Mordownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Gru 12, 2017 4:39 pm

Powiedzenie, że Mephisto był właśnie zaskoczony byłoby dużym niedopowiedzeniem... Na oczach wielu znajdujących się w tym miejscu, jego uśmiech od ucha do ucha ustępował grymasowi gniewu i zniesmaczenia... Cała sytuacja odwróciła się na nie jego korzyść... Jeszcze przed chwilą istniał balans w liczbach, a teraz? Było trzech na jednego. Jednak nie to było najgorsze... Najgorszym było to, że Motyl już został pokonany, to oznaczało, że Pretendentka może wkrótce wyruszyć i pozbyć się nieproszonego Biesa... Cała sytuacja wymknęła się spod kontroli, jednak czy rolą wiernego sługi bożego nie było zamienienie chaosu w harmonię? To było to co musiał zrobić... Sprowadzić całą sytuację pod swoją bezpośrednią kontrolę...
- Wspaniale! - ryknął na całe gardło, jego grymas niezadowolenia ustąpił niemal psychopatycznemu uśmiechowi, dosłownie od ucha do ucha. Właśnie nadszedł moment, by generał anielskich legionów wydał ostateczny rozkaz do ataku, by wyeliminować zepsucie... - Boże! Dziękuje Ci za okazje, by zniszczyć Chaos! A teraz patrz na przedstawienie, które ci dedykuje O Najwyższy! Hahahah! Hahah! - dodał nie ciszej na koniec swych słów śmiejąc się maniakalnie, co wyglądało co najmniej niecodziennie biorąc pod uwagę, że jego ciało wywijalo się w niekontrolowanych spazmach spowodowanych tym, że jego dzielni, robaczy żołnierze opuszczali swe koszary i gotowali się do bitwy.

Nagle jego ręce się poruszyły... Niczym dyrygent dyrygujący orkiestrą, tak On teraz wysyłał swe legiony przeciw swym wrogom... Tym razem wysyła swe wszelkie rezerwy, by zgnieść tych co ma przed sobą... A musiał to zrobić szybko, póki Pretendentka była zajęta. Robale wewnątrz jego ciała zareagowały na kolejne cięcie w tuż obok starego o tej samej głębokości, a ich reakcją było niemalże wypłynięcie z ciała Biesa... A te które dotąd gryzły Grubego lub znajdywały się przy Motylu zaczęły formować pierścień robiąc chmarą kółka wokół trójki wrogów... A co dalej? Hehehe! To proste drogie dzieci! Pierścień miał powoli się formować w górę, by wraz z nowo przybyłymi robakami stworzyć kopułę wokół Mary, Nocnicy i Biesa... A potem ich zalać! Zabić! Zamordować!
- Orkiestra bólu będzie miała dziś swój najlepszy występ w dziejach... - mruknął zadowolony oczekując niedługo krzyków cierpienia od przeciwników, którzy zostaną zalani jego wiernym robactwem... Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ta trójka będzie niezdolna do walki zanim Pretendentka się włączy, a na szczęście jego wrogowie wyglądają na zmęczonych w przeciwieństwie do Niego... Lecz żywy czołg w postaci Wielkiego Biesa, stanowił niewiadomą... Był bardzo twardy i odporny na ból, takich się najlepiej torturuje... Heh! Jednak małej części swoich robaków dał pewien szczegółowy rozkaz, w czasie szturmu na Marę niech spróbują przebić się przez dziurę w klatce piersiowej - którą jako Zgnilizna powinien posiadać - a tamtędy rozlać się po wnętrznościach, by je pożreć! Ha!
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 32
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Nie Gru 17, 2017 7:50 pm

Tyle się wydarzyło! Skok na arenę, śmierć Zgnilizny, Muszy Baron w Akcji i w końcu jakże majestatyczna śmierć Obsydianowego Motyla! Pretendentka górą! Team Pretendentka! Ekscytacja Mormo sięgała zenitu, gdy walka trwała w najlepsze. Łomoczące serce, gnane adrenaliną, o mało co nie wyskoczyło jej z piersi, gdy w zabawę wmieszał się ktoś nowy i zupełnie nieproszony. Był to Bies. Bies wraz ze swoją robaczą armią. Taulgrym całe szczęście przyjął na siebie chmarę szkodników, pozwalając jej i Zgniliźnie po ich stronie na chwilę złapania oddechu. Po walce z mackami była, dzięki Bogu tylko lekko poobijana. Krew, zarówno jej, jak i poległej Nocnicy, spływała jej po rękach, barwiąc bandaże na brzydki, czerwony kolor. I jak ona je dopierze?
 
    Kobieta rozejrzała się po Mordowni. Ciało Motyla było jedynym światełkiem w tej krwawej bitwie. Pretendentka zajmie jego miejsce i wybierze Zgniliznę spośród reszty walczących. Miała szczerą nadzieję, że stołek Zgnilizny przypadnie jej i Taulgrymowi, ewentualnie jeszcze Ray’owi, jednak ten ostatni obijał się, śpiąc gdzieś na widowni. Mógł tylko pomarzyć o posadzie. Była jeszcze jedna, ostatnia pozostała przy życiu Zgnilizna, która była już czwartym kandydatem. Szczerze mówiąc to właśnie tę Marę, Mormo widziała obok siebie i Muszego Barona na nowym stanowisku. Niech Ray się goni.

     Nagle kątam oka zobaczyła chmarę owadów, zmierzających w jej stronę. Czym prędzej odsunęła się na bok, by te małe, obleśne ciałka przypadkiem na nią nie wpadły. Nie przepadała za robakami. Nocnica spojrzała w górę, by zobaczyć właściciela uporczywych żyjątek. Mephisto był tym Biesem, który przerwał im zabawę. Kierował swoją robaczą armią z bardzo wygodnej i bezpiecznej widowni. To on był tu szkodnikiem w ich zabawie i to jego eliminacja była w tym momencie najważniejsza. Co ten workowy pajac sobie myślał? Jego pan był martwy, nie ma już tu dla niego interesu.

    Mormo ruszyła biegiem w stronę zdradzieckiej mendy, jaką okazał się być Mephisto. Nie byli daleko od niego, więc kobieta nawet się nie zdyszała. Stanęła przed dwumetrową ścianą i zaczęła wspinaczkę. Zwinnie przeskakiwała z kamienia na kolejny kamień, tym razem umieszczony wyżej. Nie potrzebowała nawet wspinać się na samą górę. Bies stał przy samej barierce. 

- Chodź, tchórzu - warknęła Nocnica z iście szatańskim uśmiechem i chwyciła mężczyznę za ramiona. Jej pazury mogły go lekko zranić, gdy odbijała się od ściany, by pociągnąć za sobą zdrajcę na arenę. Niech też zasmakuje prawdziwej, honorowej walki.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 14
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Gru 19, 2017 7:34 pm

Pomoc, jak to bywa, przyszła z nieoczekiwanej strony. między spaślakiem zmagającym się z mackami a atakująca Mormo, końcem ich napastnika okazała się zgnilizna po stronie Pretendentki - która to właśnie, co Taulgrym dostrzegł oka katem, postanowiła nie dawać kolejnej szansy na rozwój sytuacji i bezceremonialnie oddzieliła głowę Motyla od reszty pokrytego szramami ciała.

Niestety, nie był to koniec przedstawienia, jako że drapieżne macki postanowiły w pośmiertnych konwulsjach zabrać barona na tamtą stronę - a wielce irytujący Bies kontynuował natarcie swoim robactwem. Po co, można było tylko zgadywać, co chciał osiągnąć po takim rozwoju akcji, nie wiadomo.
Taulgrym jednak miał jednak na głowie problemy dalece bardziej palące. Macki wciąż usiłowały zamienić go w nieświeży befsztyk, a roje owadów robiły się natrętne. To drugie było mniej palące - skoro jegomość Motyl opuścił nasz skromy świat, Baron mógł skupić wszystkie wezwane owady na związaniu walką te wysłane przez stracha an wróble. To oznaczało jeszcze jedno cięcia, ale cóż, liczył się z tym że tego wieczora wyjdzie z dodatkowymi bliznami. Z mackami jednak nie miał innego wyboru - jedyne co mu zostało to próbować rwać, szarpać, ale przede wszystkim ciąć nożem z obsydianu, aż zmienią się w niegroźne kłaki.

A wtedy, mili moi, przyjdzie czas na wyrównanie rachunków.
Tusza Barona jest oczywista. Każdy kto o nim słyszał wie, że jest nad wyraz powolny. Wielu myśli że przez to jest niegroźny. Bo i niewielu widziało jak idzie w ich kierunku z morderczymi intencjami. Taulgrym się nie złościł na nikogo, nie leżało to w jego naturze. Nawet gdy zabijał, nie robił tego w gniewie. Nie ścigał swojego celu w gorączce ani pośpiechu. P o prostu szedł - nie, kroczył w ich kierunku, z nieuchronnym tempem samej śmierci, wiedząc że ostatecznie ich dopadnie. Pozwalał by ten powolny, zimny strach wypełniał jego wrogów niczym woda płuca topielca. Wiec gdy macki przestały być problemem, on po prostu szedł w stronę obdartego Biesa.
- To koniec - oświadczył. Bez złości, czy nawet satysfakcji. Był niemal smutny, że biedak zginie, bo postawił na złego konia w tym wyścigu o władzę.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 247
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Sob Gru 23, 2017 10:46 pm

Coś się kończy, coś zaczyna.

Wiele Cieni obserwujących ten pojedynek miało już szansę zobaczyć poprzednie starcia Liderów z Pretendentami. Jednak tylko najstarsi spośród nieumarłych pamiętają walkę, w którą wtrącali się też inni. Co ciekawe, obecna sytuacja była bezprecedensowa - nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by zmienił się Motyl a walki zwolenników starego i nowego ładu trwały nadal. No ale jak to mówią, zawsze musi być ten pierwszy raz. Pojedynek ten zresztą nie potrwa zbyt długo, wszak jeden Mephisto ma przeciwko sobie Biesa, Nocnicę i Marę-Zgniliznę. Choć kto wie, czy szaleństwo nieumarłego w worku nie da mu przewagi, ale o tym za chwilę.
I tak oto Pretendentka z krwią spływającą z twarzy oderwała się w końcu od wyssanego truchła poprzednika. Czy komukolwiek w tej chwili przyszło kwestionować jej zwycięstwo, skoro chwilę wcześniej każdy miał szansę ujrzeć jej siłę. Póki co nowy przywódca stał jedynie w miejscu i wpatrywał się we własne dłonie, które drżały lekko. Potem postąpiła chwiejnie kilka kroków by opaść na kolano i pozostać w tej pozie. Czyżby aż tak upoiła się awansem? Ciężko powiedzieć - w każdym razie, było z nią coś nie w porządku.
Wracając do trwającego starcia trójki z osamotnionym Mephisto - akcja nabrała rozpędu, bo po zlikwidowaniu wiernej poprzedniemu Motylowi każdy z trio mógł skupić się na Biesie. Zaczynając jednak od poczynań Mephisto - cięcie się i wezwanie kolejnej plagi robaków było jak najlepszym posunięciem. Olbrzymia chmara pomknęła w kierunku Taulgryma i spółki. Szkoda tylko, że owady już gryzące tłustego Biesa zostały odwołane i czekały na przybycie reszty, kręcąc się wokół przeciwników. Ci jednak nie zamierzali czekać grzecznie aż zostaną pocięci na kawałeczki i podjęli własne akcje.
Taulgrym postanowił przede wszystkim uwolnić się z włosów-macek i odpędzić od robactwa. A skoro te małe upierdliwe istoty same od niego odleciały, Muszy Baron mógł w spokoju ciąć się i przywołać własne stadko, by stawiło czoła potworkom Mephisto. W kategorii robaków przewaga liczebna leżała po stronie szaleńca - roje z dwóch głębokich cięć zalewały całe połacie areny, by w domyśle zamknąć przeciwników w szczelnej kopule ostrzy. Taulgrym zdołał się w końcu uwolnić z macek i ruszyć powoli w kierunku przeciwnika, ciągle osłaniając się swoimi robakami i tuszą przed ostrzami roju "Stracha na wróble".
Tymczasem Mormo zamierzała wykorzystać swoje atuty i załatwić źródło zagrożenia, zamiast przejmować się jego podwładnymi. Ruszyła więc do ataku ponownie pokonując trasę, którą przywędrowała na arenę z odsieczą swojemu sojusznikowi. Biegnąc do Mephisto musiała jednak liczyć się z falą robaków wylewających się z jego ciała. Dodając rój, który już wcześniej był obok niej, mała Nocnica miała liczne towarzystwo. Niektóre potworki zdołały nawet wylądować na jej ciele i ugryźć dość dotkliwie. Na szczęście dla niej dystans nie był długi, a robaki podzieliły się na grupy chcąc zaatakować całe trio równie dotkliwie.
Dlatego też rozpędzone pięćdziesiąt kilogramów wbiło się w Mephisto stojącego pod ścianą publiki, obalając go impetem na piasek areny. Strach na wróble nie miał tak naprawdę szans na unik - nie dość, że oponentka była szybsza, to jeszcze jego zmysły odmówiły posłuszeństwa. Co prawda nie oślepł, ale nagłe rozmazywanie się obrazu i szum w uszach to nic dobrego, prawda? Sprawcą była zapewne Zgnilizna, która również odskoczyła od truchła niedawnego kompana i cięła się ostrzem. Najwyraźniej dlatego poprzedni Motyl nie wygrał pierwszej rundy pojedynku, fundując sporej części mordowni straszliwy ból głowy. Teraz zaś jej ofiarą padł Mephisto, cięty szponami Mormo. Czyżby nadszedł koniec drugiego życia Biesa?
Nie niepokojone przez nikogo truchło przemierzało arenę krok za krokiem, a każdy kolejny był stawiany sprężyściej i pewniej. Z każdym krokiem jego ciało zmieniało kolor - czerń przecięta bielą tam, gdzie powinny być kości. Po ranie zadanej przez Pretendentkę nie było nawet śladu, a uśmiech rozciągał się od ucha do ucha na twarzy Nocnicy. - Wygrałam, wygrałem, wygrałem! - nucił pod nosem, zbliżając się do klęczącego Motyla.
 

Spoiler:
 

Mapka:
Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 32
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pią Gru 29, 2017 10:45 pm

Lanie Mephisto po ryju było najpiękniejszą rzeczą, jaką Mormo mogła sobie wymarzyć. Jej słodką zabawę musiał przerwać pewien istotny szczegół… a raczej więcej niż jeden. Po pierwsze, Magia Krwi właśnie się skończyła, a Bies był już raniony tyko przez jej zaciśnięte pięści. Po drugie, Nocnica właśnie zarejestrowała całe stado ohydnych, chitynowych ciałek, które ją obsiadały i gryzły ją tymi swoimi małymi szczypcami, czy innymi zębami. Nie było to najmilsze uczucie pod słońcem.

   Kobieta, wcześniej ogarnięta bitewnym szałem nie zauważyła, że mali przyjaciele Mephisto w rzeczywistości byli bardziej niebezpieczni, niż wyglądali. Po jej rękach spływała klejąca, czerwona ciecz. Krew. Jednak tym razem także jej. Co te szatańskie stworzątka miały w gębach? Mormo jednak nie należała do łatwo poddających się osób, a zwykła ucieczka była oczywistym aktem tchórzostwa. Kobieta z pewnością była na przegranej pozycji, jedynym światełkiem w tym bagnie było chwilowe zdezorientowanie Biesa. Jej jedyna szansa.

    Małe Dziecko Cienia oderwało krwawiącą i obleganą przez robactwo rękę od twarzy mężczyzny i niemal błyskawicznie sięgnęła nią po swój nóż, którego rękojeść wręcz kusiła, by za rą złapać i kogoś zarżnąć. Gdy wyciągnęła sztylet, jego różnokolorowe ostrze zalśniło w blasku świec. Księżycowy Obsydian. Dla jednych wybawienie, dla innych przekleństwo. Nocnica jednak nie zrobiła tego, czego oczekiwali wszyscy zebrani. Zamiast ciąć siebie i uruchomić na nowo swoją moc, ona zawiesiła ostrze nad jeszcze krwawiącą klatką piersiową Mephisto i wykonała nim szybki ruch od jego prawego ramienia, aż po jego lewe biodro. Po wszystkim wepchnęła nóż z powrotem do pochwy i oderwała się od ogłuszonego szaleńca. Miała prawie stuprocentową pewność, że przecięła starą ranę. Wtedy nasz mały Bies by sfiksował, a szanse na wygraną by wzrosły. Była jeszcze szansa, że nie trafiła, co wtedy? Mephisto tak, czy siak umrze? Robaki ją zabiją? Pretendentka wkroczy do akcji? Wszystko może się wydarzyć.

   Mormo rozpoczęła szaleńczy bieg w stronę najbliższej kolumny może w końcu uda jej się zgubić mieszkańców zgniłego koleżki. Ufff… była w stanie je wyprzedzić, chociaż tyle dobrego, oby nie dostały nagle jakiegoś super speeda. Jedyne co jej na razie zostało to biegać, by nie dać się pogryźć. Ból był odczuwalny, jednak adrenalina częściowo go niwelowała, co cieszyło Nocnicę.
   Nagle zobaczyła kątem oka coś, czego nie powinno być na arenie. Dokładniej jakiegoś czarnobiałego potwora, którego najwyraźniej nikt nie zarejestrował. Co to do jasnej ciasnej było? Jakaś zmutowana zebra? Kobiecie nie podobało się, że potwór zmierza w stronę ciała poprzedniego Motyla. Co on chciał? Ożywić go? Co jak co, ale Mormo w takie cuda nie wierzyła. Najwyraźniej jakiś szaleniec wdarł się na arenę.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 14
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Sty 01, 2018 6:52 pm

Trzy cięcia. Nie przewidział że tego dnia dojdzie mu ich aż tyle. Cóż jednak rzec - ekstraordynaryjna sytuacja tego wymagała. Przez martwa masę mózgu Taulgryma przeszła kolejna faza ekstazy, zmieszanej w równych proporcjach ze złością na bezczelnego Biesa, kiedy zwalisty ożywieniec po raz kolejny przebił swoją gruba skórę, celem dalszej batalii z ostrym niczym brzytwy rojem wroga - po czym zaklą szpetnie, widząc niedużą Mormo, powalającą prowodyra zbędnego zamieszania na piaski areny. Jak łatwo było zapomnieć że ta niepozorna istotka jest bezwzględną i śmiertelnie niebezpieczną bestią mordu? Cóż rzec, trudno! Jedno cięcie wykonał na darmo, Mormo nie potrzebowała dalszej asysty z wykończeniem tej bezczelnej kukły, więc rój plagi, pozbawiony poleceń wirował sobie nad--
Nagle głowę Taulgryma przeszyły dziesiątki sygnałów. Jego drodzy Mniejsi Bracia wykrzykiwali o niebezpieczeństwie, zagrożeniu znajdującym się za nim, swoimi brzęczącymi głosami.
Bies odwrócił się, by ujrzeć Pretendentkę - nie, Motyla, klęczącego przy zwłokach swojego poprzednika. Widzial też Zgniliznę która poległa na samym początku konfrontacji, o kompletnie zmienionych barwach ciała, powoli zbliżająca się do zwyciężczyni walki o władzę.
Zgniliznę, która początkowo opowiedziała się po stronie starego Motyla.
- Naprzód! - zawył do swojego wiernego roju. Musiał się do niej dostać! Nie zdarzało się często, by przeklinał swa straszliwą tuszę, ale to była jedna z tych sytuacji. Zmuszając się do osiągnięcia największej możliwej prędkości jaką tylko był w stanie rozwinąć, Baron wywijał swym wiernym hakiem w jednej ręce, druga zawzięcie tnąc Obsydianowym ostrzem, śląc swych Braci - wszystko to, by przebić się przez wciąż działające przeciw niemu robactwo wrogiego Biesa, by dostać się ku Motylowi i Zgniliźnie, popędzany najgorszymi przeczuciami. Bliżej, bliżej, byleby tylko móc znaleźć się w zasięgu łańcucha, schwytać przebarwioną osobę! złapać na hak, przeciągnąć, powalić na ziemię - usiąść na niej, niech to zaraza! Byleby nie podeszła do Motyla!
- Pani, uważaj! Za tobą! - ryknął, wzywając całą siłę jego potężnych, wyćwiczonych śpiewem strun głosowych.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Sty 01, 2018 7:52 pm

- Ugh... - uderzenie o posadzkę poczuł nawet rozkładający się organizm Mephisto, nie był to z pewnością ból... Raczej niekomfortowe uczucie obijania się organów i owadów będących wewnątrz nich o Siebie. Jednak to uczucie, którego od naprawdęęę dawna nie czuł, było impulsem który pobudził jego jeszcze żywy, w pewnym sensie, mózg. Właśnie na nim siedziała ta nieszczęsna nocnica, a co gorsza na twarzy czuł irytujące mrowienie... To, że czuł cokolwiek oznaczało, że został poważnie uszkodzony. A teraz czas na krótki proces decyzyjny... Postawić na ofensywę czy defensywę? Obie możliwości były ryzykowne a otrzymanie rany w gardło lub serce zakończy jego żywot... Ale lepiej zabrać kogoś ze sobą, nieprawdaż?
- Już po Tobie... - mruknął gniewnym tonem próbując za pomocą jednej ze swoich rąk złapać za jakąkolwiek część ciała, najlepiej nogę Nocnicy, by upewnić się, że nie odejdzie przed przybyciem wszystkich gości. He! He! A druga ręka? Trzymała sztylet więc prostych ruchem ręki wbił sobie go w nogę i pociągnął nieco, by stworzyć głęboką ranę... Jego robaki pożrą ją tu i teraz! Oczywiście miał na myśli te które zaraz opuszczą bezpieczne, do niedawna, schronienie oraz te nadlatujące! A co z pozostałymi? Mają kontynuować to co robiły, atakowanie Mięsnego Czołgu i Mary... Jeśli miał już zdechnąć to odda każdemu! Po tym wszystkim zamknął oczy, mocno instynktownie w oczekiwaniu na atak w serce lub okolice głowy... Nie było sensu przedłużać tego, albo wyjdzie albo nie. Cóż więcej dodać?
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 247
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Sty 01, 2018 11:30 pm

Coś się kończy, coś zaczyna.

- Wygrałam, wygrałem, wygrałem! - nuciła pod nosem zmutowana zebra, rozpędzając się prosto w klęczącego Motyla. Na drodze zmartwychwstałego stanęła Zgnilizna, która użyła po raz trzeci swojej Magii Krwi w tym pojedynku, a tuż po tym rzuciła się na przeciwnika z pięściami. O dziwo, tajemnicza Nocnica nic nie robiła sobie z faktu, że jej percepcję diabli wzięli i walczyła z Marą jak równy z równym, a z każdym ciosem powolutku powiększała swoją przewagę. Czy trzeba wspominać, że ich ruchy były cholernie szybkie? Przełom nastąpił w chwili, gdy Domino (wszak czerń i biel) złapał dłonie Zgnilizny i zmiażdżył je w uścisku przy akompaniamencie pękających kości i zerwanych ścięgien. Dwa ciosy później Mara była wbita w ziemię i nie zgłaszała chęci do rewanżu, a Domino mógł w spokoju zająć się Motylem.
Ale na arenie miejsce miał jeszcze jeden pełen pasji pojedynek, na który warto byłoby zwrócić uwagę, tym bardziej, że chylił się już ku końcowi. Drobna Nocnica stająca w szranki z Biesem-strachem na wróble. Pomimo ran Mormo zdołała wyciągnąć księżycowe ostrze i ciąć nim tułów Mephisto. W tym samym czasie nieumarły chciał złapać oponentkę za nogę i zabrać ją ze sobą do grobu - drugą dłonią szykował już cięcie przywołujące kolejną chmarę robactwa. Niestety jego plan nie wypalił przez problemy z percepcją wywołane mocą Zgnilizny oraz zręczniejszą od niego Mormo.
Efektem naruszenia blizn księżycowym obsydianem był totalny chaos, który objął we władanie wszystkie robaki rannego Biesa. Owady oddalone od swojego pana rzuciły się w szale na siebie, tnąc jedna drugą. Te latające bliżej Mephisto, albo uwolnione przez niego tuż przed chwilą - zamiast pogonić za zabandażowaną Nocnicą, rzuciły się na swego niedoszłego żywiciela. Ich ilość i możliwości pokazały w pełni siłę destrukcji, rozcinając Stracha na wróble z przerażającą szybkością. I w ten właśnie sposób Mephisto zakończył drugie życie - na szczęście dla niego nie czuł z tego zbyt wiele.
Tymczasem Mormo ewakuowała się ze strefy rażenia jak najszybciej tylko mogła. Gdyby nie furia, w jaką wpadły okoliczne robaki zapewne padłaby martwa po przebiegnięciu kilku kroków. Na szczęście dla niej owady były zajęte sobą, a ona pomimo krwawiących ran zdołała dobiec do kolumny, która oznaczała jej bezpieczna przystań. Po sprincie nogi się pod nią ugięły i drobna Nocnica upadła na ziemię ze zmęczenia i obrażeń. Najważniejsze dla niej i tak powinno być to, że żyła, w przeciwieństwie do swego rywala.
A co ciekawego zdołał zrobić podczas całego tego zamieszania Taulgrym? Cóż, z jego tuszą nie mógł pośpieszyć na ratunek Mormo (która, jak się okazało, wcale go nie potrzebowała). Przywołał kolejną falę robaków, która pomogła mu zauważyć zamieszanie za swoimi plecami. Szybka zmiana celu i ruszenie z odsieczą w kierunku Motyla. Tup tup. Dystans do pokonania był jeszcze większy, ale Muszy Baron cierpliwie kroczył przed siebie, a wcześniejsza przeszkoda w postaci owadów Mephisto przestała stanowić problem. Tup tup. Niestety, masa Biesa w tej chwili okazała się największą słabością - olbrzym mógł jedynie obserwować, jak "jego" Zgnilizna stawia czoła powstałemu z martwych i przegrywa starcie. Za wolno. Jak pogrobowiec zbliża się do próbującego stanąć na nogi Motyla. Za daleko. Ale trzeba patrzeć na plusy - Taulgrym oglądał ostatnie chwile przedstawienia na arenie z pierwszego rzędu; tylko on i tragiczny duet. Bzz. No i robaki.
Pretendentka dźwignęła się do pionu i próbowała sięgnąć za swoją broń. Ledwo zdążyła chwycić za miecz kiedy uderzenie Zgnilizny wyrwało jej oręż z dłoni. A nie, przepraszam. Miecz poleciał w górą wraz z zaciśniętymi na rękojeści palcami. Krew z kikuta trysnęła na piasek. I to jakby ożywiło Nocnice, bo kolejnego ciosu zdołała uniknąć o włos. Podobnie jak kilka kolejnych. Wracała do formy czy tylko miała szczęście? Spróbowała odskoczyć od przeciwnika i ustawić się do niego lekko bokiem tak, by cała ręka - ta dzierżąca sztylet, mogła w spokoju naciąć jej skórę i wyrównać szanse. I prawie jej się udało. Prawie - bo aktywowała magię krwi, ale nie zdążyła uchylić się przed następnym ciosem. Pięść biało-czarnej Nocnicy trafiła bark, miażdżąc kości i odrywając całą kończynę od tułowia. Motyl obrócił się niczym baletnica, ale zdążył przy tym wyprowadzić wysokie cięcie sztyletem, oddzielając nim szczękę Zgnilizny od jego żuchwy. Nie było czasu na zbieranie zębów z ziemi, kolejne ataki zderzały się ze sobą. Oko za oko? A czemu by nie kolano za żebra? Obojczyk za kość biodrową? Z każdą sekundą przewaga Motyla rosła - regenerował utracone i uszkodzone części coraz szybciej, a jego przeciwnik nie miał takiego wsparcia. Zwieńczeniem walki było zmiażdżenie czaszki podwójnie zmartwychwstałego.
I już, po wszystkim.
- Ktoś jeszcze?! - jej głos poniósł się po sali. Nikt nie śpieszył się z podjęciem wyzwania.
Zachowanie publiczności było bardzo różne - zależne w dużej mierze od rasy i funkcji sprawowanej do tej pory. Biesy najczęściej wzruszyły ramionami i wychodzili już z Mordowni. Najwierniejsi sojusznicy poprzedniego władcy odeszli jeszcze prędzej od nich i pozostało im liczyć na anonimowość w głębi tuneli. Mięso dostosowało się do zachowania swoich panów. Niektóre Cienie kiwały głowami z podziwu dla umiejętności nowego lidera. Wszak grupa mniej lub bardziej wiernych popleczników zawsze się znajdzie.
- Opatrzcie ich i zabierzcie do Kaplicy. - wskazała ręką na Mormo i Taulgryma. Nie czekała, by zobaczyć, czy jej rozkaz zostanie wykonany.  - Też powinieneś się tam zjawić. - powiedziała do ostatniej żywej Zgnilizny. Motyl zatrzymał się tuż przed wyjściem i spojrzał raz jeszcze na arenę. - Sprzątnijcie mi to stąd. - po czym zniknęła w mroku korytarza.
Spoiler:
 

Mapka:
Spoiler:
 

Dziękuję bardzo wszystkim za udział. Jeśli po drodze coś skopałem, to przepraszam - starałem się ze wszystkich sił. Nagrody za udział zostaną rozdane niedługo.



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Mordownia   

Powrót do góry Go down
 
Mordownia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Katakumby :: Dom Cieni-
Skocz do: