. A biorąc pod uwagę, co działo się dwadzieścia metrów od nich z Nie Teraz i jego zabójczynią... Cóż, musieli działać szybko, licząc na to, że dziewczę zdoła uciec pomimo ran.
Tymczasem pojedyncze strzały Johna pudłowały przez unoszący się wszędzie dym, ból i ciągłe uniki przeciwnika. Skoro nie mógł skrzywdzić Aldo, postanowił wziąć na celownik mało ruchomą dziewczynę, zajętą opatrywaniem swoich ran. Z nią poszło łatwiej - kule przebiły jej ciało i Sindri opadła lekko na leśne runo niczym przedwcześnie zerwana jagoda. Aldo, gdy już pojął, że jako ostatni pozostał przy życiu, odwrócił się i sięgnął po strzałę.
Tymczasem na polanie Gianna, miotana sprzecznymi emocjami, próbowała zostawić swojego śmiertelnie rannego oponenta i pomóc Johnowi by móc później bezpiecznie wrócić do reszty rodziny... Plan był dobry, Nocnica jednak nie wzięła pod uwagę (bo i skąd mogła wiedzieć), że Runy potrafią się denerwować. I to bardzo. A Nie Teraz w swoim obecnym stanie był bardzo, ale to bardzo wkurwiony. I nie ma mu się co dziwić - zaraz umrze, jego kompani tak samo, a Sindri dała mu tylko buziaka. Więc kiedy to Gianna wymijała mężczyznę, ten złapał ją za rękę i podciągnął się w górę, ciągnąc ją tym samym w dół. Metalowa proteza nie mogła oddać w pełni żaru wylewającego się z dłoni Nie Teraz.  
Spoiler:
 

Ogień buchnął z ciała Runy na wszystkie strony, w pierwszej sekundzie pochłaniając wszystko w obrębie pięciu metrów. Płomienie spowiły krzaki, drzewa, a także i Giannę. Śmierć nadeszła więc szybciej, niż ktokolwiek mógłby uciec. Kolejne metry pożoga pochłaniała już wolniej, lecz też nieugięcie rozlewała się coraz to dalej. John i Aldo porzucili walkę między sobą, ratując się ucieczką w głąb lasu, byleby dalej od piekła szalejącego przy nich.
I wtedy pojawił się on - wysoki i chudy, pomimo kamiennego pancerza otaczającego jego ciało. Ciężko byłoby odróżnić Ziemistego od okolicy, gdyby nie to, że kroczył powoli w kierunku pożaru, ignorując zupełnie Runę i Człowieka. Choć nie, spojrzał przelotnie na mężczyznę gdy go mijał, a wtedy ziemia pod stopami Johna zapadła się i zamknęła ponownie tak, by na zewnątrz wystawała jedynie jego głowa. Potem dało się słyszeć trzask przebijający się przez trawione ogniem drewno i ryk płomieni. Powoli wzdłuż linii pożaru wyrastał mur odgradzający piekło od nienaruszonej części lasu. Kopuła bez dostępu powietrza stłumi pożar w zarodku, a później roślinność wyrośnie z popiołów. I wszystko wróci do normy, a pamięć o kilku trupach uleci z czasem.
Co stało się później z Runą i Człowiekiem? Cóż, to opowieść na zupełnie inną okazję.  

1. Tzion - martwy.
2. Aldo - ?
3. Nie Teraz - martwy.
4. Sindri - martwa.

5. John - ?
6. Czarny - martwy.
7. Gianna - martwa.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las przy granicy   

Powrót do góry Go down
 
Las przy granicy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Area Verde :: Las Duhnia-
Skocz do: