Mordownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 25
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Mordownia   Wto Sie 22, 2017 8:36 pm


Umiejscowiona głęboko w podziemiach arena na planie koła, służąca nie tylko do walki na śmierć i życie, ale też za miejsce dla przyjacielskich sparingów. Na ile przyjacielskie mogą być relacje wśród Cieni to już inna sprawa. Od centrum mordowni do jej ścian jest blisko dwieście metrów, więc miejsca starczy wielu osobom... No, Istotom. Wyjątkiem jest chwila, gdy jeden z nieumarłych wyzywa Obsydianowego Motyla na walkę o pozycję lidera. Wtedy to miejsca widowni - wykute w kamieniu ławy - zajmują ciekawe przedstawienia Cienie, których chwila na pokazanie swojej siły jeszcze nie nadeszła.
Jedynym źródłem światła w tym miejscu są pochodnie powbijane w kolumny podtrzymujące strop mordowni. Walka w całkowitych ciemnościach nie odpowiada nawet Dzieciom Cienia, a oglądanie pojedynku przywódcy z pretendentem całkowicie traci sens. Same podpory są ciosane z litej skały i są na tyle grube, by żadna Nocnica używająca mocy przypadkiem jej nie zniszczyła, naruszając tym samym strukturę całej mordowni. Miejsce te służyło nieumarłym od wieków, a kamienna, w miarę równa posadzka poiła się krwią niemożliwą do zliczenia ilość razy.


Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pią Paź 06, 2017 12:30 am

Pochodnie płonęły czerwienią i żółcią, przecinając mroki Katakumb. Sala powoli wypełniała się kolejnymi Cieniami - na kamiennych ławach siedziały Mary, Nocnice oraz Biesy. Każda rasa trzymała się swoich pobratymców, zostawiając nieco wolnej przestrzeni pomiędzy grupami. Jedynie gdzieniegdzie można było wypatrzeć pojedyncze Mięso, które jakimś trafem zawędrowało do Mordowni. Czyżby niektórzy nieumarli przyprowadzili swoich pupilków? Na to wyglądało. Arena była jeszcze pusta, choć już za chwilę powinni zjawić się na niej Motyl oraz jego przeciwnik. Nerwowe szepty, zakładanie wyniku pojedynku, oraz zwykłe "przyjacielskie" rozmowy pomiędzy Cieniami odbijały się echem w podziemiach.
Póki co widoczna była tylko jedna zgnilizna, opierająca się spokojnie o jeden z kamiennych filarów podtrzymujących strop sali. Nocnica ta nie miała żadnego problemu z faktem, że już za chwilę może być martwy. Zupełnie jakby z góry wiedział, że nic, co się wydarzy nie zdoła mu zagrozić. Co się zaś tyczy jego dwóch kompanów - nigdzie nie było ich widać, podobnie zresztą jak Lidera i pretendenta do tego tytułu. W końcu jednak się zjawią, muszą. Rozwiązywanie sporów między sobą za pomocą przemocy, najlepiej z dala od innych - takie zachowanie zrozumie każdy Cień, ale nie w przypadku walki o tytuł Obsydianowego Motyla.
Widowisko ma być pokazem siły przywódcy, nie ważne, kto wygra pojedynek. Dotychczasowy przywódca znany był ze swojej mocy zdolnej zniszczyć wolę życia każdej istoty. Rządził podziemną społecznością od wielu lat, pokonując kolejnych śmiałków. A co ciekawe, ten pretendent był ponoć Nocnicą. I to kobietą. Nieumarli mieli głęboko w dupie płeć, ale nikt nie pamiętał, by Cieniami władał ktoś nie będący Marą. Mięso nie miało na to szans, Biesy miały własne sprawy, a żądze Nocnic były skutecznie tłamszone przez Mary. Czyżby nadszedł czas poważnych zmian?
O ile tylko nieumarła poradzi sobie w pojedynku z czwórką przeciwników w pojedynkę.





Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Paź 16, 2017 6:12 pm

Ach! I o to sam bóg zaprowadził Mephisto do Mordowni... Pojedynek o stanowisko lidera był czymś niewątpliwie ekscytującym, a raczej byłby gdyby nie fakt, że obecny władca Cieni łamie wolę do życia, co jest wątpliwie widowiskowe... Bies jednak wiedział jedno, woli Nocnice jako swego nadrzędnego dowódcę niżeli Marę... Ale niestety, ciężko o to, by pretendentka wygrała. W końcu to będzie Czterech na Jedną, nawet najlepszy strateg, by tego nie wygrał. Jednak taktyczny umysł Mephisto był pewien jednego, ta Nocnica musi mieć plan lub siłę, która daje jej poczucie szansy na zwycięstwo, w przeciwnym wypadku nie byłoby teraz tego całego zbiorowiska.
- Widzicie to? - zapytał swe wystające robaczki z jego gnijącego ciała, zachichotał chwilę po tych słowach przenosząc swój wzrok na arenę. - Niedługo będzie wydarzenie zapowiedziane przez pana naszego! - rzucił z euforią do tych samych rozmówców. Wartym wspomnienia jest fakt, że nie siedzi wraz z innymi Biesami tylko pomiędzy ich grupą a innymi Cieniami.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Paź 17, 2017 9:27 pm

Pewna podekscytowana Nocnica nie mogła usiedzieć na jednej z kamiennych ław. Niecierpliwie wyglądała Obsydianowego Motyla i przedstawicielki jej rasy, która miała tyle odwagi, albo tak dużo wypiła, żeby się zmierzyć z obecnym władcą Dzieci Cienia. 
 Kobieta była w stanie dostrzec tylko jedną postać najbliżej areny. Była to także Nocnica, tyle, że mężczyzna. Nie łączyła jej z nim jakaś głębsza znajomość, w końcu był Zgnilizną, prawą ręką Motyla. Jak ktoś taki jak Mormo mógł zadawać się z osobą o takim stanowisku? Nie do pomyślenia.

- Gdzie oni się podziewają? Gdzie oni się podziewają? - mamrotała do siebie Nocnica, wykręcając się na wszystkie strony, by zobaczyć coś w tłumie.
Ah! Mogła przewidzieć, że na takie widowisko zejdą się całe Podziemia, albo chociaż przybyć do Mordowni wcześniej i zająć lepsze miejsce. Pech chciał, że Mormo nie była zbyt punktualna i trafiła jej się ława za ogromnymi Biesami, które jak zwykle trzymały się razem. Choć lepszy rydz niż nic, mogła w ogóle się nie dostać na widowisko. Wbrew pozorom, Cieni nie było wcale tak mało i choć Mordownia była imponujących rozmiarów nie wszyscy się mieścili. I jeszcze to Mięso pałętające się pod nogami. Nic, tylko przeszkadzają i zajmują miejsce. Podumarli… phi. Nawet po śmierci nic nie znaczący. Nocnicy nie było ich żal, jeśli upadli tak nisko, to znaczy, że z jakiegoś powodu. Tworzyli kolejną przeszkodę w realizacji ich jakże wspaniałego planu! No tak, przecież to tajemnica. 
 Nocnica rozejrzała się tym razem po tłumie Dzieci Cienia, szukając współrealizatorów tego, z pozoru idealnego pomysłu. Nic. Nie sposób odnaleźć cokolwiek w wypełnionej po brzegi Mordowni. To też mogła przewidzieć i ułatwić sobie zadanie, chociażby siadając obok Taulgryma, czy Ray’a. Dwie Nocnice i Bies… Co może pójść nie tak?
 Oczywiście w procent prawdopodobieństwa sukcesu ich misji był mały i pewnie było mu bliżej do minusowej skali, niż stu procent. Aktualna Zgnilizna nie zdobyła tego tytułu przypadkowo, z tego, co Mormo słyszała, cała trójka była potężna, a Motylowi nikt się nie równał. Oby przejęcie miana Zgnilizny warte było ryzyka.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 7
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Paź 17, 2017 11:57 pm

Kimże mogła być ta uśmiechnięta jako jedyna postać pośród Dzieci Cieni, jak nie Rayem? Mimo niekorzystnego miejsca pozostawał zadowolony. Cóż, był to pierwszy raz, gdy pod jego obecność w Katakumbach miała odbyć się walka o władzę. Nie spodziewał się, że tak wiele nieumarłych i tak szybko zbierze się na Mordowni. Wzrost również nie pomagał czarnowłosemu w dostrzeżeniu co się dzieje, ale jakoś dostrzegał, że arena jest wciąż pusta. Dało się to też wywnioskować po spokoju widowni. No, względnym spokoju, gdyż Biesy nie potrafiły pozostawać cicho. Rayowi to nie przeszkadzało. Te jęki, te krzyki, te wrzaski były dla niego niczym wspaniała symfonia. Biesy - skazani na pokutę za swe grzechy poprzez wieczne cierpienie i rozkład. Vaath, Ojcze Niemiłosierny, niech po wsze czasy w katordze wspominają swe grzechy. Krótkie dwa zdania wypowiedziane w myślach zupełnie odruchowo i błyskawicznie - niczym formułka, mantra, którą należy powtarzać. Słuchał tego wszystkiego z zadowoleniem, a może nawet radością i podekscytowaniem. Plan był... zuchwały. To dało się od razu zrozumieć. Trójka zwyczajnych Cieni naprzeciw jednym z najważniejszych osób w Katakumbach. Różnica władzy, siły, doświadczenia, wiedzy i możliwości. Mimo wszystko i tak chcieli spróbować, bo nowa Nocnica, która wyzwała Obsydianowego Motyla brzmiała zachęcająco, by zaryzykować.
Czas mijał, a on dalej nie widział swoich "współpracowników". Zręczność, szybkość i niewielkie wymiary ułatwiały przeciskanie się w tłumie, więc postanowił przejść się między rzędami, aby poszukać znajomych twarzy. No, przynajmniej jednej, bo druga powinna być ukryta pod bandażami. O ile u Biesów było to jakoś uzasadnione, gdyż były niezmiernie szpetne, o tyle u Nocnic... te zazwyczaj piękniały po śmierci jako człowiek. Nie była to sprawa Raya, chociaż kusiło go, by zapytać.
I wtedy nagle zauważył tę niziutką, chociaż tak naprawdę niewiele niższą od niego istotę. W jego przypadku ratowała go nieco normalniejsza waga, a przynajmniej na to wyglądało w porównaniu sylwetek. Nie wiedział czy go zauważyła, chociaż wątpił - tłum był spory i na tłumie nikt się nie skupiał, gdyż istotna była arena. Podszedł do niej na tyle swobodnie, na ile mu się to udało. Zależało mu, by znaleźć się blisko, bo ważny był moment dogadania momentu rozpoczęcia akcji. Tylko w trójkę mieli jakiekolwiek szanse. Grzeszna Para ma wobec mnie plany. Jestem ich Odkupicielem, nie przyjdzie mi tutaj dziś umrzeć. Te słowa zdawały się dodawać nieco otuchy Rayowi, który wciąż borykał się z myślą, że rzuca się z motyką na słońce. Nie bał się ponownej śmierci - co to to nie. On obawiał się zmarnowała swojej szansy jako Odkupiciel. Był przerażony do samej duszy, gdy pomyślał, że mógłby zawieść Vaatha. Vithra zapewne byłaby zadowolona - w końcu to ona żywiła się ludzkim grzechem i sprowadzała go na nich.
- Czemu ukrywasz twarz w bandażach? Nie widzę jaką masz minę, a może również nosisz uśmiech na ustach. - odezwał się bez żadnego skrępowania w stronę Nocnicy, którą znał stosunkowo krótko. Nawet jak na standardy egzystencji śmiertelników. Co istotne - Ray naturalnie pozostawał uśmiechnięty w podejrzany, nieco cwaniacki sposób. Jakby właśnie wpadł na doskonały plan zemsty i był z siebie zadowolony oraz lekko rozbawiony. Tak mniej-więcej dało się opisać tę minę.
I tyle się odezwał w tym momencie. Nie chciał na głos nic mówić, ani nawet za bardzo myśleć, bo podejrzany wygląd mógłby wzbudzić zainteresowanie Mar, a te potrafiły grzebać w umyśle. Oprócz tego, że Ray nienawidził szperania w głowie, to obawiał się, iż postronni mogliby dowiedzieć się o planie, a to niemalże zerowało ich szanse na sukces.




Ostatnio zmieniony przez Ray dnia Pon Paź 23, 2017 9:59 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Czw Paź 19, 2017 4:58 pm

Opasły Bies nieśpiesznie, ociężały krok za krokiem, zmierzał w kierunku Mordowni. Donośnym tupnięciom towarzyszył szczęk metalowych płyt którymi osłaniał cześć ciała, brzęk łańcucha u pasa - oraz głośne, pogodne pogwizdywanie niosące się echem po tunelu. Zbłąkane Mięso pierzchało spod jego nóg - myślami Taulgrym był gdzie indziej, a przy jego budowie stratowanie było realnym ryzykiem.
Baron cały czas rozważał niezwykle ambitny plan, jaki miał być zrealizowany. Już samo wyzwanie jest wydarzeniem, ale to co się miał odbyć - oh, o tym będą mówili przez najbliższe stulecie. Pytanie tylko, co dokładnie, będą wspominali.

Fakt, że przybył do niemal pełnej już Mordowni nie zaskoczył go. To żadna nowość, że nie jest prędkim rannym ptaszkiem. Nie trzeba być gdzieś wcześnie, trzeba tam być, gdy dzieje się coś ważnego.
Zajęło mu chwilę, zanim znalazł wzrokiem parę towarzyszy, z którymi umówił się na to widowisko. Powoli przeciskając się ku parze Nocnic, machając do nich, przepraszając uprzejmie każde dziecko które szturchnął po drodze.
- Ah, witajcie, moje nieumarłe ptaszyny! - zawołał jowialnie, sadowiąc tłuste cielsko obok nich, jedynie lekko trącając wydatnym brzuszyskiem Dziecko Cienia siedzące przed nim.
- Mhh, mam nadzieję ze nie jestem aż tak spóźniony? Na śmierć i zgniliznę, jestem powolny, ale chyba nie aż tak! - zachichotał, ściągając z głowy swój rogaty hełm. Ciężko podziwiać walkę, gdy patrzysz na świat przez dziurki.
- No, to opowiadać. Jak zdrowie? - pod płaszczykiem prostego, niewinnego pytania ukrył dużo ważniejsze - czy są w formie? Ambicje tej magnitudy nie mogą być zrealizowane przez kogoś kto nie da z sienie 100%. A proste, naiwne myśli to idealna zmyłka na kogoś kto niepowołany je czyta.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 25
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Nie Paź 22, 2017 2:09 am

Kamiru nie czerpał najmniejszej przyjemności z przebywania w tym co raz to bardziej zatłoczonym miejscu. Sam zjawił się tu dość wcześnie, zajmując jedną z kamiennych ław umieszczonych blisko jednego z kilku wyjść z Mordowni, a w dodatku znajdującego się w sferze Mar. Dzięki temu mógł w spokoju obserwować rozwój wypadków, samemu nie będąc niepokojonym przez Nocnice, Mięso czy Biesy. Widzący którzy narodzili się na nowo szanowali swoją prywatność - albo też wstrzymywali się przed uczynieniem z tego miejsca krwawej łaźni. Jednak prawo i obowiązek oglądania walki kolejnego pretendenta okazały się za silne dla prywatnych animozji pomiędzy najsilniejszymi Marami, a pozostałe nie chciały wychylać się przed szereg.
Kamiru zaś rozsiadł się na tyle wygodnie, na ile jest to możliwe na kamiennej ławie i obserwował. Zgnilizna kryła się pewnie gdzieś w tunelach, czekając na dobry moment do pojawienia się na scenie i określenia swojego miejsca w walce. Pretendent i Motyl pojawią się pewnie niemal w tym samym momencie. Czekający na arenie nieumarły chciał chyba od samego początku pokazać, po której stronie stoi. W razie gdyby sprawy przybrały niebezpieczny obrót, pozostawał tunel prowadzący w bezpieczniejsze (wszak w Katakumbach nie ma azylów) miejsce.  


Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Nie Paź 22, 2017 3:50 am

Coś się kończy, coś zaczyna.

Mordownia zapełniła się już publicznością, a teraz zaczynało się przedstawienie. Początkowo nic nie zwiastowało przejścia z oczekiwania do akcji, jedynie Cienie dysponujący najlepszym słuchem zdołały wychwycić pośród szmerów kroki. Stawiane z niezwykłą delikatnością i swobodą. Kilku nieumarłych siedzących najbliżej źródła dźwięku wróciło do przerwanych rozmów, nie zaprzątając sobie głowy drobną istotą wyłaniającą się z tunelu. Białowłosa kobieta z miejsca otrzymała łatkę spóźnialskiej. Nie kojarzyli jej z żadną koterią, uznali więc, że to żółtodziób który spóźnił się na uroczystość. Zamiast jednak skierować się ku ostatnim wolnym miejscom, bo gdzie indziej mogła udać się obserwatorka widowiska? Ano prosto na arenę, kładąc kres szeptom na co raz szerszą skalę, w miarę jak zbliżała się do środka Mordowni, w końcu uciszając całą salę. Tysiące czujnych i kilka set nieco mniej skupionych, bo należących do Biesów spojrzeń taksowało ją od stóp do głów. Ubiór, ekwipunek, postawę, każdą potencjalną słabość, jakby płeć i rasa nie wystarczyła. Cisza nie panowała długo - przerwał ją Zgnilizna pozdrawiający pretendentkę z szyderczym ukłonem. Jasne zaznaczenie, po czyjej stronie stoi. Kiedy już Cienie zaspokoiły spojrzenia, poczęły komentować między sobą pretendentkę. Uzbrojona w miecz i sztylet, najpewniej z księżycowego obsydianu. Stojąca pewnie jakby walka z dotychczasowym Motylem była zwykłą formalnością.
I wtedy pojawił się Motyl. Szedł wolniej od Nocnicy a, z każdym krokiem pobrzękiwał pancerz w który był odziany od stóp po szyję. Jeśli jego magia krwi zawiedzie, to stal będzie jedyną linią obrony między jego skórą, a ostrzem przeciwnika. A żaden Cień nie chciałby mieć cięcia księżycowym obsydianem na zabliźnionej już ranie. Swoją broń dzierżył w dłoni - prosty sztylet o trzydziestoprocentowym ostrzu. Służył mu wiernie przez wiele ostatnich lat, być może dzisiejsza okazja nie była ostatnią? Miał wszakże na arenie nie tylko rywala, ale też sojusznika równie cennego, co ostrze w ręku. Ale początek zawsze musiał być ten sam, tak, jak wymagało tego prawo. Jeden na jednego, żadnej pomocy. Dlatego też doświadczona Mara i spragniona władzy Nocnica stanęły naprzeciwko siebie w odległości około pięćdziesięciu metrów.
Tymczasem pozostałej dwójki Zgnilizn nigdzie nie było widać, ale walczący nie zwracali już na takie szczegóły uwagi. A może po prostu uznali, że ich pojawienie się niczego nie zmieni? Ostrza w dłoniach, skóra przygotowana do cięcia... W tym punkcie przewaga była po stronie pretendentki - była młodsza, mniej ciała zdążyła pokryć bliznami po księżycowym obsydianie. Motylowi pozostała jedynie głowa, a i ją zdobiły już gdzieniegdzie cięcia. Publika wstrzymała oddech, czy może spinała mięśnie do działania?



Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Nie Paź 22, 2017 8:24 pm

Coraz więcej Dzieci Cienia wlewało się do Mordowni, co dało się czuć narastającym z każdą chwilą ściskiem. Nocnica z niesmakiem poprawiła swój płaszcz, tak, by był bliżej niej. Jeszcze jakiś Bies, czy inna nadęta Mara ubrudzi go brudnym od krwi tyłkiem. 
 Gdy już zarzuciła szukanie „współspiskowców” w tłumie, pojawił się Ray, a zaraz za nim najstarszy członek ich „Drużyny Pierścienia” - Taulgrym. Chłopcy mieli idealne wyczucie czasu. 
 Wcześniej nie znała ich dobrze, zwłaszcza Biesa, znacznie łatwiej było jej rozmawiać z drugą Nocnicą, niż z przedstawicielem innej rasy. Pomijając fakt, żę wygląd Taulgryma był dość specyficzny i szczerze mówiąc, gdyby nie miała związanego z nim interesu, nigdy by do niego nie podeszła, przynajmniej z własnej woli. Ray znacznie się od niego różnił, zarówno wyglądem zewnętrznym, jak i zachowaniem.
 I wtedy jej rozważania, któremu odpowiedzieć najpierw, zdały się na nic. Wszyscy ucichli, co było znakiem, że coś się dzieje, czyli w tym przypadku ktoś pojawił się na arenie. Białe jak śnieg, którego Mormo w życiu nie widziała, przebiły się przez tłum. Nocnica, niewiele myśląc, wstała ze swojego miejsca, by lepiej widzieć, przy okazji zasłaniając widowisko siedzącym za nią. Teraz to dopiero miała widok.

- Oby nie zginęła… - mruknęła niby do siebie, ale po części też do „współspiskowców”.
Na arenie były trzy osoby, co niepokoiło kobietę. Gdzie pozostała dwójka?

- Nie widzę ich. Nie widzę Zgnilizny. - wymamrotała, odwracając się do swoich kompanów. Czy to część planu Motyla? Czy sam wątpił w swoją potęgę? Po co był mu jakikolwiek plan, przy walce z jedną, młodą Nocnicą? Coś tu nie grało. Może nie wiedzieli czegoś o Pretendentce, co wiedział władca Katakumb? 

Mormo naciągnęła w zdenerwowaniu mocniej kaptur na głowę. Nie mogła ustalić, co ta gra z zaskoczenia ma na celu. A może stres przed jakże efektowną akcją zdobycia posady prawej ręki Obsydianowego Motyla, sprawił, że wszędzie doszukiwała się spisków, takich jak jej własny?



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Paź 23, 2017 4:56 pm

Opasły Bies zmrużył oczy, obserwując rozwój sytuacji w Mordowni. Zewsząd dochodziły, teraz znacznie przytłumione szepty Dzieci, głowiących się nad tym co która strona zaplanowała.
Usłyszał głos drobnej Nocnicy, jednej ze współkonspiratorów. Fakt, jak dotąd zjawiła się tylko jedna zgnilizna. Taulgrym domyślał się, dlaczego.
- Nie chce pokazywać wszystkich kart - tchnął w stronę towarzyszy. - Spójrz. W walce jeden na jeden pretendentka ma przewagę, młodsza, żwawsza, dużo mniej blizn... Motyl wie że będzie potrzebował wsparcia, ale też wie że wezwanie całej Zgnilizny byłoby zbyt dużym pokazem słabości. A to znaczy że pozostała dwójka kryje się w pobliżu. Czekają na jego znak, gdyby byli potrzebni.
Podrapał się po jednym z podbródków, czując jak jedna z jego much wędruje pod skorą. To było im w sumie na rękę. Jeśli szczęście im dopisze, we trójkę pozbędą się obecnej Zgnilizny zanim pozostała dwójka wkroczy do akcji. Trzech na jednego i trzech na dwóch to już jednak dużo lepsze szanse. Główna zasada pozostawała jedna - mają nie dotykać Motyla. Pretendentka musi pokonać go sama. Ten cały teatrzyk morderstw miał pokazać jako dużo silniejszego lidera, który sam pokonał słabeusza wołającego o pomoc.
Jedno muszę jej przyznać - potrafi zaplanować widowisko - Baron dodał w myślach.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 7
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Paź 23, 2017 10:38 pm

Brak odpowiedzi ze strony Mormo skwitował jedynie westchnięciem. Nie była zbyt gadatliwa, a szkoda, bo Ray chętnie otworzyłby do kogoś usta bez obustronnych podejrzeń o jakiś spisek. "Życie" nieżywych miało swoje plusy i minusy. Całe szczęście nie da się być samotnym, gdy bóstwo jest z Tobą. No, przynajmniej w przekonaniu męskiego przedstawiciela Nocnic.
Pojawienie się Taulgryma budziło w czarnowłosym mieszane uczucia. Nie, nie z powodu jego aparycji czy zapachu, ale ze względu na charakter oraz rasę. Osobowość sprawiała, że Ray nie potrafił go nie lubić, jednak wiara jasno mówiła - Biesy są największymi z grzeszników, zaś pożerające ich robaki są symbolem grzechu, który ma wywoływać cierpienie na wieczność. Dopóki jednak działali wspólnie, dopóki pomagał młodemu nieumarłemu, dopóty nie miał powodów, by uważać go za wroga. Świadomie czy nie, to działał ku większemu dobru, które miało spłynąć na Cieni, gdy tylko przyjmą wiarę.
- Doskonale. Grzeszna Para ma nas w opiece. - odpowiedział na pytanie Taulgryma odnośnie zdrowia i jego uśmiech nieco się poszerzył. Już miał żartobliwie rzucić komplementem odnośnie obfitości kształtów Biesa, lecz nagle zapadła przejmująca cisza.
Brązowe oczy natychmiast namierzyły powód milczenia. Pretendentka wyglądała na pewną siebie i z pewnością miała ku temu powody, jednak w walce jeden na jednego. Tutaj zapowiadało się w najgorszym wypadku starcie czterech na jednego. Zgnilizna była zagrożeniem, które należało wliczyć w rachunek, jednak w grę wchodziła również różnica doświadczenia. Gołym okiem dało się zauważyć, że kobieta nie jest naznaczona bliznami w przeciwieństwie do Motyla, który właśnie się zjawił. Brak blizn to ogromny plus, jednak w warunkach przetrwania - w walce mniej się to liczyło. Dotychczasowy lider Dzieci Cienia od razu budził inne uczucie. Przy nim Nocnica wyglądała jak smarkula, której się wydaje, że jest sprytniejsza i silniejsza, niż w rzeczywistości. Motyl korzystał ze swej magii krwi setki razy, a więc miał za sobą setki sytuacji, w których to było wymagane. Jeżeli dalej tutaj stał, to wnioski były proste - zwyciężał. Tego właśnie się obawiał Ray. Gdyby nie plan, gdyby nie cała ta konspiracja, to czarnowłosy byłby zupełnie obojętny wobec nadchodzącego pojedynku - wszak nie znał obojga i z pewnością nie należeli do wyznania.
Mormo w końcu się odezwała, a sytuację wyjaśnił Taulgrym - całkiem rozsądnie i prawdopodobnie, chociaż cholera wiedziała czy trafnie. Racjonalność posunięć wśród Dzieci Cienia to coś, czego próżno szukać.
- Jeżeli ten Zgniłek wtrąci się do ich walki to... - w tym momencie Ray sobie przerwał i spojrzał to na Nocnicę, to na Biesa, by po chwili paskudnie się uśmiechnąć, obnażając swoje zęby. Co prawda nie było mu do śmiechu, chociaż nie krył, że całe to wydarzenie całkiem go ekscytowało. W końcu miał stoczyć najtrudniejszą bitwę swojego nie-życia, która mogła zakończyć jego rolę Odkupiciela lub wielce ją wzmocnić. Nie wiedział czy jego towarzysze przewidzieli sytuację, w której oni ruszają do walki, a Nocnica mimo wszystko przegrywa - wtedy zostają skazani na śmierć. Czy wtedy warto uciekać? Dzieci Cienia jest zbyt wiele, aby taki ruch się powiódł. Czy wtedy warto walczyć? Odpowiedź była ta sama. Zatem w tak krytycznej sytuacja liczyły się jedynie idee - zostać sprytnym tchórzem czy walecznym głupcem? Sprawa była dla Raya jasna - cokolwiek uzna wtedy za właściwe, gdyż wierzył, że nad jego losem spogląda Vaath.
Ojcze Niemiłosierny, miej mnie w swych myślach, aby każdy mój czyn był pozbawiony zawahania.


Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Paź 24, 2017 7:51 pm

Powolna ekscytacje Mephisto, która rosła z każdą sekundą oczekiwań na pojawienie się walczących o stołek władzy i... Uleciała z niego jak hel z przebitego balona. W momencie zobaczenia dwóch Dzieci Cienia, które miały stanąć do boju poczuł się... Rozczarowany? To chyba dobre uczucie, które właśnie w nim panowało. Pretendentka nie odbiegała zbytnio od jego wyobrażeń, ale i tak było w niej coś przez co uważał ją za "Niegodną tego stołka". A obecny Obsydianowy Motyl... Pomimo tego, że Bies nie przepadał za Marami to jednak ta persona była godna, by być nazywaną przywódcą i za takiego Siebie uważać... I przede wszystkim doświadczenie, które wskazywały blizny na jego głowie... Element, który się tnie na końcu. Podsumowując mamy starcie niedoświadczonej dziewuchy z weteranem wielu pojedynków.
Nawet jeśli Nocnica ma przewagę w postaci mniejszej ilości blizn na ciele i możliwej, większej szybkości to czy to coś da, przeciwko możliwemu umysłowi dowódczemu, który powinien mieć każdy władca? Mephisto był niemal pewny, że Mara ma zaplanowane kilka możliwych scenariuszy... A w razie czego ma Zgniliznę, prawda? Trójka potężnych Dzieci Cienia, których siła wystarczy do zmiecenia pretendentki i w razie czego każdego innego wroga.
- Zobaczymy, czy moje przewidywania się sprawdzą... - mruknął do Siebie, aż zbyt poważny jak na Siebie... W tym momencie jego umysł próbował przeanalizować każdą możliwą sytuację. Jednak niewiadomą była reszta Zgnilizn, na której pokaz czekał... Elita nad elitami... Doświadczeni wojownicy, którzy nie zawahają się przed niczym... A przynajmniej tak mówią, zobaczymy jak będzie...
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Czw Paź 26, 2017 12:29 am

Coś się kończy, coś zaczyna.


Pochodnie płonęły, a spośród płomieni trzaskały pojedyncze iskry. Stojący na przeciw siebie rywale skupili na sobie uwagę całej publiczności. Niektórzy szeptali do siebie, prosząc tylko sobie znane bóstwa o wygraną ich faworyta, nieliczni rozmawiali między ziomkami, obstawiając wynik. Trójka planująca wtrącenie się w przebieg uroczystości zdawała się nie mieć żadnych oporów z A cała reszta obserwowała w ciszy poczynania Motyla i Pretendentki. tylko kto taki powinien dać znak trójce na arenie do startu? Cienie nigdy nie miały sędziego na arenie, a nawet jeśli kiedyś się nim posługiwano, to kończył po jednej ze stron konfliktu. A jeśli nikt nie da sygnału i wszyscy zostaną w tym miejscu dopóki nie padną z głodu? Trochę by to zajęło, bo kto zabroniłby Marze zjeść Mięso? Poza właścicielem tego konkretnego biedaka, to co najwyżej inny wygłodniały nieumarły. W tym scenariuszu to Biesy były na uprzywilejowanej pozycji, wszak potrzeby ciała się ich nie imały.
Wracając do wydarzeń na arenie, te wreszcie nabrały tempa. Pomiędzy przeciwnikami pojawiła się nić porozumienia, bo jak na komendę oboje unieśli księżycowe ostrza, wykonując pierwsze cięcia. Pretendentka nie miała z tym najmniejszego problemu, rozcinając skórę na lewym przedramieniu. Nic się nie zmieniło w jej wyglądzie, a mrugnięcie oka później zniknęła z areny.
Obsydianowy Motyl musiał wysilić się bardziej, cięcie skóry na czaszce nie należało do szybkich ani bezpiecznych zadań, nawet z niezwykłą regeneracją jego ciała musiał uważać na każdy ruch. Ostrze przecinało kolejne centymetry skóry rozlewając za sobą krwisty szlak i wtedy Motyl zniknął.
Tuż obok miejsca w którym jeszcze przed chwilą był przywódca Cieni, teraz stała Pretendentka. Pięść miała wyprostowaną przed siebie. Przez arenę rozeszło się głuche uderzenie, a potem znacznie głośniejszy dźwięk pękającego kamienia. Jedynie osoby o najbardziej wyczulonych zmysłach mogły obserwować całą akcję i podziwiać umiejętności Nocnicy. Cała reszta towarzystwa mogła co najwyżej gapić się na nią z otwartymi ustami. Tyle, że Pretendentka jeszcze nie skończyła. Równie szybko jak poprzednio rzuciła się na Zgniliznę, który zrobił kilka uników przed cięciami młodszej rywalki. Jednak jej ostrze trafiło kilka razy - kolano, obojczyk, bok klatki piersiowej. Zanim jednak zdążyły z tych punktów wyrosnąć krwawe plamy, nie miecz, lecz sztylet dosięgnął ostatecznego celu, przebijając się przez kości czaszki do mózgu i wycofać się dzieląc twarz martwego już poplecznika na pół. Całość trwało nie więcej, niż parę sekund.
Zgnilizna wyeliminowana, Motyl jednym uderzeniem wbity w ścianę, a Pretendentka nie miała nawet zadyszki. Tyle tylko, że jej Magia Krwii za chwilę zgaśnie, a lider Cieni wygrzebuje się już ze swego lokum - regeneracja robiła swoje.
A jakby wrażeń było mało, to na arenie zawitały pozostałe Zgnilizny, zajmujące pozycje według swoich preferencji. Nocnica po stronie Motyla oraz Mara po stronie Pretendentki. Ten drugi mariaż był bardzo nietypowy, zakrwawiający nawet o podstęp władcy nieumarłych.
Co na to wszystko publika?

Spoiler:
 

Mapka:
Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Sro Lis 01, 2017 8:51 pm

Bum bum bum

Przyspieszone uderzenia serca Nocnicy stojącej przy barierce, wydawały się być najgłośniejszym dźwiękiem dochodzącym z trybun. Mormo nie czuła jednak strachu, jedynie czystą ekscytację. Wręcz skakała w miejscu, nie mogąc się doczekać jakiegokolwiek poruszenia na arenie. Po chwili okazało się, że nie musiała długo czekać. 
Pierwsze nacięcia za nimi i walka mogła zacząć się na dobre. Tysiące myśli śmigało po głowie oglądającej to wszystko kobiety, skupiały się one głównie dookoła niecierpliwości i rozpoczęcia akcji. Co jednak jedna mała Nocnica mogła zrobić? Musiała poczekać na „współspiskowców” i to sprawiało, że jej ekscytacja sięgała zenitu. 
Mormo wciągnęła nagle powietrze, widząc przebieg zdarzeń na arenie. Pretendentka okazała się być… no właśnie, kim? Kim ona do cholery była, zabijając jedną Zgniliznę, zanim ta nawet zdążyła się ruszyć i wbijając w ścianę najpotężniejsze Dziecko Cienia w całych Katakumbach? Jedno było według Nocnicy pewne. Kobieta, której pomagała nie była tym za kogo się podawała, oraz wyglądało na to, że tej pomocy wcale nie potrzebowała. Jedynym „ale”, była krótkość trwania Magii Krwi. Co się stanie, gdy zgaśnie? Czy to wtedy razem z Taulgrymem i Ray’em mają wkroczyć? 
Mormo odpychała od siebie decyzję jak najdalej, przerzucając ją na chłopców. Decyzje i Mormo to masakryczne w skutkach połączenie.
Pierwszy raz w życiu Nocnica postanowiła coś dokładnie przemyśleć…
Pretendentka miała dużo lepszą sytuację od Motyla, który miał już tylko jedną Zgniliznę u boku i z pewnością był osłabiony wbiciem w ścianę. Nocnica też miała jedną Zgniliznę po swojej stronie, co było o jedną więcej niż przedtem, oraz nie miała żadnych obrażeń. Czy ich „drużyna” była w ogóle potrzebna? Może byli tylko planem „B”, gdyby potęga rywalki Motyla jednak nie równała się z jego mocą? Czy posada Zgnilizny była tylko jednym z kłamstw? 
Kobieta spojrzała pytająco na Biesa i Nocnicę, stojących obok. Decyzja należała do nich. Kobieta odziana w płaszcz na wszelki wypadek wyciągnęła już z pochwy nóż o ostrzu, połyskującym różnymi kolorami. Nóż z Księżycowego Obsydianu. Szykuje się nacięcie numer trzysta dwadzieścia dziewięć. Nadal mniej niż połowa. Mormo nie za często używała swoich mocy. Na samym początku miała taki okres, że cięła się na prawo i lewo, jednak z wiekiem zrozumiała, że pięćdziesiąt cięć w ciągu pół roku to troszeczkę za dużo.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pią Lis 03, 2017 8:30 pm

Cięcie. Cios. Dźgnięcia. Śmierć.
Bies obserwował rozwijającą się na arenie akcję z typowym dla siebie, pogodnym uśmiechem. W duchu jednak, podobnie jak prawie każdy Cień w Mordowni, kalkulował i snuł przewidywania.
Pretendentka popisała się imponującym pokazem siły - wbić Motyla w ścianę i wyeliminować Zgniliznę w mniej niż dziesięć sekund. Czarujaca z niej dama - i prawdziwa aktorka. Ten wyczyn zapadnie w pamięć Cieni, każdy zastanowi się oh, jakże długo, zanim postanowi rzucić jej wyzwanie.
To jest, zakładając że utrzyma ten show do samego końca. A natura Magii Krwi stawia to pod znakiem zapytania.
- A oto i nowi aktorzy. Ciekawe, czy maja ten sam skrypt co my? - zamruczał nisko, tak by tylko jego towarzysze go usłyszeli.
Pozostałe dwie Zgnilizny wskoczyły na scenę. Jedna ostentacyjnie u boku Motyla... ale! Mara ustawiła się obok Pretendentki. To niespodziewany zwrot akcji. Przynajmniej dla większości. Smród zdrady bił od Mary-Zgnilizny jakby była Biesem po kąpieli bagiennej. I nie, nie zdrady względem Motyla. Zdradzi Pretendentkę.
Podzielił się swoim spostrzeżeniem z Mormo i Rayem.
- To Mara zawsze była Motylem - tchnął w ich stronę. - A ta tutaj pewnie zamierza podtrzymać tradycję, wykorzysta siłę pretendentki żeby zlikwidować Motyla i druga Zgniliznę, po czym zaatakuje ją, osłabioną po używaniu Krwi.
Przypominające sinożółte kiełbasy palce wystukały rytm na hełmie, gdy Bies zmrużonymi oczami przyglądał się polu walki. W końcu kiwnął głową, i zwrócił się do pary Nocnic.
- Przesuńmy się dalej, o tam, bardziej w prawo. Lepszy widok, tu nam kolumna zasłania! - powiedział swoim normalnym, donośnie wesołym głosem. A gdy się przeciskali:
- Niespodziewane, ale nie zmienia planów - szepnął. - Tylko znacząco je ułatwia. z lepszej pozycji wkraczamy, i atakujemy Nocnicę po stronie Motyla. Potem zwracamy się przeciw Marze. Może jest po stronie Pretendentki, może nie. Mało, tak naprawdę, nas powinno to obchodzić. Skoro tak pięknie ustawiają się, żebyśmy wykończyli ich po trzech na jednego... no grzech nie skorzystać - wesoły uśmiech Taulgryma był teraz niemal groteskowy. Dotknął, niemal czule, Księżycowego Ostrza i swojego haka.
Wkrótce akt II. Trzeba się przypudrować i w podskokach za kulisy! nie wypada wejść na scenę spóźnionym.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pią Lis 03, 2017 10:45 pm

Walka rozpoczęła się na dobre, jednak jej początek zaskoczył biesa... Jego usta mimowolnie utworzył się a powieki ukazały oczy w pełnej okazałości, jednak nie trwało to długo... Można powiedzieć, że nawet chwilę. Pretendentka była... Zaskakująco silna, to jest fakt... Pytanie co pocznie, gdy Magia Krwi się wyczerpie? Jednak było inne pytanie, jaki to był poziom jej mocy? Umysł Mephisto zakładał na obecną chwilę, że dopiero się rozgrzewa, ale jeśli to jej maksimum? Wtedy przecenił ją, i to bardzo.
Ale Motyl dalej funkcjonował, o jednej ze Zgnilizn nie można powiedzieć tego samego... A pozostałe dwie wybrały swoje strony zgodnie z upodobaniami, a zrobiło się ciekawie. Nocnica i Mara, kontra Mara i Nocnica. Byłaby szkoda, gdyby ten układ sił zaburzył Bies, szczególnie taki jak Mephisto... Heheh.
Na razie podszedł bliżej barierek, by móc w razie czego szybko dołączyć do batalii... A po czyjej stronie? Prawdopodobnie obecnego Motyla, niedługo Magia Krwi Nocnicy się skończy a to pozwoli mu złamać jej wolę do życia. Jak na jego wynik był już z góry przesądzony, na niekorzyść pretendentki ale może go zaskoczy? Kto wie.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pon Lis 13, 2017 12:19 am

Coś się kończy, coś zaczyna.


Walka o pozycję lidera trwała dalej. Przez ponad minutę (o ile ktokolwiek by to liczył) obie strony patrzyły jedynie na siebie, na nowo oceniając swoje siły i trwałość aliansów. Po zjawiskowych posunięciach Pretendentki przyszedł czas na kontrofensywę ze strony obecnego Motyla i jego świty złożonej już z tylko jednego Cienia. Czy spodziewał się zdrady ze strony Mary? Całkiem możliwe, bo nijak nie dawał po sobie poznać zaskoczenia z takiego obrotu sytuacji. Zamiast tego dokończył rozpoczęte wcześniej cięcie i tym razem nikt go nie zatrzymał. Ostrze wgłębiło się w skórę i zaskrobało po czaszce. Nawet niezwykła regeneracja była bezsilna wobec ran zadanych księżycowym obsydianem, obfite krwawienie nie zdziwiło więc nikogo.
Ale zanim o reperkusjach tej konkretnej Magii Krwi, warto zwrócić uwagę na pozostałych gladiatorów. Wszak żaden z nich nie czekał na  Mara sprzyjająca Pretendentce cięła się po klatce piersiowej... I nic się nie stało, a przynajmniej nic, co zostałoby zauważone. Wiadomo jednak jak to jest z mocami Mar - nie muszą być efektowne, grunt, że są efektywne. Przechodząc do Nocnicy wiernej liderowi, ona (a właściwie on) także sięgnął po ostrze i ozdobił swoje udo cięciem. W jego przypadku moc była znacznie bardziej widowiskowa - jego włosy na głowie wydłużyły się, utworzyły kilka macek i pomknęły w kierunku Pretendentki. Wyglądało to niczym włochate macki ośmiornicy nastroszone kolcami. Nocnica aspirująca do miana przywódczyni Cieni uniknęła bez problemu pierwszej, sparowała mieczem drugą, odbiła się od trzeciej, ale czwarta i piąta miały ją wbić w ziemię, kiedy cała akcja zamarła.
Wracając do Motyla, bo to przez niego Pretendentka nie skończyła jako krwisty naleśnik (jeszcze nie) - w końcu dane mu było pokazać pełnię swej mocy. Nawet jeśli zamierzał ją skupić i zniszczyć jedynie dwie Nocnice, to każdy w pobliżu, włącznie z nim samym, dostał metafizyczną paczką szpilek w mózg. I oczodoły. Przeciwnicy, sojusznik oraz spora liczba najbliżej siedzących (jak i stojących) Cieni, którym trafiły się takie, a nie inne miejscówki. Na czas działania Magii Krwi obie strony zostały "zamrożone" wraz z częścią widowni. Tylko na jak długo?
Co do sytuacji na trybunach - publiczność znajdująca się najbliżej Motyla (mniej więcej 200 istot) czuje potężny, rozsadzający wręcz czaszkę ból. Tylko jak do tego doszło? Cóż, nawet drobne nacięcie starej blizny skutkuje wyrwaniem się mocy spod kontroli, a w przypadku kogoś tak potężnego skutki są równie mocno odczuwalne. Jak lider mógł zapomnieć o czymś tak oczywistym? To całkiem dobre pytanie... A krew kapiąca z piersi Mary może być całkiem niezłym wyjaśnieniem. Oczywiście gdyby ktokolwiek z najbliższych obserwatorów miał tylko możliwość zignorowania tych katuszy. Na przykład ktoś, kto nie czuje już nawet robaków wiercących na wskroś jego własne ciało.  


Spoiler:
 

Mapka:
Żadne z was nie sprecyzowało, dokąd dokładnie się wybiera, stąd też moja interpretacja jest taka, a nie inna.
Przemieściliście się na swoje nowe pozycje przed akcją na arenie.
Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Lis 14, 2017 9:17 pm

Stłumiony krzyk wyrwał się z ust Mormo, gdy nieostrożność Motyla odbiła się na części mieszkańców Katakumb. Ułamek sekundy wystarczył, żeby najbliżej stojące Dzieci Cienia odczuły niewyobrażalny ból. Gdyby Taulgrym nie postanowił zmienić miejsca, z pewnością by ją to nie spotkało.
 Nocnica złapała obiema rękami rozrywaną od środka bólem głowę, jakby to miało go choć trochę ukoić. Cierpienie było niewyobrażalne, jakby ktoś obciął wam obie ręce, zalał wszystko kwasem, a na odchodnym jeszcze podpalił. Kobieta opadła na kolana i ukryła twarz w ramionach, próbując jakoś przezwyciężyć chęć natychmiastowego samobójstwa.
Jak na razie była wyłączona z akcji, a ich śmiały plan spadł właśnie na drugie miejsce priorytetów Mormo, prowadzenie objął wszechobecny ból. Ból, ból i tylko ból. Postać odziana w szary płaszcz zwijała się na ziemi, zostawiając wszystko na głowie Taulgryma.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Czw Lis 16, 2017 3:08 pm

Skupienie Mephisto na całej walce przerwało jedno uczucie, uczucie którego nie czuł od naprawdęęę długiego czasu... Ból. Nie było to nic straszliwego, ledwo uszczypnięcie jednak odczuwalne a to już świadczyło o tym, że coś poważnego poszło. Spojrzenie na różne strony i już stało się wszystko jasne - Najbliższa część towarzystwa wrzeszczy z bólu. Na twarzy biesa wykwitł uśmiech, lubił ten dźwięk... Kochał go. Zignorował nawet walkę na arenie byleby się dłużej nacieszyć tym cierpieniem u innych.
Trochę trwała ta sadystyczna przyjemność, jednak wzrost Mephisto ponownie skierował się w stronę walczących. To, że Motyl naciął starą bliznę było oczywiste, a dlaczego? Teoria biesa była taka, że po to, by pokazać swoją siłę. Nie ma żadnej opcji, że zostanie uznanym za słabego... Oszołomienie po tamtym uderzeniu też jest możliwe, ale nieumarły nie brał tego pod uwagę... Po co? Na razie jednak darował sobie interwencje w tej walce...
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Nie Lis 26, 2017 4:02 am

- I tak oto elegancki konflikt zdegenerował w pandemonium. Życie w pigułce, proszę państwa - Bies mruknął do siebie, mrużąc oczy, czując jak wymykająca się spod kontroli moc Motyla dotknęła martwej bryły, którą niegdyś był jego mózg. Kątem oka dostrzegł Mormo i Ray'a - dwa biedactwa zwijały się w konwulsjach.
Oh, mój ty Motylu. Jak wiele o tobie mówią twoje akcje - mówił sam do siebie, w myślach, szykując się do swojego ruchu. Zaatakować wszystkich falą czystej boleści? To wręcz ocieka pogardą i wyższością. W swoim kurczowym trzymaniu się władzy, nawet nie bierzesz skromnych, gnijących nas pod uwagę, prawda?
Taulgrym ostrożnym ruchem wydobył z pochwy krótkie, zawinięte niczym hak ostrze. Księżycowe Ostrze - źródło mocy, jak i nieuchronnej zguby każdego Dziecka Cieni. Jakże symboliczne. Przyjrzał się jego powierzchni, i uśmiechnął.
- Oh, jak wielcy upadają.
Zagłębił je w swe zzieleniałe ciało, już pod lewą piersią. Wbił ostrze głęboko, prowadząc je tak daleko jak tylko był w stanie powolnym ruchem. Im dalej szło to cięcie, tym intensywniejsza stawała się fala ekstazy zalewająca jego obmierzłe cielsko, jak wyschnięte żyły wypełniają się iluzją życia, zmatowiałe źrenice rozszerzają się a mięśnie drgają wspominając dawną żywotność.
Emocje udzielały się nie tylko jemu. Całym swoim ciałem czuł jak muchy w jego wnętrzu pędzą tunelami wydrążonymi wewnątrz, pobudzone przywoływaną Magią Krwi. Były gotowe wyrwać się z jego ciała by żądlić, gryźć i siać spustoszenie - i pachnąca słodyczą śmierci zarazę.
Taulgeym nie miał zamiaru im odmawiać.

Tu nie trzeba było słów. Biesa i jego robactwo łączy coś więcej. Wystarczyło skupienie na tym, kto miał doświadczyć jego gniewu. Baron wydał rozkaz, jego wierni żołnierze się naszykowali - a teraz, otwierają się bramy. Ziejąca rana na jego brzuszysku rozwarła się, pozwalając wylać się chmurze latającego robactwa z niemal ogłuszającym buczeniem, i rzuciły się strumieniem w stronę Obsydianowego Motyla, z zamiarem cięcia, klucia, kąsania jego skóry, chłeptania krwi... i wżerania się w jego otwarte rany. Wdzierania pod skórę, by tam zostawić swe cudowne, zakaźne niespodzianki. nie spoczną, póki on nie będzie sączył krwi i ropy z każdego otworu ciała, lub same nie zginą.
- Naprzód, moje dzieci! - zakrzyknął, wciąż niesiony falą euforii po nacięciu.
Oh, lecz to nie koniec. Nie miał zamiaru tak sobie stać bezcelowo. Niezgrabnie przewalił się za barierę, z donośnym łoskotem zwalając spasłe ciało na arenę, równie nieśpiesznie wstając. Cóż, wielkie ciało ma swoje minusy...
Tak szybko jak potrafił zbliżał się do sparaliżowanej Nocnicy, tej samej która właśnie sięgała kolczastymi mackami ku pretendentce. Z każdym krokiem coraz bardziej rozkręcał wiszący na łańcuchu hak. Szedł tam, z prostym zamiarem - ciśnięcia hakiem, i rozszarpania gardła tej Nocnicy. A następnie dalszego atakowania okrutną bronią. Przyszedł tu, by działać, a nie w ciszy oglądać dramat. Całość rozwijała się swoim tempem, lecz...

- Wszyscy wiedzą, że opera nie jest skończona, dopóki grubas nie zaśpiewa! - zawołał donośnym, radosnym głosem.
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Czw Lis 30, 2017 10:33 am

Coś się kończy, coś zaczyna.


Kiedy gladiatorzy stali w miejscach sparaliżowani bólem - a do rytmu ich wrzasków akompaniowała część widowni - z tłumu pojawił się osobnik pragnący działać. Chciałoby się zakrzyknąć, że wreszcie! I dlaczego tak długo kazał na siebie czekać nasz nadgniły bohater?! Choć po krótkim spojrzeniu na jego tuszę... Cóż, można zrozumieć pewną powolność i ślamazarność. Ale w końcu podjął inicjatywę i to się chwali! Co prawda ruszył do ataku w chwili, gdy nie mógł liczyć na wsparcie żadnego ze swoich kompanów. Obie Nocnice cierpiały bowiem dalej w chwili, gdy Taulgrym ciął się księżycowym obsydianem. Chwilę później mniejsze dzieci wyleciały z opasłego cielska i pomknęły w kierunku Motyla. Podobnie zresztą postąpił ich większy ojciec, choć znacznie wolniej.  Wylądował na arenie i skierował się ku drugiej nieruchomej ofierze. Hak z coraz większym świstem przecinał powietrze, stopniowo nabierając prędkości i morderczego potencjału. Cel był prosty - rozszarpać gardło i zakończyć żywot kolejnej Zgnilizny, tworząc tym samym dwa wolne miejsca pracy. Tylko kogo widział w roli partnera? Mormo? Ray'a? Wybór i tak nie będzie należał do niego. O ile którekolwiek z trójki rebeliantów przeżyje, o potencjalnym awansie nawet nie marząc. No i był jeszcze Mephisto póki co przyglądający się wydarzeniom...
Ale wracając do poczynań Muszego Barona. Świst kolejnych wymachów łańcucha ginął w krzykach bólu. A kiedy w końcu hak pomknął przed siebie, towarzyszyła mu cisza. Magia Krwi Motyla przestała działać. Ostrze Taulgryma minęło Zgniliznę o zaledwie parę centymetrów, ale to wystarczyło, by szybka egzekucja przerodziła się w dłuższy konflikt. Ot, złośliwość istot nieumarłych.
Co jednak działo się z pozostałymi, gdy czas wyzwolił ich z okowów bólu? Zaczynając od trybun - większość Cieni odetchnęła z ulgą, co poniektórzy stracili przytomność - chociażby towarzysz Mormo - nikt jednak nie kwapił się dobrać do ich własności. Wydarzenia na arenie były ciekawsze.  
Motyl chciałby odpocząć. Cała walka szła niezbyt po jego myśli, a teraz jeszcze zamiast skupić się na poczynaniach Pretendentki, musiał uciekać przed chmarą robactwa. Na jego korzyść przemawiał fakt, że był szybszy i posiadał prężnie działającą regenerację. Atutem owadów był dystans, na który zdołały się zbliżyć zanim ich cel zaczął uciekać. Ich liczba także ułatwiała ciągłe dręczenie przywódcy Cieni.
Pretendentka po raz kolejny wyciągnęła ostrze, by wyzwolić swoje moce, ale potrzebowała chwili, by dojść do siebie po Magi Krwi Motyla. Kiedy jednak się jej to udało, ponownie zmieniła się w rozmazaną smugę nacierającą na obecnego lidera Cieni.
Wracając do Taulgryma i jego oponenta - Zgnilizna uniknęła ataku, a teraz cięła się i ponownie przywołała do walki macki z włosów. Sztuk cztery, gotowe siekać, ciąć i miażdżyć maluczkiego, który wtrącił się pomiędzy spór gigantów. Przewaga w sile czy szybkości była aż nadto widoczna, więc pewnie po pierwszym ataku będzie już po wszystkim. Chyba, że ktoś pomoże nieumarłemu kaznodziei, albo on sam zaskoczy wszystkich nowym planem.
Tymczasem Zgnilizna wspierająca Pretendentkę chwyciła za ostrze, ale zamiast użyć mocy, puściła się pędem w stronę Nocnicy z Mackami.     

Spoiler:
 

Mapka:
Z trójki na arenie znajduje się tylko Taulgrym.
Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Pią Gru 01, 2017 10:20 pm

Nocnica była o mały krok od podzielenia losu Ray’a, którego cierpienie chyba przerosło i odpłynął w objęcia Morfeusza. Ona jednak nie była taka słaba. Wszystko jest dla ludzi, ból też. Trzeba się przyzwyczaić, w końcu to oni powinni być bardziej odporni od reszty, nie każdy obudził się pod ziemią bez wspomnień i pamięci. Ból był im znany od urodzenia i zmartwychwstania. Czy to w życiu, czy w życiu po życiu zawsze im towarzyszył, w takiej czy innej formie.

    Kobieta odzyskała czucie, umysł i zmysły. Fala nowych dźwięków błyskawicznie do niej dotarła, gdy tylko cierpienie minęło. Taulgryma nie było, ale jego donośny głos był doskonale słyszany z areny. Mormo poderwała się na równe nogi, przy okazji podnosząc z ziemi nóż o ostrzu z Księżycowego Obsydianu, który musiał wysunąć jej się z dłoni, gdy upadła, o mało nie mdlejąc. To co zobaczyła, sprawiło, że serce podskoczyło jej do gardła, a fala podniecenia zalała ją od góry do dołu. Ogromny Bies przejął inicjatywę, włączając się jako pierwszy do walki. Czy jej powinnością było pójść w jego ślady? Umysł przejął strach, który jedyne co doradzał to wyjście z Mordowni i zapomnienie o sprawie, serce jednak rozpierała energia i wręcz ciągnęło ją na arenę. Jak dla niej wybór był prosty, a potwierdziła go sytuacja dziejąca się poniżej. Wyglądało na to, że Muszy Baron został przyparty do ściany.

  - Nic się nie bój towarzyszu - szepnęła kobieta, przymykając lekko oczy, gdy Obsydianowe ostrze rozcinało kolejne centymetry skóry, zagłębiając się coraz głębiej i głębiej i dalej i dalej. Magio Krwi przybywaj. Krew z jej ramienia polała się, barwiąc bandaże na piękny czerwony kolor. O tak. Czas na taniec, który jest nazywany tańcem śmierci. Ktoś na tej arenie umrze… i Mormo miała nadzieję, że nie będzie to ona.

    Transformacja zaczęła się niewinnie. Zaczęło się od oczu, które zwykle szare, teraz przybrały czerwoną jak krew lejąca jej się z ręki barwę. Następne były pazury i kły. Serce kobiety łomotało jak szalone, gdy przekształcenie się zakończyło, a Nocnica w niczym już nie przypominała człowieka. Dzieci Cienia dookoła niej odsunęły się na pewną odległość, by lepiej widzieć zarówno ją jak i resztę widowiska. Biesy patrzyły na nią z niesmakiem, jakby uważały, że ich robale są jedyną przydatną formą Magii Krwi. Miała ich zdanie tam, gdzie światło nie dochodzi. Za chwile i tak jej tu nie będzie. Jak szaleć, to szaleć. Na taką okazję maks jej mocy nadaje się idealnie.

    Nocnica znajdowała się nieco za daleko od atakującej jej towarzysza Zgnilizny i nie miała najmniejszych szans do nich doskoczyć. Zostało jej tylko przybliżenie się do walczących. Kobieta zaczęła biec, przeciskając się między Biesami, by dotrzeć na wysokość grubasa i jego oponenta. Jako, że jej rasa była znana z wysoko rozwiniętej szybkości, szybko dotarła do wcześniej upatrzonego miejsca.
Mormo z sercem, które biło tak jakby miało wyskoczyć i z twarzą jak Dracula, odbiła się od barierki, dając dalekiego susa na arenę. Po chwili znalazła się nad Taulgrymem i atakującą go Marą, rozpoczęła lot pikowy w stronę tego drugiego z wyciągniętymi pazurami, celując w macki, a raczej w głowę ofiary. Powietrze szumiało jej w uszach, zagłuszając wszystkie inne hałasy. Tylko ona i jej ofiara. Jak zginie to trudno… przynajmniej będą o niej opowiadać legendy.



Tak, to właśnie jest śmierć. Stan, w którym nikomu nie możesz ufać.


Ostatnio zmieniony przez Mormo dnia Sob Gru 02, 2017 8:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 19
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Sob Gru 02, 2017 12:41 pm

Sytuacja zaczęła się robić... Interesująca. W czasie masowej orkiestry krzyków, do batalii dołączył kolejny zawodnik... Bies. Gruby Bies. Niestety "taktyk" który obserwował całą sytuację nie mógł stwierdzić jak silny jest ten osobnik, jednak na razie zakładał, że na podobnym poziomie co reszta na arenie... A dalej jeszcze zabawniej... W czasie, gdy nowoprzybyły wdał się w walkę ze Zgnilizną stojącą po stronie Motyla, Pretendentka ruszyła ponownie do ataku... Mephisto na razie stał nieruchomo analizując całą sytuację a chwilę później na jego twarzy wykwitł okrutny uśmiech.
- Głupcy. - podsumował całą sytuację tym jednym słowem, wyglądało na to, że w końcu znalazł idealny moment na dołączenie... Nieważne kim była ta cała ferajna, jeśli w tym momencie aktywuje swoją magię krwi, to ta dalej będzie aktywna jak wyczerpie się reszcie. A przynajmniej tak wynikało z jego kalkulacji. To dawała mu ogromną przewagę taktyczną. A więc czas wdrożyć w życie Operację "Której nazwy jeszcze nie wymyślił". Momentalnie wyciągnął swój sztylet tnąc się głęboko w po klatce piersiowej, jeśli użyje maksimum swojej mocy to bardzo prawdopodobne, że ostro zmieni balans sił. A gdy tylko to zrobił zeskoczył na arenę czując, że jego wierne legiony opuszczają swe koszary, by przeprowadzić atak w imieniu swego generała.
Robaczy żołnierze otrzymali trzy proste polecenia: Ruszyć na grubasa oraz jego robale i zgniliznę po stronie Pretendentki... A zaatakować ich najlepiej sprawiając im masęęęę bólu... Ból to przepiękne uczucie, który każdy musi poczuć przynajmniej wiele razy w swoim żywocie. Choć niestety, drugi Bies raczej niewiele poczuje. Ale i tak mu się oberwie. Tak czy inaczej jedno było pewne... Mephisto obrał stronę Motyla. Pytanie jak teraz zmieni się sytuacja na polu walki.
Powrót do góry Go down

Dziecko Cienia

avatar


Liczba postów : 8
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Sob Gru 09, 2017 5:07 pm

Wielki Bies wyszczerzył sinożółte, klockowate zęby w paskudnym grymasie. Poszło mniej gładko niżby sobie tego życzył - ale co zrobić?
- Takie życie - powiedział do samego siebie, ponownie rozkręcając łańcuch z hakiem, usiłując zrobić prowizoryczną barierę między jego pokaźną osobą a niebezpiecznie wyglądającymi mackami, które ewidentnie miały ochotę go popieścić wbrew jego woli.
- Nie wydaje mi się, żebyśmy się przedstawiali, a ty już z przytulaniem? - zawołał donośnie, cmokając. - Strasznie serdeczna ta młodzież.
Żarty i buta były jednak jedynie maską, okrywająca desperację - sam na sam przeciw Zgniliźnie mógł co najwyżej umrzeć wolniej od innych. Wszyscy, razem z Pretendentką wciąż potrzebowali chwili by dojść do siebie po mentalnym ataku Motyla - a na nim musiał wciąż otrzymywać ofensywę mniejszych braci, jeśli chciał odwrócić jego uwagę od ponownego sparaliżowania wszystkich w zasięgu. A teraz nie popełniłby błędy zignorowania grubaska. Sytuacja odwracała się przeciw niemu.

I wtedy, kątem oka, dostrzegł swojego niewielkiego, zabandażowanego anioła. Mormo wyglądała co prawda teraz bardziej jak nieślubne dziecię nietoperza i wygłodniałego wilkołaka, ale dla Taulgryma to aktualnie był najpiękniejszy widok.
I wtedy bies wiedział, co ma robić.

- W takim razie choć, kałamarniczko! Zobaczymy czy zmieścisz mnie w tym czułym uścisku!
Musiał być głośny. Musiał być arogancki. Musiał zwrócić całą uwagę na siebie, dając Mormo okazję na atak z zaskoczenia.
I właśnie dlatego zaszarżował do przodu, prosto na macki. Wywijając łańcuchem niczym oszalały derwisz, ciskając obelgi i kpiny, chciał ją zaskoczyć planem równie szalonym, co odważnym. Rozkręcony łańcuch chciał, niczym psotne dziecko, wkręcić w jej groźne członki. Walka to nic innego jak używanie swoich przewag, by zniwelować przewagi wroga, prawda? Sztuka polega na tym by wszystkiego użyć jako przewagi dla siebie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma szans zatrzymać macek ważąc siłę jej mięśni przeciw swoim.

Ale użycie martwej wagi własnego sadła by przygwoździć je do ziemi to zupełnie inna bajka. Macki które zdoła złapać? Po prostu się na nie rzuci, zamykając je między własnym kałdunem a ziemią areny. Mało finezyjne, ale bądźmy szczerzy - w jego przypadku finezja skończyła się gdy przekroczył 150 kilo.

Ale, mniejsza o ambitne plany - pojawiło się coś, co wywołało sapnięcie zaskoczenia z ust Biesa - mała armia robactwa! I to jakiegoś obcego robactwa, co usiłowało się wgryźć w jego pękate cielsko. Śledząc wzrokiem procesję intruzów, dostrzegł jakiegoś, no, z pewnością Biesa, zamotanego w wór pokutny jak ostatnie nieszczęście.
- Śmiesz?! - zwołał w jego kierunku. - Śmiesz, strachu na wróble!?
Rozzłoszczony bezczelnym wdarciem się jakiejś osoby trzeciej w rozwijający się dramat, Taulgrym sięgnął ręka wciąż ściskająca ostrze z obsydianu, tworząc nowe nacięcie - płytsze niż ostatnie - powołując do istnienia nową watahę niosących plagę owadów - z rozkazem rzucenia się na nowego napastnika.
- W takim razie zajmij się tymi ptaszynami!
Powrót do góry Go down


avatar


Liczba postów : 185
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Mordownia   Wto Gru 12, 2017 11:31 am

Coś się kończy, coś zaczyna.


Oj działo się! Po krótkiej przerwie fundowanej przez nieziemski ból głowy wydarzenia w mordowni nabrały szybszego biegu by coraz to płynniej zmierzać do finału. A ten mógł wyglądać w tylko jeden sposób - zniszczeniem jednej strony. Jakby sama walka Motyla, Zgnilizn i Pretendentki nie wystarczyła, to na arenie zjawiły się jeszcze osoby trzecie, nieproszone, ale jakże pożądane dla podniesienia stawki. Nie chodziło już tylko o to, kto będzie przywódcą Cieni, ale też od razu rozwiąże się kwestia wakatów na funkcję Zgnilizn. Bo przecież każdy chciałby mieć ropiejącą dziurę zamiast serca, ne? Przechodząc jednak do samych wydarzeń, warto zwrócić uwagę na największego i najcięższego zarazem bohatera Mordowni.
Ojczulek jako pierwszy wyrwał się przed szereg pośród publiki i teraz przyszło mu za to zapłacić. Może dla równowagi niedługo otrzyma też nagrodę za swą śmiałość? Któż to wie. Stojąc naprzeciw mackom Nocnicy nie zląkł się, ani też nie próbował uciekać. Bies dobrze znał swoją tuszę i płynące z niej ograniczenia... Ale równie dobrze zdawał sobie sprawę z przewagi, jaką dawała mu warstwa sadła. I choć z planu użycia ponownie haka nic nie wyszło - dystans między Taulgrymem a mackami był zbyt mały, a twory Nocnicy za szybkie, tak już drugi pomysł wyszedł znacznie lepiej. Nabrzmiały bies całą swą masą spróbował przygwoździć włosy do ziemi i unieruchomić tym samym przeciwnika. Zanim zdołał to zrobić oberwał kilka razy po ciele, ale ataki te przypominały raczej lekkie smagnięcia biczem, niż uderzenia ostrych maczug. Wytrzymałość grubasa musiała podziałać na nerwy Zgniliźnie, która już szykowała się do następnego cięcia i najpewniej kolejne twory z włosów przebiłby Taulgryma, gdyby nie pojawienie się Mormo.
Ta młoda Nocnica przebiegła w końcu przez publikę, wylądowała na arenie i popędziła ratować swojego sojusznika. Kilka metrów przed pojedynkującą się parą wyskoczyła w powietrze i rozcapierzonymi szponami wylądowała na Zgniliźnie, wczepiając się w nią pazurami i orząc po twarzy. Zapewne jej ryzykowne zagranie również poszłoby na marne, bo regeneracja przeciwnika była naprawdę zdumiewająca. Rozorana skóra zwisała w płatach, by mignięcie oka później zamiast krwi i mięsa widać było nową, czystą skórę.
I w tej właśnie chwili Zgnilizna-Mara przecięła szyję swojego niedawnego kompana sztyletem z obsydianu. Zanim jednak magia krwi zdążyła zadziałać, ostrze zakończyło już swój lot. Odcięta głowa potoczyła się po arenie, a Mormo odskoczyła od truchła, dysząc ze zmęczenia. Zdawałoby się, że to już koniec problemów dwójki przyjaciół, gdyby nie fakt, że kiedy Mormo i Mara zajmowały się Zgnilizną, Taulgrym dalej walczył z mackami owijającymi się wokół jego ciała... I robakami kąsającymi odsłonięte fragmenty. Co jak co, ale nawet w tej sytuacji Ojczulek wiedział, że to nie jego lokatorzy nagle zgłodnieli, tylko inny Bies zechciał mu dokopać. Niestety, otoczony włosami nie mógł skorzystać z pomocy własnych braci. Na szczęście sadło i wytrzymałość pozwalały zakładać, że rany póki co nie będą zbyt poważne. Ba, nawet nie bolało! No, może trochę szczypało. Inna sprawa, że spora chmara robactwa już zmierzała w kierunku Mormo i Zgnilizny-Mary, więc już za chwilę i ta dwójka odczuje siłę drugiego Biesa bawiącego się w politykę.
Dlaczego Mephisto postąpił w ten sposób? Co go podkusiło by stanąć po stronie Motyla? Tylko jego własny oszalały umysł może odpowiedzieć na te pytanie. Jego robaki odciągnęły skutecznie owady Taulgryma od obecnego Motyla, i trochę mniej skutecznie poradziły sobie z pokąsaniem samego Muszego Barona. A zaraz zajmą się samą Zgnilizną. A że tuz obok stała Mormo, to pewnie i nią samą. No ale nie można mieć wszystkiego. Przynajmniej nie od razu.
Tymczasem najważniejsza para na arenie miała najbliższe spotkanie od początku walki. Pretendentka wykorzystała Magię Krwi po raz kolejny i dopadła do Motyla, po raz drugi wgniatając go w kolumnę, ale tym razem nie odstępując i płynnym ruchem pozbawiając go definitywnie głowy. Nie porzuciła jednak truchła i dorwała się do życiodajnej fontanny tryskającej z tętnicy szyjnej. Czyżby walka o pozycję Lidera była już skończona?
Ani walczący, ani publika skupiona na gladiatorach... Nikt nie zwrócił uwagi na zwłoki pierwszej poległej Zgnilizny, które nieudolnie próbowały powstać na własne nogi. I twarz uprzednio rozcięta na dwoje znowu stanowiła całość.  
Spoiler:
 

Mapka:
Spoiler:
 



Iskra - Odpowiedzialna za ogarnianie MG, eventów, ogólnie rozgrywki związanej z fabułą i relacjami postaci.
Kamiru - Odpowiedzialny za ogarnianie WT i ogólnie części mechanicznej forum.

Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Mordownia   

Powrót do góry Go down
 
Mordownia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Proelium  :: Katakumby :: Dom Cieni-
Skocz do: